Atrybut gorącej mamuśki z Twojej okolicy

przez | 10 lutego, 2025

{Powyższy tekst wynika ze stereotypów potwierdzonych statystykami (tak, dobrze czytacie) oraz opinią utrwaloną przez media.}

W amerykańskich filmach wizerunek „statecznej gospodyni domowej” nie zmieniał się przed dekady. Zawsze to ona dbała o dom, udzielała się w kobiecych kołach zainteresowań, rankiem mężowi i dzieciom przygotowywała śniadanie a w południe dzielnie pokonywała kilometry tras alei sklepowych. Musiała tam jeszcze dojechać. Potrzebny był pojazd łatwy w prowadzeniu i jednocześnie pakowny. W XIX wieku nie było wielkiego wyboru – koń i jednoosiowy powóz konny z pojedynczą kanapą i kuframi to był wielki luksus.

Kobiety z wyższych sfer na początku XX wieku przesiadły się na elektromobile, ale te zajmujące się domem mogły pomarzyć o takim luksusie. Jednym z pierwszych automobili o prostej konstrukcji i łatwym w prowadzeniu było Oldsmobile Curved Cash. Można było nim pojechać do sklepu i do szkoły po „bąbelka”. Nie miało wielu zalet, ale było dostępne dla klasy średniej. Podobnie Ford – model T, pomimo swojej oryginalności, był chętnie użytkowany przez gospodynie domowe. To dla nich zaczęto oferować wiele akcesoriów.

Curved Dash – w sam raz dla „gorącej mamuśki”

Źródło: National Museum of American History

Ford miał wiele rodzajów nadwozia. Wśród nich było nadwozie otwarte z miękką opończą i „siedzeniem dla teściowej”. W większości przypadków siedziały tam dzieci albo umieszczane były zakupy. Model T sprawdzał się w kobiecych rękach, ale Chevrolet okazał się lepszy. Miał zamknięte nadwozie, stelaż na kufry i sprawiał wrażenie solidniejszego wozu za niewiele większe pieniądze. Pod koniec lat 20-tych coraz popularniejsze było drewniane długie nadwozie – woodie wagon. To właśnie ono stało się ulubionym nadwoziem kobiecego samochodu.

Wielka zmotoryzowana kareta służyła jako pojazd rodzinny. W latach 40-tych w bogatszych domach w garażu znajdowały się dwa samochody – tzw. Business Coupé, którym najczęściej jeździli mężczyźni do pracy i właśnie długi „woodie wagon”, który służył całej rodzinie. Kierowcą „rodzinnego dyliżansu” najczęściej były kobiety. Ot, taki Mercury z 1946 roku z 8-cylindrowym silnikiem mógł służyć jako wakacyjny transporter a w tygodniu był wykorzystywany jako szkolny autobus i „dostawczak” dla zapasów kupionych w pierwszym supermarkecie. 

Woodie wagon – wielki pojazd „gorącej mamuśki”

Źródło: Youtube

Kilkanaście lat później na rynku pojawiły się pierwsze terenówki z zamkniętym nadwoziem, ale gospodynie domowe nie były przekonane do Jeepa. Woodie wagon w tym czasie pozbył się drewnianego nadwozia. W zamian za to oferowano niskie i szerokie „pontony” z chromowanymi zdobieniami i tylnymi drzwiami otwieranymi na bok. Klasyczne amerykańskie kombi otrzymało składaną ławkę w bagażniku i mogło przewozić nawet 8 osób. Długie na 5,5 metra wielkie kombi było atrybutem amerykańskiej gospodyni domowej do początku lat 80-tych.

Małe japońskie kombi? Nie, mamuśki z amerykańskiego przedmieścia nie lubiły tych „wynalazków”. Jeździły nimi młode rodziny, młodzież do szkół, ale gospodyni domowa potrzebowała Vandurę lub Econoline w wersji osobowej. Jaki inny pojazd mógłby zmieścić drużynę piłkarską syna? Gdzie zmieścić stroje, zakupy na cały tydzień? Jaki inny pojazd dawałby poczucie bezpieczeństwa? Pinto? Nie, potrzebny był inny typ samochodu, który miał łączyć wiele cech pojazdu dostawczego i jednocześnie byłby ekonomiczny i łatwy w prowadzeniu.

