Przychodzi Jankes do Komunisty

przez | 7 grudnia, 2024

Historia golfa to również w części historia motoryzacji. Już od pierwszego uderzenia kijem w piłkę problemem było pokonywanie dużej odległości i ciągnięcie za sobą torby z kijami. W tym ostatnim można było znaleźć pomoc w postaci człowieka i siły jego mięśni. Pomimo tego udogodnienia nadal narzekano, że podróż „od dołka do dołka” jest bardzo męcząca i źle wpływa na kondycję gracza. Nie było to fanaberią bogaczy, ale także „zwykli śmiertelnicy”, którzy zaczęli uprawiać ten „sport” skarżyli się na brak „czegoś”, czym można było przewieść siebie i cały swój ekwipunek.

Za konstruowanie pierwszych pojazdów służącym golfistom jako pierwsi jednocześnie zabrali się Japończycy i Amerykanie i zrobili to dopiero w połowie lat 60-tych XX wieku. Istotnym problemem było skonstruowanie napędu, który miał być prosty w obsłudze i cichy a małe silniczki spalinowe z tamtych lat głośno przypominały o swojej ciężkiej pracy. Rozwiązaniem był napęd elektryczny, który nie generował nadmiernego hałasu, ale żaden amerykański producent nie mógł stworzyć udanej konstrukcji. Na szczęście dla Amerykanów z pomocą przyszła pewna polska firma.

Tak oto zaczyna się historia sukcesu Melexa – polskiego wózka golfowego będącego najbardziej znaną tego typu konstrukcją. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że to Amerykanie sami złożyli zamówienie na wykonanie serii 10 sztuk pojazdu spełniającego ich wymagania. Już w 1971 roku, zaledwie kilka miesięcy po przyjęciu oferty, nowy, znajdujący się na terenie WSK Mielec, zakład opuściły pierwsze pojazdy marki Melex. I tak oto produkt z PRL-u, jako jeden z nielicznych produktów z „demoludów”, rozpoczął karierę za oceanem.

Jeden z pierwszych modeli Melexa i Melex City Car (poniżej)

Źródło: archiwum producenta

W czasie, gdy Melex próbował zrobić „karierę” za oceanem, w 1973 roku na Wystawie Samochodowej we Frankfurcie fabryka pokazała model „City Car”. Pod tą oryginalną nazwą ukryto … mikrosamochód z nadwoziem zamkniętych o napędzie elektrycznym. Pojazd nie trafił do produkcji seryjnej, ale był dowodem zdolności polskich inżynierów. Jakością wykonania oraz techniką nie ustępował brytyjskim i amerykańskim konstrukcjom. Melex projekt rozwijał, ale nigdy nie był priorytetem. Ważniejsze były mniejsze pojazdy specjalistyczne.

Już w pierwszych latach produkcji średnio co 10. wózek golfowy sprzedany na terenie USA miał plakietkę z napisem „wyprodukowano w PRL”. Melex okazał się lepszy niż to, co było oferowane przez lokalnych producentów w skutek czego szybko nałożono embargo na polskie towary. Melex szybko stracił 50% rynku zbytu i wycofał się z Ameryki do Europy. Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego PEZETEL pośredniczyło w eksporcie Melerów do Skandynawii, Francji, Wielkiej Brytanii a pod koniec lat 70-tych zaczęło eksport nawet do Australii i Afryki.

Jak wyglądały pierwsze wózki golfowe? Miały napęd elektryczny oraz zespół akumulatorów ukryty w tylnej części nadwozia. Lekki i krótki przód wyposażono tylko w jedno koło. Na zakrętach pojazd nie był stabilny, co wcześnie zauważono i konstrukcja szybko otrzymała drugie koło z przodu. Otwarte i przewiewne nadwozie mieleckich Melexów wyposażono w dwa plastikowe fotele a miejsce nad akumulatorami przeznaczono na dwie pokaźnych rozmiarów torby. Wszystko to za cenę niższą niż oferowała konkurencja. Melex nie odstawał jakością od pierwszych zachodnich konstrukcji.

