Zderzak "na piątkę"

przez | 5 września, 2016

Gdy pojawiły się pierwsze zderzaki od razu doceniono ten praktyczny, choć wyjątkowo brzydki, element wyposażenia pojazdu. Dzięki szerokiej, umieszczonej z przodu i z tyłu nadwozia, metalowej konstrukcji  każda drobna stłuczka nie groziła poważnymi konsekwencjami – przynajmniej dla pojazdów. Pomimo doskonalenia konstrukcji samochodów zderzaki jeszcze w latach 60-tych wystawały poza obrys karoserii i choć błyszczały chromowaną stalą, nadal szpeciły ich karoserię. Gorzej, gdy producent skąpił i zderzaki wykonywano z tworzyw sztucznych. Wtedy były jeszcze brzydsze.

Problemem była ich sztywność. Podczas zderzenia z innym pojazdem tworzyła się energia, która nie miała ujścia. Gdy nastąpiło potrącenie pieszego zderzaki powodowały znaczne obrażenia. Statystyki wypadków były niepokojące. Szczególnie w USA, gdyż nowe pokolenie „baby boomers” na amerykańskich drogach nie grzeszyło pokorą. Na początku lat 70-tych postanowiono wprowadzić nowe przepisy, które wprowadzały pojęcie „bezpiecznego zderzaka”. W przeciwieństwie do drugiej ustawy, znanej jako „ustawy o czystości powietrza”, ta nie ingerowała w osiągi ówczesnych pojazdów.

Nowy zderzak miał być zaprojektowany w taki sposób, aby pochłaniał przynajmniej część energii wytworzonej podczas zderzenia. Miał być na tyle solidny, aby wytrzymać zderzenie z prędkością do 5 mil/h, czyli 8 km/h i chronić oświetlenie oraz układ paliwowy pojazdu. Takie były podstawowe założenia „Vehicle Safety Standard No. 215”, który to dokument wydało NTHSA pod naciskiem firm ubezpieczeniowych. W październiku 1972 roku Kongres uchwalił tzw. „MVICS”, w którym zawarto wytyczne do projektowania tego elementu.

5 – milowe zderzaki – Triumph, Mercedes i Alfa Romeo

tr7 tyl

IMG_20160508_172321

Alfa_Spider_3

Źródła: wyszukanesamochody.pl, autobezsens, fierglo

Zgodnie z przepisami przedni zderzak miał wytrzymać zderzenie z prędkością 5 MPH a tylny o połowę mniejszą. Dla konstruktorów nie było to wcale łatwe zadanie. Chcąc dostosować się do nowych przepisów inżynierowie próbowali różnych metod. Zderzaki rozrosły się na długość i wysokość, przez co zniszczono misterną pracę stylistów takich marek jak Mercedes czy Jaguar. Popularny wśród amerykańskich elit SL z przodu wyglądał jak pług śnieżny a słynny Type – E zamiast chromowanego, pięknego zderzaka posiadał gumowe odbojniki.

Odbojniki, czyli dwa wielkie kawały gumy umieszczano na zderzaku. W żaden sposób nie chroniły użytkowników jednośladów ani pieszych. W zamian za to guma chroniła przed szkodami parkingowymi, ale tylko z przodu i z tyłu. W Volvo i Saabach przeznaczonych na rynek USA montowano wielkie, plastikowe zderzaki, które miały elastyczne mocowania i podczas kolizji sprężyny pochłaniały część energii zderzenia. To rozwiązanie było nieco … ładniejsze, gdyż odbojniki nie były konieczne.

Na początku lat 80-tych bezpieczeństwo samochodów poprawiło się na tyle, że zaczęto narzekać na „5 – milową ustawę”. Nowe tworzywa były na tyle elastyczne, że guma przestała być potrzebna a zderzaki powoli stawały się integralną częścią nadwozia. Wobec takiego postępu już w 1981 roku zaprzestano stosowania przepisów „MVICS”. Podobny akt obowiązywał w Kanadzie jeszcze przez dwa lata i był bardziej rygorystyczny, ale pod naciskiem producentów został wycofany.