W 1937 roku za zasługi dla państwa został członkiem NSDAP. Rok później do NSDAP wstąpił jego syn – „Ferry”. W 1942 roku otrzymał stopień oficerski. Przez wiele lat władze Porsche wypierały wiele faktów związanych z pracą robotników przymusowych, ale istnieje wiele wiarygodnych źródeł, w tym m.in. legitymacja Ferdinanda świadcząca o przynależności do partii oraz wiele relacji więźniów pracujących w zakładach produkcyjnych. Praca dla Porsche nie była łatwa co potwierdzają relacje pracowników przymusowych.
Legitymacja NSDAP należąca do Ferdinanda Porsche
Źródło: Bundesarchiv
W zakładach w Fallersleben (dzisiejszy Wolfsburg) przy produkcji machin wojennych pracowali więźniowie z krajów zachodnich, którzy mieli lepsze „warunki pracy” niż pracownicy z krajów wschodnich. Ci ostatni pochodzili głównie z obozów jenieckich. Za nadzór nad więźniami odpowiadał Anton Piech (zięć Ferdinanda) – zagorzały nazista i karierowicz. Znany był z „twardej ręki” – pracownicy byli karani głodówkami a nawet … rozstrzelaniem. Warunki pracy były ciężkie a racje żywnościowe były możliwie najmniejsze.
Zakłady prowadzone przez „rodzinkę” przynosiły ogromne zyski. W fabryce, gdzie miał być produkowany „KdF” (czyli Garbus) produkowano elementy pojazdów pancernych, remontowano bombowce i testowano układy pocisków. Zyski w 1940 roku wynosiły 31 milionów marek, 4 lata później (dzięki współpracy z nazistami) to było już 297 milionów. Po latach władze Porsche tłumaczyły się, że Ferdinand (Senior) nie wiedział o warunkach pracy w fabrykach lub chciał ich poprawy wysyłając do władz listy.
„Podobno” chciał zwiększyć racje żywnościowe dla więźniów, ale to NSDAP odmawiało bardziej humanitarnych warunków. Według zeznań świadków cała rodzina Porsche wiedziała o wszystkim a Piech był znany z wymierzania najbardziej okrutnych kar. Porsche do dziś nie ujawnia statystyk z lat wojny a nowe fakty pojawiają się co kilka lat. Ile jeszcze dowiemy się o rodzinie Porsche i ich współpracy z nazistami? Z pewnością będą to ciekawe informacje, o ile zostaną rozpowszechnione, pomimo wielu „blokad” ze strony Porsche.
Egzekucja polskiego robotnika przymusowego Juliana Majki w Michelsneukirchen w Bawarii
Źródło: Gedenkstätte Flössenberg
Auto-Union
W 2014 roku Audi przyznało się, że przed i podczas wojny w ich zakładach pracowało około 50 tysięcy (oficjalne dane podają liczbę 20 tysięcy) robotników przymusowych, z czego w okresie wojny 4 tysiące stanowili więźniowie obozów koncentracyjnych. Gdzie mieszkali? Auto-Union nie korzystał z „pomocy” obozów koncentracyjnych, ale dawał zakwaterowanie we własnych barakach. Nie było tam luksusów. Było zimno i ciasno. Opieka lekarska? Nie było nawet doktora Mengele (sic!).
Nadzorcy sprawdzali zdolność do pracy. Ludzi po wypadkach przy pracy, który nie byli zdolni pracować wysyłano do obozu Flossenburg. W nim odbywała się dalsza „segregacja” za pomocą plutonu egzekucyjnego (bardzo skuteczna). Pod koniec wojny z zakładu w Zwickau wyprowadzono na „marsz śmierci” około 700 pracowników. Marsz miał zakończyć się w Karlocych Varach (Czechy). Przeżyła połowa, większość wycieńczonych nie przeszła nawet 100 km. Co produkowano podczas wojny w zakładach Auto-Uniona?
Lekkie pojazdy terenowe i motocykle. Słuzyły jako pojazdy transportowe i do utrzymania łączności. Podczas wojny zakłady kilkukrotnie zbombardowano. Zginęło wielu pracowników, w tym również przymusowych. Dyrektor Auto-Uniona Richard Bruhn był członkiem NSDAP i współpracownikiem Alberta Speera. Po wojnie Speer został skazany na 20 lat więzienia (powinien przynajmniej na dożywocie), Bruhn nie został skazany a powinien o czym świadczą zeznania byłych jeńców i pracowników przymusowych.
Zakłady Auto-Uniona ciągle rozbudowywano. Przy pracach budowlanych i podczas odbudowy po bombardowaniach pracowało około 18 tysięcy pracowników. ¼ z nich zginęła podczas bombardowań, na skutek wypadków przy pracy lub została „przeznaczona do selekcji” z „zaprzyjaźnionym obozie”, gdzie trafiali po wypadkach przy pracy. Rodzinom ofiar na początku XXI wieku wypłacono odszkodowania, ale historycy mówią, że spadkobierca Auto-Uniona czyli Audi ma jeszcze wiele do ukrycia.
Robotniczy przymusowi w fabryce Volkswagena
Źródło: Deutsche Welle
BMW
Od końca 1939 roku do fabryki BMW w Eisenach dowożono transporty robotników przymusowych. Werbowano ich z obozów zlokalizowanych w rejonie Monachium. Fabryka w Eisenach posiadała nawet „patronat” nad kilkoma małymi obozami (obozy w Allach i Duerrerhof), z których pracownicy byli oddelegowani do pracy w fabryce. Początkowo pracownicy byli dzieleni na dwie grupy – przesiedleńcy z krajów zachodnich oraz z krajów słowiańskich. Mieli różne przywileje, zależne od krajum pochodzenia.
Wśród „pracowników” z krajów zachodnich rekrutowano tych, którzy dysponowali choćby minimalną wiedzą techniczną. Początkowo mieli oni przywileje porównywalne z etatowymi pracownikami niemieckimi. Dopiero po 1943 roku przywileje stopniowo zniesiono i wykorzystywano ich pracę na równi z pracownikami z krajów wschodnich. Ci w większości nie posiadali umiejętności technicznych. Wykorzystywano ich do prac drobnych, szybkich i powtarzalnych. Oczywiście trwało to do momentu, gdy przestali być zdolni do pracy.
Ekonomia, motoryzacja i malarz w nowej roli, część pierwsza
Ekonomia, motoryzacja i malarz w nowej roli, część druga
Ekonomia, motoryzacja i malarz w nowej roli, część trzecia
Ekonomia, motoryzacja i malarz w nowej roli, część ostatnia

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









