Polsko! Z czym na ludzi?

przez | 24 listopada, 2024

Polska armia w przededniu II Wojny Światowej była słabo wyposażona. Takie stanowisko jest powszechne wśród historyków i trudno nie przyznać im racji. Jednak należy zwrócić uwagę na to, że polski przemysł motoryzacyjny jak i zbrojeniowy wówczas nie były tak rozwinięte jak na „Zachodzie”. Nie oznacza to, że u nas ciągle pokutował stereotyp ułana na koniu, wprost przeciwnie – armia powoli się zbroiła a jej wyposażenie było coraz lepsze. Jednak nie tak dobre, jak hitlerowskich Niemiec, które od połowy lat 30-tych intensywnie przygotowywały się na wojnę.

Już u progu odrodzenia Państwa Polskiego w szeregach armii pojawiły się pierwsze czołgi. Były to małe Renault FT, które z racji rozmiarów były bardzo zwrotne. W latach 1931 – 1936 w armii polskiej służyły 174 czołgi Renault, z czego małe FT nadal stanowiło większość (112 sztuk), nieco nowszych serii NC naliczono 29 a modeli FT zmodernizowanych w C.W.S. – 27 sztuk. W połowie lat 30-tych do armii wcielono również następcę „małego” Renault – R35 oraz R40. 82 – konny, ważący 9,8 tony czołg był obsługiwany przez 4 – osobową załogę.

Odpowiedzią na francuskie FT były polskie tankietki. Bardzo przypominały brytyjskie Carden – Loyd, ale polscy inżynierowie wyeliminowali wiele wad pierwowzoru, w tym za twarde zawieszenie, które dawało się we znaki załogom na polskich bezdrożach. Seria TK zapoczątkowana przez TK1 w 1930 roku była oparta o napęd z Forda A. Zaletą TK1 oraz późniejszego TK2 była możliwość ostrzeliwania celów znajdujących się tuż nad nią, co umożliwiał 80 – stopniowy kąt podniesienia. Jednak ze względu na brak stałego opancerzenia wojsko odrzuciło oba projekty.

TK1 i TK2 podczas testów

Źródło: NAC

TK3 był bardziej odporny na ostrzał. Zaledwie 40 – konny silnik pochodzący z Forda A okazał się wystarczający do udźwignięcia lekkiego pancerza. W latach 1931 – 1933 wojsko zamówiło 300 takich czołgów. Kolejne warianty oparte o tą serię – TKF i TKD wyposażano już w nowy silnik Fiata o mocy 46 KM. Jednak TKD nie zyskało uznania armii. Dopiero TKS zdobył zaufanie dowódców i w styczniu 1939 roku czołg polskiej konstrukcji zasilił szeregi naszej armii. W walkach we wrześniu 1939 roku wzięło udział około 390 takich pojazdów.

Wcześniej, bo w latach 20-tych w armii testowano również czołgi marki Wickers. Średniej wielkości pojazd mieścił już 3 a nie, jak FT, 2 osoby a jego napęd stanowił 4 – cylindrowy silnik w układzie bokser o pojemności 6667 cm3 oraz mocy 92 KM. Jako uzbrojenie służyła 37 mm armata, taka sama jak w Renault FN lub większa, 47 mm polskiej produkcji. Czołgi tego producenta stanowiły skromny procent wyposażenia naszej armii. Pomimo solidnej budowy okazały się niewystarczające i armia rozpoczęła poszukiwania „czegoś” większego.

W latach 30-tych próbowano kupić czołgi marki Christie. Taki pojazd świetnie uzupełniłby uzbrojenie polskiej armii. Christie był nie tylko absurdalnie szybki (na kołach potrafił wyprzedzić sportowe samochody z tamtych lat), ale również wyjątkowo drogi. W 1937 roku zapadła decyzja o budowie własnej konstrukcji. Z racji braku odpowiednio mocnego źródła napędu skorzystano z gotowej jednostki. Przygotowana przez American la France jednostka miała moc aż 250 KM, ale tylko na papierze, bo w rzeczywistości była o 30 KM słabsza.

Czołg 10 TP

Źródło: magnum-x.pl

Próby na trasie Ursus – Łowicz wykazały, że na kołach 10 TP (tak nazwano ten czołg) może poruszać się tylko na równych drogach. Na gąsienicach było znacznie lepiej. 13 – tonowy czołg mógł osiągnąć na kołach prędkość 75 a na gąsienicach 56 km/h, co na tle serii TK było wartością znaczną. 12 – cylindrowy silnik zużywał nawet 150 litrów na każde 100 km. Pomimo wielu przeszkód, czołg ten jednak powstał i brał udział w walkach, czego nie można powiedzieć o większej odmianie 14TP, która nigdy nie wyszła zza fazy projektowej.

