8 – ścieżkowiec

przez | 27 sierpnia, 2016

Pierwsze, prowizoryczne odbiorniki radiowe w samochodach pojawiły się już w latach 30-tych. Co prawda pozwalały one na wybór wielu stacji to jednak w jednej kwestii nie pozostawiały żadnego wyboru – nie można było słuchać muzyki z innego źródła a wożenie gramofonu w dość wąskiej kabinie byłoby szczytem ekstrawagancji. Działy badawcze wielkich koncernów próbowały stworzyć niewielkich rozmiarów nośnik, który nie zajmowałby wiele miejsca i, na którym można było wielokrotnie zapisywać dane. Ważnym kryterium była również cena.

W 1963 roku nowy, mały nośnik  autorstwa Philipsa – dwustronna kaseta magnetofonowa zawierająca dwie małe szpule z taśmą, dokonała prawdziwej rewolucji w sposobie  nagrywania i przechowywania dźwięku. Nie było jednak jeszcze na tyle małych odtwarzaczy, które zmieściłyby się na środku deski rozdzielczej pojazdu – najlepszym miejscu na tego typu urządzenie. Amerykanie rok później wymyślili „coś”, co uważali za porównywalne, jeżeli nie znacznie lepsze – kasetę ośmiościeżkową, która do wczesnych lat 80 – tych była najpowszechniejszym standardem zapisu muzyki na tamtejszym rynku.

Jeden z pierwszych odtwarzaczy

recordinghistoryorg_002

Źródło: recordinghistory.org

Model tego typu nośnika oraz odtwarzacza opracowała firma Lear Jet.  „8 – ścieżkowiec” miał być stosowany wyłącznie w samochodach. Nazwa tego wynalazku pochodziła od sposobu nagrywania. System zapisu wykorzystywał cztery podwójne ścieżki na jednej taśmie a ich zmiana była możliwa dzięki zmianie wysokości głowicy odtwarzającej. W teorii miał to być produkt lepszy niż wynalazek Sony i Philipsa, ale niestety nie był, gdyż jakość odtwarzania nie była najwyższa a taśmy nie można było cofnąć.

System Lear Jet miał jeszcze wiele innych wad. Nie można było w prosty sposób przetworzyć nagrań płytowych na ten sposób zapisu, gdyż płyty długogrające posiadały 2 „ścieżki”, co oznaczało konieczność przekonwertowania. To z kolei wiązało się ze zmianą kolejności utworów podczas zapisu, gdyż taśma miała ograniczoną długość. Zatem 7. utwór z płyty po przegraniu na taśmę mógł być również siódmym, ale równie dobrze 1. lub ostatnim. Na szczęście niewielu użytkowników skarżyło się na to. W końcu mieli oni własną muzykę we własnym samochodzie.

Długie przerwy pomiędzy następującymi po sobie utworami, przypadkowe zmiany głośności i konieczność przechowywania dość sporych taśm w niewielkim schowku również nie zniechęciły kierowców do rezygnacji z pierwszego, w pełni „profesjonalnego” systemu multimedialnego – jak byśmy dziś nazwali podobne rozwiązanie. Taśmy do systemu Leara we wczesnych latach 70-tych były hitem, a konserwatywnym Amerykanom ani Sony, ani Philips nie były w stanie wmówić, że ich kaseta magnetofonowa jest znacznie lepsza.

Reklamy prasowe odtwarzaczy

mcrfbcom

carinsurancequotesnetiowahawktypepadcomŹródła: mcrfb.com, carinsurancequotes.net

Wygląd odtwarzacza był bardzo elegancki. Srebrne pokrętła, wyraźna skala, praktyczny, czarny przedni panel oraz 2 głośniki utrzymane w podobnej kolorystyce oraz wzornictwie stanowiły niezwykle atrakcyjne wyposażenie każdego pojazdu jeżdżącego po drogach USA. Z czasem także pojawił się na pokładach łodzi motorowych i samolotach. Często także dźwięk z taśmy „8-ścieżkowca” umieszczonego w karawanie towarzyszył zmarłym w drodze na miejsce ich wiecznego spoczynku. Jakże uniwersalne rozwiązanie, czyż nie?

Na początku lat 80-tych, wraz z modą na japońskie ekonomiczne samochody, system Leara zaczął być wypierany przez nowoczesne odtwarzacze Sony i Philipsa, które nagrywały dźwięk na kasetach magnetofonowych. Podczas, gdy Lear czerpał zyski i nie rozwijał swojej idei, producenci kaset poczynili ogromne postępy. Dźwięk z kasety był już czysty a szumy znacznie cichsze. Kasety magnetofonowe były mniejsze i więcej można było ich zmieścić w schowku i kieszeniach drzwi.

Ostatecznie 8 – ścieżkowiec został wyparty z rynku. W połowie lat 80-tych już żaden producent nie chciał wspierać tej technologii, gdyż kaseta magnetofonowa stawała się coraz bardziej popularna a nowy wynalazek – płyta CD, również powoli znajdowała miejsce w wielu radiach samochodowych (choć wówczas była jeszcze droga). Wciąż jednak wielu ludzi posiada tego typu odtwarzacze i nadal kultywuje tą tradycję. Nie tylko serialowy Al Bundy w swoim Dodge’u, ale wielu starszych kierowców ma jeszcze ten system.

Dziś w dobie popularności formatu MP3, pamięci masowych i łączy bezprzewodowych trudno wyobrazić sobie, że wszystko zaczęło się od  małego, plastikowego pudełka z taśmą. Jednak gdyby nie ono, Amerykanie nie byliby pierwszymi, którzy słuchali własnej muzyki podczas jazdy a dzięki Learowi zdobyli w tym pierwszeństwo na dobre kilka lat przez koncernami japońskimi. Nawet dziś niejaki Frankie wraz z The Sunshine Band odtwarzany na systemie Leara brzmi rewelacyjnie i żadne MP3 nie jest w stanie oddać atmosfery lat 70-tych.