Dlaczego Wy trujecie ludzi?

przez | 15 września, 2017

Nie, nie będzie to opowieść o „niekwestionowanym autorytecie kulinarnym”, gdyż ten cytat to pytanie zadawane coraz częściej przez klientów kilku największych producentów. Od początku obowiązywania nowej normy Euro 6 coraz częściej mówi się o tym, że nowoczesne silniki wysokoprężne o zapłonie samoczynnym (czyli diesle) zatruwają nasze środowisko tonami toksycznych związków chemicznych. Dzieje się tak pomimo stosowania różnego rodzaju filtrów oraz wtrysku mocznika, który montowany jest również w „osobówkach”.

„Afera VW” dała początek kolejnym i tak oto na liście największych trucicieli znalazły się niemal wszystkie marki mające w swojej ofercie kilka silników na olej napędowy. Pojawiły się pierwsze pozwy o odszkodowania, których i tak nikt nie zapłaci. Sama afera wynika bezpośrednio z konieczności dostosowania do norm, których w zasadzie nie można osiągnąć bez stosowania różnych „sztuczek” w postaci zaniżania spalania, podawania mniejszej masy własnej czy stosowania 10 – stopniowych przekładni dla osiągania jak najniższych obrotów.

Dlaczego to wszystko dzieje się dopiero teraz, przecież diesle truły już 100 lat temu? Stosowanie gorszej jakości paliwa, mniejsza dokładność w pasowaniu części silnika, brak filtrów sadzy – to wszystko wpływało na to, że pierwsze pojazdy zaopatrzone w taki silnik pozostawiały za sobą chmurę czarnego dymu. Stary diesel, czy to po uruchomieniu „na zimno” czy pracując pod obciążeniem, wydzielał z siebie tlenki i dwutlenki metali, które tworzyły dla pojazdu zasłonę dymną długości kilkudziesięciu metrów. Wtedy nikomu to nie przeszkadzało.

Pierwszy Mercedes 260D dymił, 200D … też dymił … pierwszy Golf 1.5D? Też potrafił zrobił za sobą zasłonę dymną taką jak dziś robi nastoletnie Audi wyposażone w lejące wtryskiwacze. Miałem kiedyś wątpliwą przyjemność jechać jednośladem podczas, gdy takie „coś” wyprzedzało mnie „pod górkę” – to była naprawdę „czadowa impreza”. Po tym jak Audi oddaliło się, jeszcze przez minutę można było poczuć zapach palonego oleju (zapewne z „beczki”). Czy to oznacza, że tylko zaniedbane diesle „kopcą”? Nie tylko, bo nowe też.

Bez komentarza …

Źródło: demotywatory.pl

W teorii zadbany nowoczesny silnik diesla, którego remont często przekracza 10 tys. zł ma być tak czysty jak silnik napędzany benzyną. Tak nie będzie, bo skład paliwa i inny proces spalania wykluczają podobne „gramatury spalin”. Te ostatnie określają masę gazów na jeden przejechany kilometr. Pewne jest, że nowoczesne instalacje pomagają mu być mniej szkodliwym dla środowiska niż konstrukcje, które nie wyposażono nawet w katalizator. Stara pompa jest zatem mniej ekologiczna niż „szyna” tyle, że ta „szyna” musi być sprawna.

Dlaczego dopiero teraz podjęto walkę z producentami? Dlatego, że skłamali. Próbowali przekonać, że mały wysilony silnik diesla potrafi zużyć nieco ponad 3 litry na każde 100 km, ale w praktyce okazało się, że 1.4 – litrowy „kurdupel” o trzech cylindrach pije tyle, co 2 – litrowa konstrukcja o podobnej mocy. W praktyce oznaczało to, że wysokoprężny „maluch” kopcił tak samo jak większy silnik a często nawet bardziej – z racji większych obciążeń, gdyż mniejszy silnik to nie zawsze mniejsze spalanie. To jest możliwe tylko w folderze.

Rzeczywistość zweryfikowała „ściemę”. Klienci odwrócili się od małych silników diesla na rzecz prostych benzynowych lub diesli o pojemności bliższej dwóm litrom. Na aferze najbardziej skorzystała … Toyota, która obniżyła ceny hybryd do poziomu cen diesli i powiększyła grono klientów. Ci, choć początkowo byli nieufni, przekonali się do skomplikowanego napędu. Tylko, czy ktoś porzuci swoją „Beczkę 200D” na rzecz Aurisa z dwoma silnikami i baterią wielkości sofy? Nie sądzę. W walce z ekologami „Beczka” ma jeden cenny argument.

Jaki? Baterie nie są wieczne i po 10 latach z pewnością trzeba będzie je wymienić – stare trzeba zutylizować, wyprodukować nowe i przy okazji wypuścić do atmosfery wiele szkodliwych związków chemicznych. Baterie nie są obojętne dla środowiska a ich przetwarzanie bardzo kosztowne. Stary diesel też nie jest obojętny, ale w przypadku tego ostatniego on zrobi milion kilometrów a może nawet i dwa a w tym samym czasie trzeba wyprodukować przynajmniej dwie nowe hybrydy i dwa nowoczesne diesle. I kto tu jest bardziej ekologiczny choć nie spełnia żadnych norm?

„Czadowy klasyk”

Źródło: beczkolandia.com.pl

Wyprodukowanie samochodu to wiele ton szkodliwych substancji wypuszczonych do atmosfery. Im jego produkcja odbywa się częściej tym bardziej oddziaływuje się na środowisko. Od huty poprzez fabrykę aż do stacji demontażu – każdy z tych zakładów to potencjalny truciciel wysyłający do atmosfery tony spalin. Im mniej samochodów krąży w tym cyklu, tym lepiej dla środowiska. W takim razie po co te normy? Może są one tylko dla biurokratów, którzy w ten sposób terroryzują producentów a ci muszą oszukiwać klientów.

Czy walka z Euro się skończy? Odpowiedzialność za to, że diesle trują będzie przerzucana pomiędzy ogniwami „łańcucha odpowiedzialności”, ale i tak nikt nie będzie poczuwał się do winy. Minie zapewne wiele lat zanim osiągnięty zostanie rozejm pomiędzy stronami konfliktu i w tym czasie większość nowoczesnych diesli skończy na złomie. Tymczasem … stara, poczciwa „Beczka” nadal będzie klekotała i wydalała z siebie kilogramy spalin. Tak, ona może i truje środowisko i robi to w nie mniejszym stopniu niż niejeden BiTurbo Diesel i przynajmniej … robi to z klasą.