Polskie ciężarówki to „temat-rzeka”. Historia zakładów w Lublinie, Starachowicach i Jelczu jest związana z odbudową powojennej Polski. W Lublinie powstawały głównie pojazdy o małej ładowności, w Starachowicach produkowano Stara a w Jelczu – początkowo zabudowy osobowe do ciężarówek a później autobusy i Żubra, który zapoczątkował linię największych polskich ciężarówek. Dziś często mówi się, że nie ma już polskiej motoryzacji, ale zapomina się o pojazdach użytkowych.
Tymczasem montuje się je i dostawcza głównie na potrzeby instytucji rządowych, w tym głównie wojska czego przykładem jest Jelcz. Historia marki Jelcz to czasy gospodarki centralnie planowanej, później czasy wielkiej prywatyzacji i zarząd wybitnego polskiego rajdowca. Od dwóch dekad Jelcz to wojsko i platforma do instalacji „wszystkiego” – od kontenerów osobowych, zabudowy na potrzeby utrzymania łączności po instalację zestawów wyrzutni rakiet. Cała obecna produkcja jest skierowana na potrzeby wojska.
Jaki jest Jelcz? Co wpływa na opinię o marce, która kiedyś budowała nasze miasta i zapewniała w nich transport a dziś nas chroni o wszelkiego złego (konkretnie od faceta z dużym nosem i 6 sobowtórami)? O tym poniżej a pomoże Nam w tym 10 konstrukcji, które powstały w zakładach w Jelczu. Nie zawsze mają nazwę pochodzącą od nazwy miejscowości – być może to przez skromność. Kto wie? Zaczynamy.
Jelcz N424 „Stonka” (1954) – tak, to w zasadzie Star, ale osobowy dzięki „skrzyni osobowej” zamontowanej na ramie. W środku 7 drewnianych ławek (ciasno, żadnych „luksusów”) i układ „vis-a-vis”. Ilość pasażerów? Różna, w zależności od ich „objętości”. Napęd i podwozie pochodzą od Stara 20 lub 25. Jelcz to nie tylko przewóz towarów.
Jelcz N424 „Stonka”
Źródło: phototrans.eu
Jelcz 043 (1958) – słynny „Ogórek” czyli Skoda RTO z nadwoziem firmy Karosa. Tak, to licencja, ale w domieszką „inwencji własnej”, która z roku na rok była coraz większa. „Ogórek” bez pasażerów ważył 13 ton a do jego napędu służyły silniki o mocy od 160 do 200 KM. Mieścił 52 osoby. Produkowany do 1986 roku. Jelcz to klasyka polskich autobusów.
Jelcz 043 „Ogórek”
Źródło: wikimedia
Żubr A80 (1960) – pierwsza ciężarówka z Jelcza. Moc silników od 140 do 180 KM, ładowność do 7,5 tony. Wyprodukowano ich około 7 tysięcy sztuk. Najważniejsze? Kabina i jej kształt, który po kilku drobnych zmianach trafił do serii 300 produkowanej przez prawie 30 lat. Serię 300 zna każdy miłośnik polskich ciężarówek. Jelcz to nie tylko Jelcz.
Żubr A80
Źródło: „Młody Technik”, Nr 12/1960
Jelcz PO-1 (1964) – wygląda jak mały autobus, ale nie ma silnika. To jedna z wielu przyczep osobowych – wynalazku, który miał przewieść dodatkowych pasażerów i być holowany przez „Ogórka”. Stylistycznie udany projekt, ale pomysł uważano za niebezpieczny i w 1997 roku Kodeks Drogowy zakazał korzystania z tego wynalazku. Jelcz to wsparcie w każdych warunkach.
Jelcz PO-1
Źródło: wikimedia
Jelcz PR110U (1974) – licencja Berlieta w zmodernizowanej formie. Pomimo popularności uważany za pojazd awaryjny i źle wykonany (korozja, nieszczelne nadwozie itp.). Dostępny również jako trolejbus. Do napędu użyto silników produkowanych w Mielcu a skrzynie biegów powstawały w Tczewie. W zmodernizowanej formie wjechał w XXI wiek. Jelcz trwa pomimo przeciwności.
