Po ustaniu produkcji Poloneza Polska stała się krajem, w którym nie produkuje się niczego, co nawet w ułamku zawierałoby polską myśl techniczną. Pozornie, bo dzięki polskim fabrykom marki takie jak Toyota, BMW, Peugeot a nawet drogie Bugatti mogą skompletować wyposażenie własnych modeli. Drugą drogą rozwoju polskiej motoryzacji jest produkcja niskoseryjna oraz odtwórcza. Ta pierwsza przez wiele lat miała reprezentanta w postaci mieleckiego Leoparda na czele, druga to produkcja replik, w której autorytetem był wrocławski Bojar.
Na początku lat 90-tych Zbysław Szwaj zbudował kilka replik Alfy Romeo z lat 30-tych, którą nazwano „Gepard”. Dopiero kilkanaście lat później, gdy Szwaj po raz pierwszy pokazał pięknego „Leoparda” o jego małej montowni zrobiło się głośno. Pomimo rocznej „produkcji” wynoszącej zaledwie 20 sztuk marka z Mielca stała się znana w całej Europie. Leoparda kupił nawet Król Szwecji. Niestety, mała montownia zbankrutowała, ale pozostał po niej niezwykły projekt. Leopard nie był repliką a raczej samochodem w stylu retro z nowoczesną technologią.
Gepard i Leopard (poniżej)
Źródła: Autokult
Leoparda można porównać do nowoczesnych brytyjskich Morganów – pod kształtami w stylu lat 30-tych ukryto mocny silnik i sportowe zawieszenie. Napęd Leoparda to „small block” prosto z Chevroleta Corvette. Dzięki mocy ponad 400 KM auto rozpędza się do 100 km/h w 4 sekundy. Prędkość ograniczono do 250 km/h. Tę i tak trudno osiągnąć, gdyż niska szyba przednia przy prędkości powyżej 100 km/h zamienia skrzętnie ułożone włosy w „dramat fryzjerski”. W planach było również coupe podobne do Morgana Aeromax, ale niestety zakończyło się na szkicach.
Doskonałej jakości repliki wrocławskiego Bojaru zdobyły uznanie w całej Europie. Działająca od końca lat 80-tych (wówczas jeszcze jako Bomar) firma jest największym producentem tego typu konstrukcji w Polsce. Co prawda odtwarzanie replik Ferrari F50 i 355 raczej nie było udane (na bazie Pontiaka Fiero), ale to, co Bojar pokazał w 2003 roku spowodowało we włoskim Sant Agata dużo zamieszania. Stało się to zaledwie po kilku miesiącach obecności oryginału na rynku. Bojar zbudował udaną replikę Lamborghini Murcielago.
Eltoro SV8, będące bardzo dokładną repliką Lamborghini Murcielago powstało na przerobionej płycie podłogowej i z użyciem silników Audi. W celu dostosowania do potrzeb centralnego silnika należało zmodernizować podwozie. W taki sposób postąpiono również przy budowie wiernej repliki … Bugatti Veyron, którą trudno odróżnić od oryginału. Jedynie cena je odróżnia i obecnie wynosi około 10% tego, co kosztuje oryginał a osiągi i nadal są zadziwiające – Veyron z Bojaru może mieć 500 KM i jest znacznie lżejszy od 1000 – konnego oryginału.
Bojar F50 i Eltoro SV8 (poniżej)
Źródło: All Car Index
W latach 90-tych coraz liczniejszą grupę stanowili producenci tzw. „retroreplik”. Pomimo kształtów nadwozia rodem z okresu dwudziestolecia międzywojennego lub jeszcze z końca lat 40-tych do ich napędu używa się nowoczesnych podzespołów pochodzących od popularnych marek. W Katowicach powstają pojedyncze sztuki Asquitha, czyli serii samochodów dostawczych oraz autobusów w stylu lat 20-tych. Replika MG TD była wytwarzana przez wrocławski Auto – Styl Siekierski. Łódzki Markas znany jest z wiernej kopii Forda A oraz AC Cobry.
Ciekawe repliki wytwarza Calsky Design. Są to pojazdy wojskowe z przełomu lat 30 i 40-tych – Willys, Kubelwagen oraz Czapajew. Ostatni to kopia GAZ-a 67B. Podobne zdolności do poruszania się w trudnym terenie ma Wadera, czyli mała terenówka zbudowana na mechanizmach „Malucha”. Waderę wytwarzała krakowska firma „Bartek”. Pomimo słabego silnika (moc od 30 do 39 KM) auto dzielnie pokonuje przeszkody, choć ma tylko tylny napęd. Na bazie 126p powstaje również „Dzik”, który jest określany jako „pojazd crossowy”.
Najszybszą polską repliką jest Kirkham 427, czyli wierna kopia AC Cobry. Wyposażona w 7 – litrowe V8 Forda może osiągać prędkość 320 km/h. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h Kirkhamowi 427 zajmuje 3,9 sekundy. Do takich osiągów przyczynia się 500 KM tkwiących pod maską. Słabszy model – 289 ma „zaledwie” 300 KM, co wcale nie czyni go powolnym. Jedynie to, co powstaje na ulicy Szczygła we Wrocławiu (Bojar) może osiągnąć taką prędkość. Lub nieco większą, ale oficjalnych danych … brak.
Colo czyli „Maluch” w wersji buggy
Źródło: imgED
Popularnym „SAM-em” jest Colo, które jest rekreacyjnym pojazdem opartym na „Maluchu”. Jako jeden z nielicznych może był zarejestrowany jako motorower. Ma taki przywilej dzięki zastosowaniu do napędu silnika włoskiej fabryki Moto Morini o poj. 50 cm3 i mocy 8 KM. Colo Tini z takim napędem osiąga prędkość ograniczoną do 45 km/h. Konkurencją dla Colo oraz Melexa mógł być produkowany w Pruszkowie „Clic”. Jednak ich osiągi to nic w porównaniu ze 120 – konnym (to nie pomyłka) Cinquecento lub Seicento od Kałuża Motosport.
Niewątpliwie najbrzydszym (lub najbardziej oryginalnym) pojazdem, którego w ostatnich latach zmontowano w Polsce jest Golba Violcar. Napędzany silnikami Forda V6 o mocy 200-260KM połączonymi z napędem quattro od Audi samochód nie grzeszy urodą, choć inspiracją dla kształtów karoserii Golby były kształty żony konstruktora (według autoryzowanego wywiadu). Pomimo bardzo dobrych osiągów (260 km/h i 5,9 s do „setki”) oraz rozsądnej ceny (około 50 tys. zł) Golba nie znalazła wielu klientów i jest jedynie eksponatem pokazowym.
Golba Violcar
Źródło: V10.pl
To tylko część tego, co powstaje w Polsce. Wśród wartych odnotowania są również wierne kopie Mercedesa CLK – GTR oraz prototypu SLR. Co kilka miesięcy powstaje nowa firma, która proponuje nowy pojazd. Część z nich pozostaje tylko „na papierze”, czasem zmontowany zostaje jeden prototyp a w kilku przypadkach powstaje krótka seria – kilka lub kilkanaście sztuk. Czy polski przemysł motoryzacyjny nie istnieje? Na tych przykładach można zauważyć, że jako przemysł może już nie, ale braku kreatywności polskiej myśli inżynieryjnej nie można zarzucić.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.












