O nie. Nie będzie to historia karawanów pogrzebowych, ale serii samochodów, które dla przemysłu pogrzebowego znacznie się przyczyniły. Pierwszym było Volvo 1800 ES, które nazwano „trumną Królewny Śnieżki”. Tak bowiem określano oryginalne sportowe modele Volvo, które wcale nie gardziły stosem walizek a przy tym nie odstraszały wyglądem. Wbrew „modzie karawanowej”, obyło się bez plastikowej części „bagażowej” a zamiast niej były całkiem zgrabne kształty oraz szklana tylna klapa.
Historia „szklanej trumny” zaczęła się w 1972 roku od „świętego Volvo” i była później kontynuowana w modelach 480 ES oraz C30.Pierwsze z nich idealnie pasowało na mały, ale bardzo gustowny karawan. Po złożeniu tylnej kanapy powstawała mocno przeszklona przestrzeń ładunkowa, w której na pewno zmieściłaby się niewielka trumna, ale wieńce mogłyby się już nie zmieścić. W dodatku wysoki próg załadunku, wąski otwór oraz mała wysokość bagażnika nie pozwalały na zmieszczenie kogoś większego niż Śnieżka.
Volvo P1800 ES
Źródło: flickriver
Patrząc na kształt ówczesnych karawanów należy uznać, że odeszłaby z klasą. Nawet szybko, gdyż 130 – konny silnik rozpędzał Volvo do 200 km/h. Niestety po zakończeniu produkcji nie było karawanu godnego królewny. Owszem, duże kombi serii 200 mogło również przewieść ją na miejsce wiecznego spoczynku, ale nie miało tak atrakcyjnego wyglądu. Całkiem zgrabny prototyp Tundra skończył jako Citroen BX i Volvo musiało szukać innego następcy. Na nowy model bajkowego karawanu inżynierowie kazali czekać aż 13 lat.
Następca, czyli Volvo 480 ES był modnym kompaktem, który powstał na wielu mechanizmach opracowanych wspólnie Renault. Stylistyka „480-tki” była prosta, ale elegancka – kanciasta bryła i duże podnoszone reflektory. Po poprzedniku pozostała podnoszona tylna szyba oraz duże przeszklenie tyłu. Bagażnik był miniaturowy (zaledwie 160 dm3), ale bardziej ustawny, co w przypadku karawanu ma duże znaczenie. Próg załadunku nadal był wysoki, ale otwór większy niż w 1800 ES. Po złożeniu tylnych siedzeń trumna zmieściłaby się z łatwością.
Volvo 480
Źródło: hatchheaven.com
Mocny 120 – konny doładowany silnik pozwalał szybciej dotrzeć na cmentarz, o ile jego osprzęt nie zastrajkował. Silnik o poj. 1.7 dm3 pochodził od Renault – był trwały, ale mechanizmy z nich współpracujące już nie. W ofercie były słabsze odmiany. Najmocniejsze 480 osiągało prędkość do 190 km/h a od 0 do 100 km/h rozpędzało się poniżej 10 sekund. Silnik Renault był zespolony z 5 – biegową przekładnią manualną i napędzał koła przednie. Auto było produkowane od 1987 do 1995 roku i dziś ma status kultowego.
Na następcę należało poczekać aż 10 lat. Przez ten czas rolę baśniowego karawanu mogły pełnić duże kombi serii 900 i V70, ale bardziej pasował mniejszy V40. Na szczęście prototyp SCC pokazał linie przyszłego kompaktowego Volvo. Po raz pierwszy zastosowano ażurowe słupki. Te miały powiększać pole widzenia kierowcy. Dzięki temu, że Volvo wówczas należało do Forda można było zastosować płytę podłogową i zawieszenie z Forda Focusa, które gwarantowało komfort i stabilność prowadzenia.
C30 kopiowało styl poprzedników – było „czymś” w rodzaju krótkiego kombi o sportowym charakterze. Podobnie jak poprzednicy, mieściło tylko 4 osoby a bagażnik zakrywała szklana pokrywa – tak jak w „480-tce”, ale jego pojemność wzrosła o połowę (co i tak jak na segment C było wartością symboliczną). Jednak bardzo szerokie nadkola ograniczały i tak małą ilość miejsca w przestrzeni przeznaczonej na trumnę. Śnieżka mogłaby się nie zmieścić. Chyba, że zastosowano wysuwaną platformę przedłużającą bagażnik.
Volvo C30
Źródło: elperiodicodelmotor.com
W C30 miejsca było niewiele, ale za to auto dawało dużo radości z jazdy – co w przypadku karawanu również jest istotne. W dodatku C30 było bardzo bezpieczne oraz szybkie, szczególnie w wersji T5. Oszczędne firmy pogrzebowe mogły zamówić wersję z silnikiem wysokoprężnym konstrukcji Forda i PSA o poj. 1.6 dm3 oraz specjalnymi akcesoriami, dzięki którym auto zużywało zaledwie 4 litry oleju napędowego na każde 100 km. Wersja DRIVE przy tym nie była ociężała i prowadziła się tak świetnie jak inne.
Następca C30, czyli V40 zatracił charakter poprzedników, ale zyskał możliwość umieszczenia w środku większej ilości wieńców a i dodatkowe boczne drzwi się przydały. Bazujące na Fordzie Focusie V40 ma mniejsze szyby, więc trudniej podziwiać Królewnę Śnieżkę w jej szklanym sarkofagu. Tylna klapa w porównaniu do poprzednika rozrosła się i przyozdobiła w blachę. Do napędu użyto znanych silników diesla oraz nowego silnika, który przejęto z Forda (Ecoboost) – o poj. 1.6 dm3. Silniki o poj. 2.0 dm3 i 5 – ciu cylindrach są już własną konstrukcją Volvo.
Volvo V40
Źródło: cars-data.com
Tak naprawdę, czy te samochody mogą służyć jako karawan? Nie i raczej ich nie spotkamy w tej roli. Nie można im jednak odmówić stylu oraz charakterystycznego kształtu, który przetrwał ponad 40 lat. Volvo pod chińskim kierownictwem nadal się rozwija. Z kanciastości poprzedników już nic nie zostało a zamiast tego mamy modne, obłe i masywne nadwozia. Już wkrótce pojawi się nowa generacja „40-tki”, w tym również jako SUV, ale już z dużą klapą i wysoką linią okien, która zasłoniłaby trumnę i wieńce.
Tym, którym zależy koniecznie, aby to Volvo zawiozło ich na miejsce wiecznego spoczynku, w tym również Śnieżce, polecam model V70 lub nowe V90 i XC90. Są znacznie lepsze do takich celów. Chcąc odejść z fasonem nie należy zapominać o komforcie ostatnich chwil na powierzchni Ziemi. Taki komfort „małe” Volvo zapewnia tylko siedzącym pasażerom a w bagażniku jest miejsce tylko na urnę z prochami. Sarkazm w tym artykule udowadnia, że samochody też mogą mieć ciekawe przezwiska, choć może Śnieżka jeszcze żyje. Kto wie?

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










