Historia z kołem w tle

Historyczny Motoblog

Lee i samobieżna bomba kompaktowa

Postaci Lee Iacocci specjalnie przedstawiać nie trzeba. W historii motoryzacji zapisał się jako genialny twórca i propagator nowych segmentów rynku. To jemu Ford zawdzięcza pierwszą generację Mustanga a Chrysler – Voyagera i kompaktowe tanie sedany. Ford zawdzięcza mu coś jeszcze – słynny, mały model Pinto, który w historii zapisze się jako „bombowe auto” – bynajmniej nie z racji designu. Będzie to ostatni model przygotowany pod jego nadzorem dla koncernu Forda.

Iacocca śmiał twierdzić, że bezpieczeństwo się nie sprzedaje. Uważał, że potencjalny klient bardziej zwraca uwagę na wygląd zewnętrzny i osiągi a mniej na solidność i bezpieczeństwo konstrukcji. Historia pokazała jak bardzo Lee się mylił – już we wczesnych latach 60 – tych zaczęto na poważnie interesować się odpornością konstrukcji na wypadek zderzenia i w końcu tym, co się dzieje z pasażerami w tym momencie. Określano pierwsze wytyczne dla nowych modeli i zaczęto przeprowadzać testy zderzeniowe.

 Lee Iacocca w latach 70-tych

reutherwayneedu_002Źródło: reuterwayne.edu

Zadaniem Iacocci było kierowanie prac nad nowym modelem, który miał konkurować z tanimi najmniejszymi modelami, głównie z Chevroletem i AMC. W pierwotnych założeniach miało to być auto z nadwoziem tylko 2 lub 3-drzwiowym dostępne jako klasyczny sedan, hatchback, coupe i wersja kombi. Do napędu miały służyć europejskie silniki Forda serii Kent (Anglia) oraz Cologne (Niemcy). Dzięki atrakcyjnej, sportowej sylwetce i przystępnej cenie pierwszy rok modelowy sprzedano w liczbie 100 tys. sztuk. To dobrze rokowało na jego przyszłość.

W 1971 roku (pierwszym roku sprzedaży) oferowano dwa silniki – 1.6 i 2.0 dm3 o mocy od 75 do 100 KM. Później wprowadzono także większe – 2.3 i nawet 2.8 dm3, przy czym kryzys paliwowy spowodował zmniejszenie ich mocy, stąd większy osiągał „zaledwie” 105 KM. Samochód sprzedawał się świetnie, ale wkrótce zaczęto się zastanawiać nad kilkoma groźnymi w skutkach wypadkami, w których brały udział Pinto. Szczególną uwagę zwrócił tył pojazdu, który krył w sobie groźną „niespodziankę”.

Za każdym razem, gdy Ford Pinto został uderzony w tył nadwozia, natychmiast zaczynał się palić. Winnym tego stanu był zbiornik paliwa, który znajdował się tam, gdzie u większości amerykańskich samochodów tego okresu –  za tylną osią, tuż przed zderzakiem. W przypadku dużych sedanów nie było z tym problemu, ale w Pinto tylny zwis był niewielki, szczególnie w dość krótkiej wersji coupe. W dodatku Pinto nie posiadało dodatkowej pary drzwi po bokach nadwozia, więc szybkie opuszczenie płonącego auta nie było możliwe.

Przeciw Fordowi kierowano wiele pozwów. Liczba osób poparzonych w wypadkach wzrastała. Pojawiły się pierwsze ofiary śmiertelne. A Ford? Bronił się na wszystkie możliwe sposoby twierdząc, że wypadki mają charakter sporadyczny i nie jest to spowodowane żadną istotną wadą konstrukcji Pinto, gdyż odwołując się do wielu statystyk, śmiertelność w wypadkach z udziałem tego jakże „wspaniałego” samochodu wcale nie jest większa niż u konkurencji. Rodziny osób poszkodowanych były bezsilne wobec armii prawników Forda. Jednak upór części z nich został nagrodzony.

Trafne ostrzeżenie

presonalizedideasqordpresscomŹródło: presioanalizedideasqordpress.com

Pozwy złożone m.in. przez rodziny Johnsów i Grimshawów zakończyły się ich wygraną  oraz przyznaniem im wielomilionowych odszkodowań. Kierownictwo Forda wolało zapłacić taką sumę niż wydać całe 11 $ aby zmodernizować każde sprzedane wcześniej Pinto. Zdecydowano o tym na podstawie rachunku prawdopodobieństwa wypadku i kosztu ludzkiego życia. Ta szokująca praktyka wywołała znaczny spadek zainteresowania Fordem. Potencjalni klienci oburzeni tym faktem udawali się do salonów Chevroleta i AMC.

