Podobno nic nie trwa wiecznie. Daihatsu również, choć dzielnie pokonuje kolejne tysiące kilometrów. Ostatnio zastanawiałem się co wybiorę gdy po prostu rozpadnie się ze starości. Jako miłośnik „chorego kontentu” – wszystkiego co dziwne, oryginalne i po prostu „innego” na tle wielu podobnych … Jednym słowem mam poczucie bycia indywidualistą a wiek (osiągnięty) tylko coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że to ciekawy sposób na życie. Jaki będzie następca japońskiego „pudełka”?
Szukając najlepszej alternatywy zacząłem przeglądać oferty. Pierwsza marka? Wiadomo, że Daihatsu. Niestety najmłodsza ma już 12 lat. W 2012 roku Daihatsu wyniosło się z Europy. Najbliższa Materii jest Toyota Urban Cruiser. Mają wiele wspólnego a Toyota dodatkowo ma diesla pod maską. Urban Cruiser to chyba najlepszy zamiennik Daihatsu – tak samo plastikowy, toporny w użytkowaniu, ale już nie o tak absurdalnej ekonomii jak Daihatsu. Dalej? Litera K i „prawdziwa dusza” od marki Kia.
„Bojowa” Kia
Źródło: Auto-data.net
Soul drugiej generacji to wehikuł udający „terenówkę”, ale nie wjedzie dalej niż na drogę pokrytą żwirem. Jest kanciasty i pudełkowaty – to cecha wszystkich powyższych opisywanych konstrukcji. Praktyczny ze mnie człowiek. W Sirionie zmieści się pralka w pionie. Podobnie w Soulu, ale w Toyocie byłby z tym problem. Podobnie w większości „prawdziwych terenówek”, ale jazda „wokół komina” zużywając kilkanaście litrów paliwa na 100 km nie ma nic wspólnego z ekonomią i ekologią. To raczej przejaw imponowania innym a nie wykorzystania pojazdu do tego, do czego powinien służyć.
Może coś większego? Kanciasty i pojemny jest Chevrolet Orlando. Ciekawa alternatywa dla Zafiry, ale o dostęp do części jest coraz trudniejszy. Wyglądem przypomina w/w „wynalazki”, ale jest bardziej praktyczny. Niestety z silników może tylko 1.4 Turbo jest względnie ekonomiczny. Diesel to VM … chyba nie trzeba przedstawiać co to za „cudo” techniki. Wśród ogłoszeń są oferty Fiatów Doblo, Peugeota Partnera i podobnych im osobowych wersji ” dostawczaków”. Problem w tym, że … nie są wystarczająco kanciaste. Kanciasty jest Nissan NV 200, ale ten, który tylko silnik dzieli z Renault.
Praktyczny Nissan
Źródło: Nissan
Taki mały mikrobus to idealne rozwiązanie. Jednocześnie mały i duży wewnątrz a jego silnik nie zużywa wiele paliwa. Lubię samochody, w których fotel kierowcy jest wysoko. Tak, stary już jestem. Nissan ma dostawcze pochodzenie a jego wnętrze pozwala na zaoszczędzenie na drogim hotelu. Po małych modyfikacjach może służyć jako „dom na kołach”. Jest wyraźnie mniejszy od Volkswagena co jest wielką zaletą. Caddy? Nie, VW to nie jest samochód dla ciekawych ludzi. Nissan ma w sobie „ducha przygody” napędzanego silnikiem 1.5 dCi. Nie rozwiniesz nim dużej prędkości, ale to nie jest wyścigówka.
Jimny? Ciekawa opcja, ale jazda nim po utwardzonej drodze nie jest przyjemna. Jedynie w trudnym terenie pokazuje swoją przewagę nad w/w propozycjami. Jimny ma ramę, ma również kiepskie osiągi, ale … jest kanciasty. To może Dacia? Lodgy ma wiele zalet, ale doświadczenia z Renault zapamiętam na całe życie. NIE! Mercedes klasy B. Do kompletu (znajomi wiedzą do jakiego)? Nie jest kanciasty, ale ma „wysoki poziom absurdu” – przedni napęd w klasie premium i dwie podłogi czynią go „wynalazkiem”. Uwielbiam „wynalazki”, ale Mercedes ma w sobie wiele konserwatywnych cech.
