Po pierwszej wojnie światowej w odrodzonej Polsce brakowało nie tylko pojazdów ciężarowych, ale również i osobowych. Nieliczne egzemplarze automobili osobowych pozostawały w rękach ludzi zamożnych a popularne Fordy lub najtańsze pojazdy europejskich producentów najczęściej pełniły rolę taksówki. Brakowało taniego i przestronnego pojazdu dla całej rodziny, dostępnego w możliwie rozsądnej cenie. Owszem, można było taki sprowadzić, ale ówczesne władze chciały zmotoryzować rodaków polską konstrukcją zmontowaną z użyciem polskich części.
Rozpisywano konkursy dla „amatorów konstrukcji motorowych”, ale ich efekty nie były zadowalające. Najczęściej były to kit-cary o marnej jakości i szumnej nazwie. Złożone z części pojazdów pozostawionych w czasie wojny przez wojsko lub własne wizje konstrukcji Forda i Chevroleta (wówczas najpopularniejsze w Polsce) nie zdobyły uznania władz. Choć o polskich konstrukcjach z tamtej epoki wiemy coraz więcej, nadal nie można opisać wszystkich dzieł ówczesnych polskich inżynierów. Tak naprawdę nikt nie wie, kto był pierwszy.
Jednym z najważniejszych pojazdów, które zapisały się w historii polskiej motoryzacji z tamtych lat jest „Polonia” – duży, rodzinny automobil z przeznaczeniem do dalekiej turystyki, który po raz pierwszy został zaprezentowany 1 czerwca 1924 roku. Co ważne, pomimo wielu danych technicznych i artykułom w prestiżowych czasopismach motoryzacyjnych do dziś zachowało się jedyne niewyraźne zdjęcie, na którego podstawie można wyobrazić sobie wygląd i przeznaczenie tego pojazdu. Jaka była Polonia?
Był to duży pojazd rodzinny przeznaczony na nieutwardzone drogi. Eleganckie, 6-osobowe nadwozie typu torpedo to w zasadzie jedyna oryginalna część tego pojazdu. Z dzisiejszej perspektywy był to „kit-car”, gdyż do jego konstrukcji użyto wielu zagranicznych części. Jedynie sposób ich montażu był oryginalny. Z lektury „L’Auto” można wyczytać, że „konstrukcja pojazdu opiera się na zagranicznych wozach uznanych marek” – to tyle i aż tyle. Ich umiejętne dopasowanie zawdzięczamy konstruktorowi Mikołajowi Karpowskiemu.
inż. Mikołaj Karpowski
Źródło: All Car Index
Jak większość polskich inżynierów tamtego okresu, również Karpowski był związany z wojskiem. Wojskowe zakłady w tamtym okresie prowadziły wiele prac badawczo-rozwojowych, w tym głównie nad silnikami. Pod, wykonanym w Wojskowych Warsztatach Okręgowych nr 1 w Warszawie, nadwoziem krył się 6-cylindrowy silnik o poj. 4.8 dm3 i mocy 45 KM. Nawet jak na ówczesne standardy – było to niewiele, ale wystarczyło do osiągnięcia 100 km/h. Teoretycznie, gdyż nie ma żadnych dowodów na osiągnięcie tej prędkości.
Konstrukcja przeniesienia napędu była dostosowana do szybkich napraw – sprawny mechanik w niespełna 16 minut mógł wymienić koło zębate w skrzyni biegów a wymiana półosi napędowych zajmowała najwyżej …30 sekund. Blok silnika wyposażono w trzy otwory naprawczo-kontrolne. Zespół napędowy był mocowany aż w 9 miejscach do specjalnej ramy, która była połączona z podwoziem. Umieszczenie w ten sposób ułatwiało naprawy, które wymuszały wyjęcie całego silnika z pojazdu, ale również sprzyjało bezpieczeństwu podczas kolizji.
Jedyne zachowane zdjęcie „Polonii”
Źródło: All Car Index
W praktyce oznaczało to, że uszkodzenie ramy podczas kolizji nie będzie oznaczało przemieszczenia i uszkodzenia silnika. Układ resorowania oparto o resory półeliptyczne z przodu i ćwierćeliptyczne z tyłu. Pomimo znacznej masy Polonia hamowała tylko tylnymi kołami a siła działania całego układu była symboliczna. To jednak nie przeszkodziło w zainteresowaniu ze strony kilku potencjalnych inwestorów zagranicznych. Jednak im, bardziej niż na całym modelu, zależało na kilku patentach, które byli w stanie wykorzystać w swoich konstrukcjach.
Konstruktor, który był idealistą i patriotą jednak nie chciał sprzedaży „swojej” techniki. Marzył o produkcji masowej przy udziale wojskowych warsztatów. Niestety w tym samym czasie rozwijano koncepcję innego pojazdu – bardziej uniwersalnego i o możliwie najprostszej konstrukcji. Wobec tego szukano sponsora, ale żaden polski inwestor nie był w stanie podjąć się produkcji. Powołano nawet specjalne towarzystwo, które miało zebrać pieniądze na budowę i wyposażenie warsztatu, ale nie zdołano zebrać potrzebnych funduszy.
Ostatecznie Polonia trafiła w ręce właściciela „Fromboli” – znanego warszawskiego sklepu ze słodyczami. Tam przez krótki okres była wystawiona na honorowym miejscu – tuż za ogromną witryną. Następnie pojazd trafił do zwycięzcy loterii i słuch o nim zaginął. Najprawdopodobniej przez kilka lat była użytkowana a później zdemontowana na części. W tym samym czasie w Centralnych Warsztatach Samochodowych uruchomiono montaż modelu T-1, który zdobył zaufanie nie tylko władz wojskowych.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








