Zloty to okazje do niedzielnych (najczęściej) wypraw do najbliższego miasta i pochwalenia się zawartością swojego garażu. W czasie, gdy młodzież „puszcza bokiem” swoje BMW 316 na parkingu dużego sklepu, starsi i zamożniejsi posiadacze pojazdów zabytkowych zbierają się i chwalą swoimi „perełkami” przyciągając zazdrosne spojrzenia gapiów. Ci często fotografują się na tle zabytków i tym samym ujawniają nie tylko wizerunek pojazdu, ale również właściciela. Numery rejestracyjne w kadrze? Nic nie szkodzi, przecież to „stary grat”.
Otóż nie. Zloty to również okazja dla tych, którzy chcą wejść w posiadanie pojazdu zabytkowego i nic za niego nie zapłacić. Czy wiemy kto fotografuje i gdzie umieszcza zdjęcia naszej „perełki”? Często nie. Ryzyko wzrasta w przypadku dużych imprez, gdzie przez teren wystawy przewijają się tysiące ludzi o różnych intencjach. Niestety często nie są to czyste intencje o czym coraz większa liczba właścicieli pojazdów ma okazję przekonać się na „własnej skórze”. Przykładem jest coraz większa liczba ogłoszeń o tytule „skradziono”.
Skąd ich tak dużo? Potencjalni złodzieje również lubią zloty. To na nich mogą skontaktować się z przyszłą ofiarą. Na podstawie numerów rejestracyjnych i (czasem) „znajomej pani z wydziału komunikacji” są w stanie ustalić adres właściciela i ewentualne miejsce przechowywania cennego zabytku. Tak, dobrze przeczytaliście – często są to zorganizowane grupy, z którymi współpracują osoby odpowiedzialne za przetwarzanie danych osobowych. Strach przed RODO? Oni tego nie mają, gdyż trudno jest udowodnić taką „współpracę”.
Odnaleziony skradziony Mercedes
Źródło: Express Ilustrowany (link do artykułu:
Express Ilustrowany – artykuł)
Tymczasem miejsca spotkań i czas są ogólnodostępną informacją. Pojazdy nie mają zasłoniętych tablic a właściciele chętnie mówią o tym czy w ich okolicy są podobne „rodzynki” i gdzie je znaleźć. To tak jakby zaprosić złodzieja do siebie. Ten chętnie korzysta i być może zaprosi kolegów po fachu na darmowe zakupy. Zabezpieczenia? Kilkudziesięcioletnia konstrukcja nie posiada skomplikowanych elektronicznych systemów zabezpieczenia. Fabryczny immobilizer był montowany w limuzynach dopiero koniec lat 80-tych. Jedynie blokady mechaniczne mogą pomóc.
Solidna stalowa blokada kierownicy z teleskopem skutecznie blokuje koło kierownicy, o ile ta jest jeszcze przykręcona. W przeciwnym wypadku pomoże jedynie … katapulta lub system autodestrukcji. Niestety, takiego pojazdu raczej nie ubezpieczymy. Rozwiązaniem jest nowelizacja Ustawy o posiadaniu broni i zmiana przepisów dotyczących ochrony mienia. Być może to zatrzymałoby statystyki. Jest jeszcze jedno wyjście, ale w tym przypadku potrzebna jest zmiana przepisów dotyczących rejestracji pojazdów. Czego ma to dotyczyć?
Dwie tablice, w tym jedna tzw. „czasowa” to dobry pomysł, oczywiście tylko w przypadku, gdy dane w rejestrach są chronione. Tymczasem nie są, czego piszący te słowa wielokrotnie miał okazję doświadczyć. Dlaczego „Młoda Para” może przejechać kilkadziesiąt kilometrów z atrapą tablicy rejestracyjnej a posiadacz cennego dzieła sztuki na kołach nie może? Tymczasem związek z zabytkowym Mercedesem często jest trwalszy niż z drugim człowiekiem – o tym jednak się nie mówi, podobnie jak o statystykach. Dlaczego policja ich nie publikuje?
To dobre pytanie. Ostatnio problem jest nagłaśniany przez Jacka Balkana (tak, tego od „afery Arrinery”). Od kilku lat nie ma oficjalnych statystyk. Podobno problem kradzieży nadal istnieje, ale jest mniejszy niż w latach 90-tych. Najczęściej kradzione są samochody luksusowe i „tradycyjnie” – japońskie. W przypadku pojazdów zabytkowych istnieje teoria, że najczęściej kradzione są te najczęściej spotykane, czyli youngtimery z lat 80 i 90-tych. W tym jest dużo prawdy – przedwojenny Rolls raczej nie zostanie szybko sprzedany po kradzieży.
Zlot – okazja dla złodzieja?
Niewielu na niego stać. Każdy to unikat mający swoją historię i gdzie tylko się pojawi – wzbudza zainteresowanie. Złodziej raczej nie przyjedzie nim na zlot bo łatwo może zostać zdemaskowany. Na „VW Mania” łatwiej o taki przypadek. Dlaczego? 30-letni Golf GTI nie wzbudza podejrzeń. Wszystko to w myśl zasady „najciemniej jest pod latarnią”. Tymczasem gdyby ofiara pasera wystawiła 50-letniego Bentleya to wtedy może trafić na „ściankę” w ekspresowym tempie. Nie będzie to zdjęcie do „brukowca” a do kartoteki policyjnej – sponsorem zamiast drogiej marki będzie komenda miejska.
Zapewne zastanawiacie się skąd ten temat? Ostatnio coraz więcej ogłoszeń o kradzieżach i o nagrodach dla znalazcy. Złodzieje znają rynek i ceny. Wiedzą, że to co „stare” często warte jest więcej niż „nowe”. Jedynie trudno to sprzedać – w całości trudno jak i w częściach, ale po rozmontowaniu części są niewiele warte. To powinno zniechęcić złodzieja, tymczasem statystyki policyjne zamiast spadać rosną. W teorii, gdyż danych jak nie było tak nie ma. Te są niespójne a źródeł jest kilka a szacunki są często oparte na statystykach sprzed lat.
Czy zakazać zlotów, konkursów elegancji i wszelkiego rodzaju imprez? Nie, ale trzeba wprowadzić wiele zmian tak, aby można było chronić naszą „lokatę na kołach”. Tak, to „coś” więcej niż guma, stal i płyny – to inwestycja o charakterze użytkowym. Jej strata to jak założenie lokaty w złocie na 14% w skali roku – nie do odzyskania. Ze swojej strony mogę zapewnić, że z pewnością takie statystyki pojawią się na blogu. Potrzeba tylko czasu i mnóstwa cierpliwości, ale podobno nie ma rzeczy niemożliwych.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.