Sportowy? NIE! Gdzie wrzucę mnóstwo drobnych gratów i jaki mały model ma więcej miejsc na kubki niż miejsc w dowodzie rejestracyjnym? Daihatsu ma ich 6. To jest coś, czego nie doświadczycie w żadnym modelu o porównywalnej wielkości. Praktyczność połączona z oryginalnym wyglądem i pudełkowatym kształtem niestety nie jest popularnym kryterium wyszukiwania. Mini Clubman? Niestety nie, choć trzeba przyznać, że ma w sobie wiele różnych „dziwactw”. Bardziej praktyczny będzie Fiat 500L, najlepiej z 2-cylindrowym silnikiem. Ma pudełkowate kształty.
Gustowny „Fiacik”
Źródło: Fiat/Auto Centrum
Fiat 500L spełnia większość cech z listy: praktyczny, oryginalny i (względnie) kanciasty. Jest zbiorem przeciwstawnych cech, które razem stanowią o wyjątkowości tego modelu. To nie jest Fiat 500, ale „coś”, co ma go przypominać a jednocześnie ma być praktyczne. W ogłoszeniach pojawiają się czasem Suzuki Carry, ale to nie jest „Mój Kontent”. Nie było nim nigdy BMW. Zawsze uważałem, że jest to marka dla … i tu wymieniałem milion cech, które zwykle są stereotypami. Wszystko zgodnie z pewnym schematem. Przynajmniej do momentu, gdy wyszukiwanie „na literę B” zatrzymało się na pewnym „wynalazku”.
BMW serii 2 to nie tylko tylny napęd, mała karoseria i mocne silniki. To również MPV, które ma przedni napęd, może mieścić 7 osób i może być napędzane 3-cylindrowym silnikiem a przy tym jest … względnie kanciaste. Jest zbiorem przeciwstawnych cech, które nijak kojarzą się z BMW a kompaktowe MPV z dumą nosi „śmigło” na masce i „nerki” pomiędzy reflektorami. Ma okno pomiędzy drzwiami i słupkiem A. Poziom „zajebistometru” przekroczył wszelkie wartości. Pojechać takim na zlot BMW? Bezcenne. Najlepiej w dresach z czterema paskami i z koszem piknikowym. TAK, to jest TO czego szukałem.
To BMW wygląda prawie jak Kia Carens, choć w środku ma wszystkie cechy „prawdziwego BMW”. Ma wielką tylną klapę, trzy rzędy siedzeń i może służyć jako hotel. Niestety nie da się nim „zarzucić tyłem” i nie będzie to driftmaszyna. To jednak można wybaczyć. Jedynym mocnym konkurentem byłby MPV lub Peugeot Partner z logo Alfy Romeo, ale ich nie ma. Zatem dla mnie – „miłośnika chorego kontentu” nie ma innego wyboru. Musi być BMW. Najlepiej w wersji z 3-cylindrowym dieslem i 7-ma miejscami. Przebiło absurdem 2-cylindrowego Fiata i nie ma dla niego żadnej alternatywy.
BMW serii 2
Źródło: BMW
Kiedy to nastąpi? Niestety musi poczekać. Daihatsu nie tak szybko umrze. Przez 4 lata pokonało kilkadziesiąt tysięcy kilometrów i przy ciągłym serwisie po prostu działa. To narzędzie proste i „łopatologiczne” a przy tym oryginalne w rysunku karoserii i wnętrza. Daleko mu do ideału, ale jest „jakieś” w przeciwieństwie do setek podobnych konstrukcji. Zobaczcie MG i Audi, Xiaomi i Porsche, Rollsa i Hogqi i … można tak długo wymieniać. Tymczasem nikt nie podrabia Daihatsu. A szkoda, bo pudełkowate nadwozia można uformować tak aby były atrakcyjne dla oka i jednocześnie praktyczne.
BMW serii 2 to prawdziwy „motoryzacyjny chory kontent”. To absurd na kołach. Właśnie taka powinna być motoryzacja – oryginalna. A nie jest. Ludzi, którzy mają oryginalne pojazdy uważa się za dziwaków bo przecież Alfa psuje się, Mini jeżdżą geje, Dacia jest na kredyt a Audi ma piąte zero w środku. Niepotrzebnie. Życie z oryginalnym środkiem transportu może być ciekawe. Życie z Daihatsu takie jest. Z BMW serii 2 musi być podobnie. Zatem decyzja zapadła. Teraz tylko dresy, łańcuch i koniecznie „M-pakiet” prosto ze znanego sklepu wysyłkowego. Tak, jestem „miłośnikiem chorego kontentu”. To jest fajne.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










