Zespół R-R

przez | 24 lutego, 2024

Charles Rolls (1877-1910) pochodził z rodziny szlachetnie urodzonych właścicieli ziemskich. Żaden z jej członków nie odważyłby się brać klucza do ręki i naprawiać maszyny. Tymczasem Rolls od najmłodszych lat był zainteresowany mechaniką. Już jako nastolatek tak bardzo interesował się pojazdami, że często miał niedomyte ręce od smaru. Rodzice nie byli zachwyceni zainteresowaniami syna. Charles postanowił, że podejmie się studiowania mechaniki. Podczas, gdy większość rówieśników wchodziła w dorosłość otrzymując jako pierwszy pojazd rower lub konia i bryczkę, Rolls zakupił za własne pieniądze nowego Peugeota.

Według oficjalnych statystyk jego automobil był pierwszym pojazdem silnikowym ujętym w rejestrach w Cambridge. Zainteresowanie syna nie zwalniało. Z czasem rodzice Charlesa przywykli do ryzykownego hobby syna. Ten w 1896 roku ustanowił nieoficjalny rekord prędkości – Peugeot osiągnął całe … 4 mile na godzinę. W 1903 roku zajął się sprzedażą automobili Peugeota i Minervy. Czy sam zarobił na nowy biznes? Nie, dostał 6600 funtów od ojca. Przełomem w życiu młodego szlachetnie urodzonego … sprzedawcy było spotkanie z Henrym Roycem (1863-1933). Miał manufakturę, w której montował automobile własnej konstrukcji.

Charles Rolls (od lewej) i Henry Royce

Źródło: pinterest

Marka Royce byłą manufakturą produkująca niewielkie automobile. Produkowane na przełomie XIX i XX wieku konstrukcje nie wyróżniały się rozwiązaniami technicznymi, ale dały się poznać jako konstrukcje solidne, zmontowane z niezwykłą dokładnością. Rolls zaproponował spółkę Roycowi. W kontrakcie zapisano, że Rolls miał wykupić wszystkie zmontowane sztuki z fabryki, ale miały zostać przerobione i oferowane pod wspólną marką, której nazwa miała zawierać dwa nazwiska połączone myślnikiem. Umowę zawarto 23 grudnia 1904 roku. Tak oto rozpoczyna się historia marki Rolls-Royce i trwa ona do dnia dzisiejszego.

Pierwszy model pod wspólną nazwą pokazano po raz pierwszy na Salonie Paryskim w 1904 roku. W centralnej części stoiska znajdował się model samochodu oraz kilka silników o różnej wielkości i mocy. Co znajdowało się na pierwszych reklamach marki Rolls-Royce? Na pierwszych reklamach w prasie nazwisko Rollsa zawsze było pisane większą czcionką niż Royce. W ten oto sposób chciano podkreślić rangę sponsora nad konstruktorem. Pierwszy Rolls-Royce był w zasadzie przebrandowanym Roycem. Dokonano kilku zmian, ale te ograniczyły się do drobnych elementów wyposażenia.  Tak oto powstał model 10 HP.

Był to mały mały automobil napędzany 2-cylindrowym silnikiem. W ciągu dwóch lat zmontowano 16 sztuk. Nie sprzedawał się dobrze – klienci potrzebowali „czegoś” większego. „Maluch” od Rolls-Royce’a miał jednak wiele zalet. Był dopracowany, lekki i stosunkowo szybki. Jego 12-konny silnik pozwalał rozwijać prędkość 40 MPH (64 km/h). Była to prędkość prawie dwukrotnie większa niż konstrukcji o podobnych rozmiarach. Klienci z odpowiednio grubym portfelem szukali „czegoś”, czym można było przewozić cała rodzinę. Szybko podjęto prace nad większymi pojazdami. Konstruktor i sprzedawca mieli różne wizje automobilizmu, ale byli zgodni co do jednego.