W dodatku, NHTSA – czyli amerykański odpowiednik Euro – NCAP zbadał te „incydenty”. W symulowanej próbie okazało się, że wybuchu zbiornika nie da się uniknąć w żaden sposób. Jak się później okazało zagrożenie pożarem nie było tylko rezultatem laboratoryjnych eksperymentów, ale było jak najbardziej realne. Według różnych źródeł pożary Pinto pochłonęły życie od 27 do nawet ponad 200 osób. Do dziś nie udało się precyzyjnie oszacować tej liczby, gdyż w „cudowny” sposób znikały dowody świadczące na niekorzyść producenta.

Zarząd Forda dopiero w modelu na rok 1979 wprowadził niewielkie zmiany w konstrukcji tylnej części podwozia Pinto co pozwoliło na przesunięcie zbiornika paliwa bliżej tylnej osi. Zmieniono także konstrukcję wlewu paliwa i połączenie pomiędzy nim a zbiornikiem. Pomimo tych zmian oraz kosmetyki karoserii nie udało się pozyskać wielu nowych klientów. Tych i tak było coraz mniej – większość z nich przesiadła się na importowane europejskie i azjatyckie „kompakty”. Te nie wybuchały i jakościowo przewyższały amerykańskie marki.

„Wspomnienia z Florydy”

floridamemorycomŹródło: floridamemory.com

Ostatnie Pinto wyjechało z fabryki w 1980 roku. Ogółem zbudowano ponad 2 miliony sztuk tego modelu, z czego praktycznie każdy mógł się zapalić w momencie uderzenia w tył pojazdu. Ostatecznie sprawę wyciszono a przekupne media szybko znalazły sobie nowe tematy. Dopiero w latach 90-tych wyszły na jaw matactwa prawników koncernu, którzy skutecznie tłumili wszelkie informacje o groźnych w skutkach wypadkach z udziałem tych Fordów. A jak historia pokaże, nie była to jedyna „wpadka” Forda, ale ostatnia Iacocci.

Było to ostatnie „dzieło” Iacocci dla Forda. Został zwolniony w 1978 roku, po czym natychmiast przeszedł na kierownicze stanowisko w Chryslerze. Mógł realizować własne plany i nie liczyć się ze zdaniem rodziny Fordów. Wciąż jednak to jego obwiniano za wady Pinto, które w konsekwencji przyczyniły się do groźnych poparzeń i śmierci wielu osób. Istotnie, gdyby nie rachityczny umysł Iacocci nie doszłoby do tych tragedii. Jak się później okaże, bezpieczeństwo będzie jednym z najważniejszych czynników w wyborze nowego pojazdu.

Pinto stało się symbolem samochodów lat 70-tych – awaryjnych i źle zbudowanych. Zajęło poczytne miejsce w plebiscytach na najgorsze auto ostatniego 50-lecia. Nawet w wielu amerykańskich komediach, szczególnie w jednej ze scen – główny bohater lekko stuknął swoim autem w tył Forda Pinto a ten od razu eksplodował. W rzeczywistości jednak do tego potrzebne było silne uderzenie cięższym pojazdem. Po tej „wpadce” amerykański oddział Forda już nigdy nie zbuduje małego auta.

Następca Forda Pinto, przeznaczony na rynek USA Ford Escort powstawał już przy udziale europejskiego centrum Forda i przejętych zakładów Mazdy. Następca Escorta, czyli Focus był już bardzo podobny do europejskiego a obecna generacja jest już modelem globalnym i nie ma znaczących różnić pomiędzy Focusem sprzedawanych w Europie, obu Amerykach, Australii lub nawet Azji (oprócz silnika). I żaden producent nie zamontuje już zbiornika paliwa za tylnym zderzakiem – najczęściej usytuowany jest pod tylną kanapą.

Komentarze

  1. Artur_B

    Kto wie ile takich bubli jest dzisiaj produkowanych? I najgorsze, że nikt o tym nie wie?

    Reply
  2. RafaElla

    „Jaram się, że tu jestem” – jak mówiła pewna Top Model

    Reply

Napisz komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *