O przewoźnikach i zaufaniu

przez | 23 lipca, 2021

Od około 4-5 lat obserwuje się wysyp zdjęć drogich pojazdów na polskim Instagramie oraz na „Fejsiku”. Czy właściciele chwalą się swoimi maszynami? Też, ale lwią część profili to profile należące do firm transportowych, które wykorzystują zlecenie do promowania swojego biznesu. Czy to złe? Nie. Od zdjęcia żaden Bentley, Ferrari czy inne Bugatti raczej nie ucierpi. Oddanie przedmiotu o dużej wartości to również oznaka zaufania – co prawda popartego umową oraz ubezpieczeniem. Problem zaczyna się gdy cenny ładunek zjeżdża z lawety i bez wiedzy właściciela zostaje poddany „jeździe testowej” przez kierowcę lawety.

Oddając pojazd zwykle przekazuje się kluczyki lub kody do odblokowania zapłonu. To wyłącznie na potrzeby wjazdu i zjazdu, tymczasem coraz częściej publikuje się zdjęcia z samowolki uprawianej przez transportowców. I nie tylko – kilku pracowników myjni również popisało się podobnymi „osiągnięciami”. Efekt? Zniszczone samochody klientów. W ten sposób rozbito m.in. McLarena, Dodge’a i Porsche. Stało się to w zaledwie kilka minut od powierzenia pojazdu pracownikowi. Pomyślmy zatem co może zrobić laweciarz, który dysponuje naszą własnością nie kilka minut, ale kilka godzin czy nawet dni?

„But i odcięcie” – to tylko jedna z możliwości. Możliwych scenariuszy jest znacznie więcej. Od niemądrych zdjęć, przez igraszki z koleżanką (albo kolegą), jedzenie, palenie tytoniu – co kto lubi lub inne kombinacje tych domysłów. Wszystko to zgodnie z zasadą „podaruj sobie odrobinę luksusu”. Luksusu, na który ich nie stać. Wreszcie mają „okazję” spełnić marzenia. Nie przejmują się tym, że ich spełnienie może drogo kosztować. Z pewnością zastanawiacie się w jakim celu ten temat? Szczególnie, że obecnie „Luksusowi Laweciarze” są bardzo popularni. Oto kompleksowe wyjaśnienie powodu, dla którego podjęty został ten temat.

Piszący te słowa był świadkiem samowolki, gdy widział kierowcę lawety ujeżdżającego drogie zabytki lub sportowe maszyny. Czy bez wiedzy właściciela? Z pewnością, gdyż na ryk silnika i dwukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości w obszarze zabudowanym pojazdem zabytkowym właściciel raczej nie wydał zgody. Jeżeli wydał zgodę, z pewnością nie był świadomy tego co stało się z jego pojazdem. Czy to jednostkowy przypadek w okolicy? Miejmy nadzieję, że to jeden taki „wyjątek”. Oby więcej było ludzi, którym można zaufać. W tym momencie pojawia się pytanie. Jak temu zaradzić?

Czy warto zaufać? (zdjęcie poglądowe)

Źródło: OLX

GPS, kamery lub wysyłanie kluczyków drogą pocztową? Opcji jest wiele, ale każda z nich ma swoje wady. Nie każdy przewoźnik zgodzi się na tak dokładny nadzór „przesyłki”. Usługi najlepszych przewoźników zapewniają takie „opcje”. Janusze biznesu obawiają się konsekwencji swoich niecnych działań. Mają jednak ciągłą potrzebę, która dopiero „po fakcie” zostaje wygaszona. Specjalistyczne firmy znane z publikowania najdroższych sportowych maszyn w przeszklonej naczepie najwyżej zrobią zdjęcia i zdobędą kolejne „serduszka”. To im wystarczy. W zamian zdobędą kolejne zlecenia.

Przesyłanie kluczyków drogą pocztową to metoda rodem z filmów drogi z lat 70-tych. Skuteczna, ale w ten sposób zwiększa się ilość ogniw łańcucha dostaw (to teoria logistyki). Więcej ludzi to większe ryzyko. Wśród nich zawsze może pojawić się jakiś furiat. Na poczcie? Nie, listonoszy za swoją pracę i wynagrodzenie można nazwać „furiatami”. W tym przypadku ryzyko wiąże się z działaniem grup przestępczych, które specjalizują w kradzieżach pojazdów o dużej wartości.  Laweciarze mogą być ogniwem takiego łańcucha i jednocześnie pośrednikiem w przestępstwie. Warto o tym pamiętać przy każdym zleceniu.

Jak udowodniły medialne przypadki nie można ufać nawet jednej osobie. Zaskoczenie? Wśród Nas są Czytelnicy, którzy twierdzą, że „konia nie pożycza się nikomu”. Znajomym? NIE. Za pieniądze? NIE. Z prostego rachunku wynika, że bogacze mają więcej zaufania albo … nie mają lawety. Ta w Polsce jest przedmiotem pierwszej potrzeby każdego handlarza i stąd tak trudno ją kupić. Chyba, po przecież trudno posądzać właścicieli maszyn za miliony, że ich G-Wagen czy Range Rover nie pociągnie lawety z 488 GTB, Gallardo czy GTR-em? Chyba, że nie potrafią  jeździć z lawetą. Tyle domysłów. Na koniec pytanie.

Czy warto wszystkich „wrzucać do jednego wora”? Nie. Wśród setek ofert można wybrać takich przewoźników, którym można zaufać. Pamiętajmy, że często to nie przewoźnik a jego pracownik może być sprawcą spadku wartości naszego pojazdu. W tym miejscu prośba do korporacji laweciarskich – doceniajcie doświadczenie, dobrze wynagradzajcie i szanujcie własność. Powierzając Wam cenny pojazd oddaje się w Wasze ręce lokatę bankową. Lokaty bankowej nie pożycza się nikomu. Procentuje z myślą o naszej przyszłości. Kto tego nie rozumie, nie powinien nawet przewozić Passata B5 ” w TDI”. To tak na koniec, pod rozwagę.