Nawet pierwszy Rolls-Royce nie miał własnego nadwozia. To należało zamówić oddzielnie w pracowni karoseryjnej. Polecaną była oczywiście pracownia Barkera, z którą firma podjęła długoletnią współpracę. Taką również podjęto ze znanym producentem powozów konnych – Hooper. To tam w 1905 roku powstał projekt taksówki z nadwoziem typu landaulet i silnikiem umieszczonym pod miejscem przeznaczonym dla kierowcy. W tym samym czasie zaprezentowano model „V8” – popularnie zwany „Legalimit”. Pojazd miał tak zestopniowaną przekładnię, że nie mógł przekraczać dozwolonej w tym czasie prędkości 20 mil na godzinę.

Hooper Landaulet oraz „Legalimit” (po prawej)

Źródła: własne, wikimedia

Spółka Rolls-Royce miała już początek oferty. Konkurencja z każdym miesiącem była coraz bardziej liczna. Brakowało jeszcze odpowiedniego sposobu reklamy. „Czegoś”, co wyróżniałoby ich produkty na tle konkurencji. W tym celu w 1906 roku Rolls wyjechał do USA. Zapał do prowadzenia biznesu młody biznesmen stracił w 1909 roku. Zrezygnował z tytułu „Kierownika Technicznego” i pozostał jedynie kierownikiem „na papierze”. Jego pasją od kilku lat było lotnictwo. Chciał latać, bić rekordy i przelecieć Kanał La Manche lądując w Wielkiej Brytanii. Dlatego władzę nad firmą oddał Roycowi. Ta decyzja okazała się słuszna.

W tym samym roku panowie postanowili, że potrzebują znaku firmowego. Wnioski z wyprawy do USA skłoniły do opracowania figurki, którą można było umieścić na korku od chłodnicy. Była to specyficzna moda – korki z ozdobami uznawano za atrakcyjne akcesorium. Ostatecznie spośród wielu motywów wybrano „coś”, co miało symbolizować kobiece piękno i łączyć je z boskim symbolem. Tak powstał „Duch Ekstazy” – najsłynniejsza figurka na chłodnicy samochodu. Po raz pierwszy figurka ta została umieszczona na chłodnicy Silver Ghosta w 1909 roku. Kto służył jako modelka podczas formowania kształtów tej figurki?

Modelka i figurka na chłodnicy

Źródło: Rolls-Royce

Dzieło Charlesa Sykesa przedstawiało Eleonorę Thornton (1880-1915) – znaną ówczesną aktorkę kina niemiego. Co ciekawe, Royce był przeciwny tak dużej figurce – uważał, że będzie zasłaniać widok do przodu. Pomimo początkowego sprzeciwu właścicieli przedsiębiorstwa „kobieta ze skrzydłami” pozostała i przechodząc wiele zmian przetrwała do dnia dzisiejszego. Niestety, w 1910 roku Rolls zginął w wypadku lotniczym. Przez wiele lat to Royce podejmował wszelkie decyzje sam, ale w końcu sprzedał biznes. W tym czasie w zakładach montowano podwozia do modelu Silver Ghost. Na początku lat 30-tych Bentley i Rolls-Royce połączyły siły.

Pierwsze modele marki Rolls-Royce są dziś wyceniane na około 3-4 mln funtów. Oryginalnych modeli 10 HP pozostało zaledwie 4 sztuki. Rolls-Royce przez XX wiek powoli ewoluował do obecnej postaci. Nie produkuje małych samochodów. Pod wodzą BMW koncentruje się na limuzynach a od kilku lat sprzedaje linię Ghost przeznaczoną dla młodszego klienta. Klientem „zespołu R-R” może być każdy, kto jest w stanie wydać 2-3 mln zł na nowy model prosto z salonu. Bez dodatków oczywiście. Nie ma górnej granicy cen – wszystko zależy od oczekiwań i zamożności klienta. Bycie członkiem „zespołu R-R”  jest warte każde pieniądze.