Jelcz PR110U
Źródło: MPK Łódź
Jelcz 410/415/420 (1978) – następca serii 300 a w zasadzie model większy, mocniejszy o większej ładowności. Wiele różnych zastosowań (popularne wywrotki i betoniarki), wiele silników (nawet Iveco i Mercedes) oraz pokrętna historia, którą przerywały kolejne problemy finansowe zakładu. Dziś już niespotykany na drogach. Jelcz ma pokręconą historię.
Jelcz 415
Źródło: Pinterest
Jelcz 008 (1983) – wygląda jak Star, ale to prawdziwy Jelcz z kabiną ze Starachowic (nawet pozostawiono napis „Star”). Pojazd gaśniczy z kompletnym wyposażeniem (węże, łopaty, drabiny etc.) dolny przewieść 6-osobową załogę. W ciągu 16 lat zmontowano ich 731 sztuk. Większość z nich do dziś gasi pożary i zamieszkuje w wiejskich remizach. Jelcz czasem udaje kogoś innego.
Jelcz 008
Źródło: czerwonesamochody.com
Jelcz 622 (1993) – następca trzyosiowego modelu 416. Duży ciągnik do transportu w trudnym terenie lub na duże odległości. Silniki z Mielca lub Steyr o mocy do 320 KM. Napęd? Nawet 6×6. Wielokrotnie modernizowany. W tym czasie właścicielem Jelca był Zasada Group (grupa spółek należących do Sobiesława Zasady). Zasadniczo Jelcz to wielka maszyna.
Jelcz 622
Źródło: Youtube
Jelcz 120M/3 (1999) – jeden z pierwszych Jelczy z karoserią ze stali nierdzewnej i rozwiązanie odwiecznego problemów autobusów Jelcza, którym była rdza. Nowy przód i tył, ale to wciąż konstrukcja pamiętająca Berlieta co można dostrzec w bocznej linii nadwozia. Mógł przewieść nawet 110 osób. Jelcz uczy się na błędach i wciąż doskonali swoje umiejętności.
Jelcz 120M/3
Źródło: wikimedia
Jelcz 442D28 (2007) – początek przygody Jelcza w wojsku? Nie (już modele serii 400 wykorzystywano jako transportery w wojsku), ale to model stworzony od podstaw do zastosowań w armii. Popularny „Bartek” z silnikiem Iveco i DMC 15 ton, który z czasem zyskał dodatkowe osie i mocniejsze silniki. „Bartek” ma wysoki prześwit, terenowe opony i wzmocnione zbiorniki paliwa. Jelcz to polski bohater i prawdziwy patriota.
Jelcz 442D28
Źródło: Jelcz
Jelcz to tradycja – klasyka polskiej motoryzacji. Choć czasem nie przypomina siebie to pod spodem zawsze ukrywa swoją solidność. Może i jest prosty, ale solidnie poskładany. To twarda sztuka. Pomimo przeciwności losu trwa w najlepsze i niezmiennie jest wielki – nie tylko przez swoje wymiary. Czasem nie chce być doceniony. Nie lubi „być na świeczniku”. Trudno go rozgryźć – jest jak weteran, który wrócił z misji. Co tam robił? To tajne, poufne i lepiej nie pytać. Ważne, że zawsze służy pomocą.
Jest jak człowiek, który na swoich barkach dźwiga odpowiedzialność za innych ludzi. Musi trwać bo jest gwarantem – pomyślności, bezpieczeństwa i powodzenia w trudach codzienności. Czy można go zastąpić? Można spróbować, ale zwykle kończy się to na zadyszce następcy. Gdy ten zwyczajnie „wysiada”, Jelcz daje radę i nie narzeka. Po prostu nie jest „mięczakiem”. Nie jest „trendy” i „eco” – to zostawia innym. Buduje nowe, rozwala stare. Tworzy nowy system i rozwala stary. Bez niego nie ma polskiej motoryzacji.
Podobne wpisy:
Sport dla ludu, część trzecia
DNA marki według "Historii ...", #6 - FSO
DNA marki według "Historii ...", #12 - Fiat
DNA marki według "Historii ...", #7 - Citroen
DNA marki według "Historii...", #19 - Volvo
DNA marki według "Historii...", #1 - Alfa Romeo
DNA marki według "Historii ...", #33 - Rolls-Royce
DNA marki według "Historii ...", #32 - AwtoWAZ (Łada)
DNA marki według "Historii ...", #37 - Suzuki

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.
















