Belgijski diabeł i jego elektryczna torpeda

przez | 3 listopada, 2017

Gdy w sprzedaży pojawiły się pierwsze automobile ich właściciele jak najszybciej chcieli sprawdzić osiągi upragnionej maszyny. Zjawisko obłędu prędkości, które przeniosło się z kolei na pierwsze, jeszcze szutrowe drogi, był na tyle silny, że już pod koniec XIX wieku odnotowano pierwsze rekordy. Najważniejszym z nich było przekroczenie bariery 100 km/h, która wówczas obrosła wieloma legendami i wraz z rozpowszechnieniem plotek pojawiało się coraz więcej śmiałków chcących ją pokonać. Tylko jak taką prędkość osiągnąć?

Zbudowane w tym celu spalinowe automobile z trudem osiągały prędkość o połowę mniejszą. W ostatniej dekadzie XIX wieku coraz modniejsze wśród tzw. „miejskich elit” stawały się „elektromobile”, które napędzał silnik elektryczny a zbiornikiem paliwa były, wówczas jeszcze prowizoryczne, kwasowe baterie o małej pojemności. To właśnie na takim pojeździe pokonano granicę, która dla wielu wydawała się nierealna, wręcz szatańska. W dodatku jako pierwszy pokonał ją … „Szatan z belgijskim rodowodem” – Camille Jenatzy.

Camille Jenatzy

pobrane

Źródło: vanderbiltcupraces.com

Jenatzy (ur. w 1868 r.), syn Constant Jenatzy właściciela fabryki opon pneumatycznych, jednego z pionierów oponiarstwa. Camille – z wykształcenia inżynier zaczął przygodę z wyścigami już na początku lat 90-tych XIX wieku. Wkrótce okazał się jednym z najlepszych zawodników w dopiero co rodzącym się sporcie motorowym. Wbrew modzie na pojazdy spalinowe Jenatzy bardziej interesował się napędem elektrycznym, który pomimo ograniczeń ze strony akumulatorów był bardziej odpowiedni do bicia pierwszych rekordów prędkości.

Gdy zaczęto notować pierwsze rekordy, Jenatzy szybko dołączył do wąskiego grona ścigantów a jego głównym rywalem okazał się Gaston de Chasseloup – Laubat. Ostatni rok XIX wieku – 1899 dał początek historii bicia rekordów. Rekordy 66,66 km/h oraz 80,35 km/h, które uzyskał Jenatzy, de Chasseloup – Laubat pobił bez żadnego problemu. Rekord ustanowiony 4 marca – 92,79 km/h spowodował, że Jenatzy musiał „podkręcić” swój pojazd tak, aby ten zbliżył się lub przekroczył „setkę” i przy okazji nie wyleciał na … Księżyc.

Ze względu na brak jakiejkolwiek aparatury pomiarowej, w celu otrzymania wyniku przeliczano czas przejazdu oraz długość trasy. Tak było i tym razem. Wszystko rozegrało się 29 kwietnia 1899 roku (choć niektóre źródła podają, że 1 maja). Wówczas na drodze niedaleko Acheres koło Paryża Jenatzy przekroczył „magiczną setkę” i uzyskując wynik 105,882 km/h pobił wszystkich dotychczasowych konkurentów. I nic mu się nie stało – wbrew plotkom nie wyleciał w kosmos (lub na Księżyc – jak również sądzono) ani też nie przeniósł się w czasie.

Czy wyleci na Księżyc?

nxd6ehm6nlxsrvcx3wyy

Źródło: gizmodo

Nawet pojazd też nie ucierpiał. To właśnie tej konstrukcji należy poświęcić najwięcej uwagi. Pojazd o fizjonomii torpedy wysoko zawieszonej na platformie od armaty posiadał bardzo dziwną nazwę – „La Jamais Contente” („Nigdy Niezadowolona”). Do napędu tego stwora służyły dwa silniki o mocy 25 KW każdy oraz akumulatory o napięciu 200V, które ukryto w tylnej części pojazdu. Co ciekawe, pojazd poruszał się na małych kołach. Te były wyposażone w pneumatyczne opony braci Michelin. Rekord był zatem doskonałą reklamą.

Nadwozie elektrycznej torpedy wykonano ze specjalnego stopu o nazwie „partinium”. Wymiary, choć niedokładnie mierzone były następujące: 3,8 m długości, 1,56 m szerokości oraz 1,4 m wysokości. Masa własna pojazdu wynosiła 1450 kg, z czego większość przypadała na ciężkie akumulatory oraz silniki elektryczne. „Torpeda” była w środku ciasna a kierowca skutecznie psuł opór powietrza, gdyż siedzisko umieszczono wysoko. Jenatzy skupił się na oporze powietrza, zapomniał jednak o sobie. Mała owiewka była umieszczona tuż za siedziskiem a nie z przodu kabiny.

La Jamais Contente

jenatzy3

Źródło: grandprixhistory.com

Tuż po zakończeniu próby oraz dumnym ogłoszeniu wyniku prasa rozpisywała się o wyczynie Belga. Jenatzy szybko został nazwany „Czerwonym Diabłem” – nie tylko z racji wyglądu, ale głównie przez bardzo brutalny sposób prowadzenia. O innych osiągnięciach Jenatzego wiadomo niewiele. Poza rekordem wygrał Puchar Gordona Bennetta w 1903 roku. Rok później na zawodach w Niemczech cudem umknął przed lokomotywą a w 1906 roku był 5. w Pucharze Vanderbilta. Następnie w 1910 roku zajął 2. miejsce w wyścigu górskim w Gaillon.

Pomimo dość niefortunnej nazwy, zadowolenie z tego wehikułu było na tyle duże, że rekord ustanowiony przez Belga został pobity dopiero 3 lata później, już na automobilu spalinowym. Kolejne rekordy bito już na znacznie większych pojazdach wyposażonych w duże silniki benzynowe. Camille już w 1903 roku jeździł Mercedesem. Nie elektrycznym a spalinowym, przez co oddalił się od swojej idei. Przy „elektrycznej torpedzie” Jenatzego Mercedesy okazały się wręcz prymitywne, choć były nieco szybsze i o wiele wygodniejsze.

Jenatzy miał zamiłowanie do polowań i podczas jednego z nich w 1913 roku zginął od przypadkowo zabłąkanej kuli. Rekordowy pojazd został przekazany w ręce muzealników i po kilku renowacjach dotrwał czasów nam obecnych. Przy renowacji Michelin dostarczyło opony według oryginalnego wzoru. „Nigdy Niezadowolona” obecnie znajduje się w Muzeum Motoryzacji w Compiegne. Ten pojazd przypomina czasy romantyzmu w motoryzacji – czasów, które zapewne już nigdy nie wrócą.