Jak jeździ się po włoskich drogach? Włosi to ludzie temperamentny więc raczej trudno oczekiwać od nich tego, że będą stosować się do wszelkiego rodzaju nakazów. Po prostu tego nie lubią i już. Przecież „dolce vita” nie polega na nudnym życiu opartym na przestrzeganiu reguł. To one sprawiają, że życie staje się nudne i powtarzalne. Tak też jest we włoskim ruchu drogowym i to nie od dziś, gdyż charakterystyczny włoski styl jazdy kształtował się już od końca XIX wieku i nic nie wskazuje na to, aby się zmienił. Chyba, że na gorsze.
Specyfika włoskiej jazdy zależy tylko od bycia rodowitym Włochem. Nie zależy natomiast od marki posiadanego pojazdu – niezależnie czy to Panda czy najszybsze Ferrari lub Pagani, każde auto może przysłużyć się do łamania przepisów. Nawet gdy Włoch zgrzeszy przeciw Fiatowi i kupi Golfa też nie będzie miał żadnego szacunku dla zachowania pierwszeństwa a swoją frustrację wyładuje na: a) na klaksonie, b) na innym uczestniku ruchu, lub c) na siebie samym. Nie na jednym, najczęściej na wszystkich wcześniej wymienionych przykładach.
Na temat „znaczenia znaków drogowych we Włoszech” niejeden tamtejszy psycholog mógłby zrobić doktorat. Jak to wygląda w praktyce? Otóż to, że jest znak i o „czymś” informuje to dobrze, bardzo dobrze. Niech stoi i informuje. Przecież tam zawsze stał i w zasadzie dalej może być ozdobą krajobrazu. On tylko sugeruje zachowanie, ale przecież nas na siłę nie zatrzyma. Nie może. To przecież kierowca dysponuje „siłą przebicia” i przypadkiem ten element krajobrazu może zniknąć. Prawda? Tak właśnie należy rozumieć znaczenie znaków drogowych, nie inaczej.
Nietypowa stłuczka na ulicy Mediolanu
Źródło: reddit.com
Stłuczka w mieście szybko staje się areną dantejskich scen. Ekspresja słowna Włochów wydaje się nie być ograniczona. Choć skutkiem może być drobna rysa, w jej wyniku powstaje wrzawa godna karambolu. Gdy powstanie zator szybko można przekonać się o tym jacy Włosi są wylewni. Raczej nie grozi nam lincz, ale afera z tej sytuacji na długo pozostanie w pamięci. Zamęt spowodowany stłuczką obraca się w miastach w gigantyczne korki. Taki urok rzymskich ulic, ale również wielu włoskich miast, których ulice nie zmieniły się od setek lat – były i są wąskie i nadal posiadają kamienistą nawierzchnię drogi.
Rzymskie ulice są tak zatłoczone, że ruch na nich zdominowany jest przez skutery. Nie dla nich stanie w korku. Wciskają się pomiędzy samochody i mkną wąskimi, wybrukowanymi duktami szybciej niż najszybsze Ferrari (które wtedy stoi w korku). Może nie tak szybko, ale stojący w korku posiadacze aut z Modeny na pewno zazdroszczą im tego, że dojadą wszędzie bez jednej straconej minuty. Skuter to najlepszy pojazd na te drogi i nawet najdroższe auto mu nie dorówna. Nawet przed drogówką można uciec, ale tego Autor nie poleca.
Wąskie uliczki najstarszych ulic włoskich miast
Źródło: kimkim.com
Włoska drogówka (wł. policia stradale) to doskonały przykład tego jak bardzo życzliwi mogą być policjanci. Owszem, nawet im czasem zdarza się „wlepić” mandat, ale gdy chcemy się przekonać, ile wyciąga nasze auto to raczej nam nie przeszkodzą. Oczywiście jest jeden warunek – tylko naprawdę wyjątkowe modele dostaną taki przywilej. Najlepiej, gdy jest to nowe Ferrari, Maserati, „traktor” z Sant Agata (Lamborghini), Pagani lub inne włoskie (w tym zabytkowe) auta. Tak, Panda też nie zostanie zatrzymana, bo przecież produkują ją Włosi.
Jak wygląda włoski policjant z drogówki? Zdecydowana większość jak facet z „rozkładówki” w damskich „świerszczykach” lub wymuskany model prosto z pokazu najnowszej kolekcji domu mody Dolce&Gabbana. Spotkanie z nim może zakończyć się mandatem opiewającym nawet na kwotę kilkuset euro. Jeżeli już dochodzi do spotkania, to wówczas można ich obejrzeć z bliska. To, co ich wyróżnia na tle innych policjantów to doskonale skrojony mundur uszyty z materiałów wysokiej jakości (to przecież Włochy!) oraz lśniące, czarne buty sięgające prawie do kolan.
Top Model? Nie, to patrol włoskiej „drogówki”
Źródło: vocedipopolo.it
Czy Włosi kochają samochody? Tak, takie pytanie to raczej czysta retoryka. Gdy tylko widzą zaparkowany „traktor” lub Ferrari to szybko gromadzi się tłum gapiów. Nawet miejsce do zaparkowania takiego samochodu szybko się znajdzie. „Przecież ten zakaz parkowania nie dotyczy tak pięknego auta” – nikt nie będzie protestował, bo być może to jedyna okazja aby zobaczyć unikat z bliska. Tylko w Modenie i jej okolicach widok nowego Maserati, Ferrari czy Lamborghini już nie robi na nikim wrażenia. Mieszkańcy przez lata przywykli do zamaskowanych prototypów.
Antyków się nie oszczędza. Żaden Włoch nie może sobie wyobrazić widoku bezcennego Ferrari 250 California przytwierdzonego do cokołu w muzeum. „To” kiedyś zostało stworzone do szybkiej jazdy i nadal ma temu służyć. Włoscy kolekcjonerzy chcą się chwalić swoimi „zakupami” i pojawiają się nie tylko na zlotach czy konkursach elegancji, ale często jeżdżą tymi „perełkami” na co dzień. Widok Miury pędzącej ponad 200 km/h na autostradzie może nie jest częsty, ale możliwy i po takim wydarzeniu internet zapełnia się zdjęciami tego pojazdu.
Włosi godzinami potrafią rozmawiać o tym, o czym Niemcy już dawno zapomnieli – o pięknie. To, że obsługa dźwigienki kierunkowskazów jest taka udziwniona nie ma znaczenia, ważne, że ładnie wygląda. Nawet, gdy jeżdżą „zwykłym” Fiatem Uno wyobrażają sobie, że prowadzą 12 – cylindrowe Ferrari („małe Ferrari to nie Ferrari”). Wbrew temu, co się sądzi o włoskich kierowcach czasami zdarzają się i tacy, dla których przepisy ruchu drogowego są naprawdę ważne. Tylko trudno ich zauważyć.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