W połowie lat 80-tych zakochały się w Voyagerze. MPV to jest to – jest tak mały jak Mazda lub Subaru a jednocześnie mieści to co długie kombi. Do MPV wygodnie można wsiadać, przesuwane drzwi są praktyczne a tylna klapa pozwala wygodnie umieścić w bagażniku zakupy na cały tydzień. Voyager jest wygodny, prowadzi się łatwo a w środku ma wykończenie jak w salonie. Tylko serwetkę położyć na desce rozdzielczej i przykleić na bok okleinę imitującą drewno. Inne MPV amerykańskiej produkcji nie zdobyły uznania kobiet. Przykład?

Tak, to reklama samochodu (choć parodia)

Źródło: DeviantArt

Kobiety z przedmieść nie chciały Transporta – dla nich Pontiac po prostu był brzydki. Przypominał im miniaturowy odkurzacz z przezroczystą obudową. Mamuśki z przedmieść kochały MPV do początku XXI wieku. Przez chwilę polubiły nawet japońskie MPV, ale te nie miały jednej ważnej cechy – nie wyglądały jak czołg. Wraz ze wzrostem popularności nowej generacji pojazdów terenowych gospodynie coraz częściej odwiedzały salony GMC i Forda. Przesiadały się na SUV-y typu Explorer i Blazer. Co było tego powodem?

W SUV-ie mamuśka poczuła się bezpieczniej. Mogła parkować gdzie chciała a widok rozpędzonego Navigatora powodował, że nawet klasa S zjeżdżała ustępując miejsca. Tak jest do dziś – każda amerykańska gospodyni domowa marzy o klasie G. Są takie, które marzą o Volvo, ale to właśnie wielka terenówka jest atrybutem amerykańskiej gospodyni domowej. Czy to samo dotyczy gospodyni domowej w Europie i Azji? Nie, tu historia odkrywa przed nami zupełnie inny wizerunek gospodyni domowej. Zacznijmy od Europy.

SUV od Volvo – najlepszy dla amerykańskiej mamuśki

Zródło: Moto.pl

Europejskie gospodynie domowe dopiero w latach 60-tych masowo zaczęły zdobywać prawo jazdy. Dwa samochody w rodzinie? Nie, najczęściej korzystały z samochodów mężów. W bogatszych domach głowa rodziny posiadała sedana średniej klasy a drugim samochodem był Citroen 2CV, Mini lub Fiat 500, który służył do jazdy na krótkim dystansie pomiędzy domem, szkołą i sklepem oraz … coraz częściej pracą. Europejskie kobiety dopiero w latach 90-tych odkryły zalety MPV, ale w mniejszym rozmiarze – Scenic i Multipla zdobyły rynek.

Voyager jako pojazd europejskiej gospodyni domowej? Nie, ale trend SUV-ów przeniósł się do Europy i trwa do dziś zyskując na sile. W Japonii od początku lat 50-tych japońskie kobiety, które strzegą domowego ogniska wybierają kei-cary jako pojazdy do codziennej jazdy. Japońska kobieta mieszkająca na przedmieściach wybiera popularny mikrobus z segmentu kei-car lub Suzuki Jimny. Nie dlatego, że nie musi pokazać jak bardzo jest silna i niezależna. Po prostu miejsce parkingowe w mieście to wielki luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić.

Koniec stereotypów. Pamiętacie serial „Gotowe na wszystko”? Jedna z bohaterek ma Volvo, druga (choć ma dziecko) ma Astona Martina. Gabrielle Solis ma pieniądze i nie musi codziennie pracować ani jeździć na zakupy – chyba, że pojedzie do drogerii, sklepu z drogimi ubraniami czy najdroższej restauracji. Aston to również samochód rodzinny, w którym można przewozić zakupy i dzieci. Być może nawet będą bardziej zadowolone z dojazdu do szkoły Astonem niż Voyagerem wypełnionym po dach dzieciakami sąsiadów oraz ich ekwipunkiem na kolejne zawody sportowe.

Aston Martin z „Gotowych na wszystko”

Źródło: IMCDb.org

W Polsce w okresie słusznie minionym polskie gospodynie domowe mogły liczyć co najwyżej na okazjonalne prowadzenie samochodu męża (Fiata 125p lub Poloneza, czasem stary zachodni wóz) a te najbogatsze miały własnego „Malucha”, który im wiernie służył przez dwie dekady. Maluch również mieścił dzieci sąsiadki i ich przepastne tornistry oraz „zdobycze” (czytaj: to, co właśnie „rzucili” i udało się zdobyć). Jak urwał się pasek to każda kobieta wiedziała jak to naprawić i po chwili postoju pojazd był sprawny. To już jednak inna historia.