Zaporożec w wersji de luxe

przez | 6 stycznia, 2017

Sukces Mini Morrisa na początku lat 60-tych był tak duży, że wielu brytyjskich producentów za wszelką cenę podejmowało starania aby stworzyć auto podobnych rozmiarów – tak samo nowoczesne, jeżeli nie bardziej skomplikowane. Wśród nich był brytyjski Hillman, który, niczym feniks z popiołu, kilkukrotnie wznawiał działalność i ciągle wprowadzał na rynek nowe modele. Historia marki sięga 1907 roku a najbardziej znanym modelem był Minx, który należał do mniejszych aut rodzinnych i produkowano go od połowy lat 30-tych do 50-tych.

Znajdując się w Grupie Rootsa, Hillman miał dostateczną ilość gotówki do rozpoczęcia walki z „Miniakiem”. Nowe auto miało być nieco większe – o długości 3,5 m i przez to nieco cięższe. Było pierwszym małym autem Grupy Rootsa, które powstało po II wojnie światowej i dlatego wiele oczekiwano od tego modelu. W przeciwieństwie do Mini nowe auto miało zachować tylny napęd i umiejscowienie silnika za tylną osią tak, jak ówczesne Fiaty 500 i 600. Dla wielu mechaników Mini było „zbyt skomplikowane”, choć jak historia pokazała, nie było to prawdą.

W założeniach auto miało mieć nowoczesną sylwetkę w stylu podobnym do francuskiego Renault 8. Linię nadwozia zaprojektowało dwóch młodych stylistów: Tim Fry oraz Mike Parkes. Władze Hillmana dały im „wolną rękę”, stąd nowy model miał atrakcyjny wygląd i udane proporcje. Imp miał mieścić 4 dorosłe osoby, duży bagażnik miał znajdować się z przodu a z tyłu nad silnikiem było miejsce na drobne przedmioty. Dzięki bardzo lekkiej konstrukcji i nowoczesnemu silnikowi Hillman miał być tak dynamiczne tak jak Mini.

Hillman Imp

productioncarscom

Źródło: productioncars.com

Ciekawostką był zupełnie nowy silnik – czterocylindrowy, o poj. 875 cm3 i sporej mocy 40 KM. Wykonany w całości z aluminium i sprzężony z 4 – biegową, w pełni zsynchronizowaną, skrzynią. Silnik ten miał wiele wspólnego z polską Syreną, gdyż był to silnik montowany w pompie strażackiej odpowiednio przerobiony do napędu samochodu. Równie oryginalne było niezależne tylne zawieszenie, takie samo jak w amerykańskim Chevrolecie Corvair. Dzięki temu wrażenia z jazdy były takie same jak z prowadzenia Porsche z tamtych lat.

Pierwsze sztuki Imp trafiły do klientów w 1963 roku. Można było wybrać aż dwa rodzaje nadwozia: „pseudohatchback” oraz coupe. „Pseudo” dlatego, że otwierana była tylko szyba a pod nią znajdowała się, tworząca trzecią bryłę, obudowa silnika z małą klapą, przez którą można było wykonać podstawowe czynności serwisowe. Wersja coupe miała ładniejszy tył, jednak tylna szyba nie otwierała się. W 1965 roku dołączyła kolejna odmiana – użytkowe kombi dla małego biznesu, które zostało nazwane … Husky. Oferowano również wersję osobową.

Hillman Husky

husky_brochure2

Źródło: imps.me.uk

Początkowo sprzedaż była bardzo dobra, ale z czasem ujawniły się niedociągnięcia konstrukcyjne. Mały rozstaw osi, kiepskie rozmieszczenie mas i tylny napęd utrudniały prowadzenie a tył na łukach potrafił nagle stracić stabilność. Hillman, pomimo prostej budowy, ciągle się psuł. Przyczyn tego stanu należało szukać w braku kwalifikacji pracowników, których znaczna część wcześniej budowała … statki. Chcąc podtrzymać zainteresowanie obniżano cenę tak, że pod koniec lat 60-tych Imp było najtańszym autem w Wlk. Brytanii.

Pieszczotliwie nazywany „brytyjską Skodą” lub „luksusowym Zaporożcem”, Imp podczas 13 lat produkcji przeszedł kilka dużych modernizacji. W 1966 roku zmieniono wadliwy pedał gazu oraz poprawiono geometrię przednich kół. Dopiero wtedy zauważono problem z chłodzeniem, na który od samego początku skarżyli się klienci. Już dwa lata później wymieniono zegary na bardziej czytelne. Wprowadzono kilka zmian kosmetycznych pasa przedniego i tylnego. Niestety tył nadwozia nadal podążał swoimi drogami.

Prowadzenie Imp nie było łatwe. Połączenie konfiguracji a’la Porsche z małym nadwoziem i masą 720 kg oznaczało silną nadsterowność i ciągłą walkę o przyczepność na śliskiej nawierzchni. Jako tanie auto kupowali je młodzi kierowcy, którym obce były kontrolowane poślizgi. Mini, choć droższe, prowadziło się pewniej i bezpieczniej. W pewnej ręce każde Imp potrafiło dostarczać wiele uśmiechu, być może dlatego dla początkujących kierowców wyścigowych był pierwszym bolidem w ich sportowej karierze.

Mały Hillman brał udział w RMŚ, w tym w Rajdzie Monte Carlo. Nie odniósł jednak spektakularnego sukcesu. Wówczas tylko Renault – Gordini oraz Mini liczyły się w rajdach. Dzięki uzyskanej w 1964 roku homologacji i silnikowi powiększonemu do 998 cm3 pojemności i mocy nawet 115 KM mógł rywalizować nawet w … cyklu British Saloon Car Championship (poprzedniku BTCC). Był niepokonany w edycjach 1970-1972. Startował nawet w zawodach na Wyspie Mann, gdzie notował znakomite czasy przejazdu.

Ekstremalna wersja wyścigowa

Źródło: imps4ever.info

Ostatnie sztuki Imp wyjechały poza bramy fabryki w 1976 roku. Ogółem powstało nieco ponad 440 tys. sztuk, z czego większość miała kierownicę po prawej stronie. Na kontynencie autko nie było popularne, ale w Koronie tylko Mini sprzedawało się lepiej. Był to ostatni model Hillmana, który powstał na Wyspach Brytyjskich. Większe modele z ostatnich lat działalności firmy były „składakami” złożonymi z części Grupy PSA oraz Chryslera. Niestety sprzedaż malała z roku na rok i ostatecznie Hillman z rynku zniknął w 1978 roku.