Napęd i przeniesienie napędu Melexa

Źródło: sprzedajemy.pl

Po stanie wojennym produkcja znacznie się zwiększyła. Znaleziono nowe zastosowanie dla tych mikropojazdów, a właściwie wiele zastosowań. Jako, że zasięg akumulatorów był niewielki można było wykorzystać napęd Melexa wyłącznie do transportu na krótkich odcinkach. W ten sposób wózek golfowy po małej przebudowie mógł pełnić rolę pojazdu dostawczego lub przewozić po ośrodkach wypoczynkowych jednorazowo nawet do 6 turystów. Melex mógł być nawet karawanem a nawet … karetką – ilość zastosowań zależała od inwencji zamawiającego każdy kolejny egzemplarz.

W połowie lat 90-tych finanse Melexa były „pod kreską”, dopiero wsparcie ze strony PEZETEL-u pomogło odrobić wielocyfrowe straty. Pojawiły się pierwsze nowe modele a firma stała się spółką z ograniczoną odpowiedzialnością. Od tego momentu każdy posiadacz akcji mógł być współwłaścicielem zakładu. Po tych przekształceniach własnościowych firma wypracowała zysk i mogła dalej się rozwijać. Paleta modeli powoli rozwijała się a po prowizorycznej konstrukcji nie było śladu. Dowodem tego były dwa pojazdy pokazane po raz pierwszy w 1997 roku. W niczym nie przypominały kanciastego poprzednika.

W 1994 roku do oferty wprowadzono dwa nowe, zupełnie odmienne modele: nowoczesny serii 252 z opływową kabiną i dużą szybą czołową oraz Mini T utrzymany w stylu retro (nawiązujący wyglądem do Forda T). Do ich napędu służyły silniki elektryczne o mocy 2-3 KM lub mocniejszy, 9 – konny spalinowy. Zasięg na „pełnej baterii” wynosił około 80 km. Prędkość maksymalna obu pojazdów wynosiła około 25 km/h. W tym czasie sprzedawano około 6 tys. sztuk rocznie. Jednak dobra passa nie trwała długo i w 2004 roku firma ogłosiła upadłość.

Melex Mini T

Źródło: Lauritz.com

W sierpniu 2004 roku firmę kupił Andrzej Tyszkiewicz, długoletni dyrektor żerańskiego FSO. Od tego momentu wózki golfowe stały się już tylko poboczną produkcją zakładu. Nowa oferta Melexa obejmuje wiele modeli: od uterenowionych, przez bagażowe aż do małego auta miejskiego o napędzie elektrycznym. Z wózkiem golfowym łączy je jedynie konstrukcja podwozia, z kolei nadwozie jest zupełnie inne i może służyć dowolnym celom. Od kilku lat Melex w elektrycznych wózkach stosuje SEPEX – system odzyskujący energię utraconą podczas hamowania co nieznacznie zwiększa ich zasięg.

Po kilku rynkowych zadyszkach i groźbie przejścia do historii, Melex odzyskał dawną formę i obecnie jest jednym z najprężniej działających przedsiębiorstw objętych Mielecką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Najnowsza seria tego producenta nie przypomina już „prowizorki”, jaką były wczesne modele z lat 70-tych, ale może konkurować i wygrywać z najlepszymi producentami, w tym z amerykańskim GEM-em, który od kilkunastu lat ma monopol na amerykańskim rynku. Dowodem tego są nowoczesne pojazdy serii „3xx” i „4xx” w różnych wersjach zabudowy.

Seria „9xx” to prawdziwa „ekstraklasa” – to wózek golfowy utrzymany w stylu lat 80-tych. Nie jest najdroższym modelem w ofercie, ale jego produkcja w formie niezmienionej od wielu lat świadczy o przywiązaniu klientów do tej marki. Melex to jedyny producent pojazdów z tabliczką „Made in Poland”, który znany jest w prawie każdym kraju na świecie i, w przeciwieństwie do produktów FSO, FSR czy FSM, jest uważany za konstrukcję solidną i wolną od niespodziewanych awarii. Tak jak segment C nazywany jest „klasą Golfa”, tak większość wózków golfowych na świecie nazywa się „Melexami”. I słusznie!