Równolegle z rozwojem czołgów ewoluowały również polskie pojazdy pancerne. Pierwszym był model zbudowany na Fordzie TT. Napędzany 22 – konnym silnikiem Forda pojazd wyposażono w lekki karabin maszynowy. Konstrukcja inż. Tańskiego była używana przez Wojsko Polskie w latach 1920-1928. W tym samym okresie użytkowano większe pojazdy marki Peugeot, które ważyły prawie 4 tony a na ich wieżyczce zamontowano już armatę a nie karabin jak w Fordzie. Ford mieścił zaledwie 2 osoby, Peugeot – 4. Oba pojazdy ustąpiły miejsca prawdziwie polskim konstrukcjom.

Wz. 28

Źródło: derela.pl

Wśród wielu polskich pojazdów pancernych należy wyróżnić modele Wz. 28, Wz. 29 oraz Wz.31. Pierwsze w ilości 90 sztuk (z czego dokładnie 30 szkoleniowych) były dość słabe, ale wyróżniały się długim zasięgiem. Wz. 28 mógł przewieść 3 osoby na odległość 275 km z maksymalną prędkością 28 km/h. Mierzący zaledwie 3,5 m długości Wz. 28 napędzał słaby, 20 – konny silnik Citroena, Wz.29 z racji masy dochodzącej do 5 ton wykorzystywał napęd Ursusa A o mocy 35 KM. Cięższy model mógł przewieść nawet 5 osób.

Pojazd Wz. 31 był największą tego typu konstrukcją zbudowaną przez polskich inżynierów. Wykorzystujący podwozie 3 – osiowej ciężarówki Saurera ważył prawie 8 ton a do jego napędu użyto mocnego, 100 – konnego silnika benzynowego lub 84 – konnego diesla. Oba silniki miały po 6 cylindrów. Mierzący 7 metrów długości pojazd w części wykorzystywał technikę mniejszego Wz. 29. Pomimo wysiłków konstruktorów nie zyskał aprobaty wojska i nie wyszedł poza fazę prototypu. Z perspektywy lat nie była to dobra decyzja.

W Wojsku Polskim miał służyć również konkurent Jeepa. W 1937 roku „PZInż” rozpoczęło pracę nad lekkim pojazdem terenowym z napędem na wszystkie koła o nośności do około 800 kg. Oparty o mechanizmy wielu znanych modeli pojazd polskich inżynierów wykorzystywał silnik Fiata o mocy 45 KM. Auto oznaczone symbolem 303 zbudowano w trzech wersjach: osobowej, dostawczej oraz jako ciągnik przeznaczony do holowania małego działka. Model ten w odmianie osobowej ważył 2 tony i rozpędzał się do 60 km/h.

PZ Inż. 303

Źródło: derela.pl

Działania wojenne mogły rozgrywać się również na szlakach kolejowych. W 1926 roku zakupiono 6 pancernych drezyn Tatry. Wyposażona w 12 konny silnik i 3 – osobową załogę konstrukcja rozwijała prędkość do 45 km/h. W latach 30-tych rolę pancernych drezyn przejęły lekkie, przystosowane do jazdy po torach, czołgi. Nie sposób docenić roli polskich samolotów, w tym także nowoczesnego bombowca PZL „Łoś”, którego załogi próbowały powstrzymać nazistowską inwazję. Jak się okazało, bezskutecznie, pomimo wielu prób i odwagi naszych żołnierzy.

Problemem nie było to, że nie mieliśmy technologii czy zdolnych inżynierów. Uzbrojenie nakreślone ręką polskich inżynierów było nowoczesne, ale było go za mało w porównaniu z ilościami jakimi dysponowali naziści. Ludzi, którzy potrafili obsługiwać sprzęt również nie było wielu. Niestety wojna przekreśliła życie wielu wybitnych umysłów tamtej epoki jak i zdziesiątkowała i tak nieliczny sprzęt. Do dziś zachowały się tylko zdjęcia i dokumentacje techniczne a nieliczne egzemplarze znajdują się, albo w Muzeum Wojska Polskiego, albo w rękach prywatnych.