Od początku motoryzacji wśród pijanych kierowców notowano przedstawicieli różnych zawodów. Wśród nich byli również Ci, których znamy z pierwszych stron gazet, ekranu telewizora czy tylko z głosu znanego z radioodbiornika. Zatrzymani zwykle zostawali pouczeni, rzadziej kończyło się na mandacie i areszcie. Czasem zdjęcie z autografem „załatwiało sprawę”. Z analizy wielu przypadków wynika, że znani mogą wszystko a promile za kierownicą nadal są akceptowane. Taki mamy klimat i nic nie wskazuje na to aby stan ten zmienił się w ciągu najbliższych lat.
Chcąc zrozumieć sposób postępowania z pijanymi celebrytami należy cofnąć się do maja 1929 roku. Kiedy Eugeniusz Bodo jadąc nowym Chevroletem „pod wpływem” spowodował wypadek, w którym zginął Witold Roland o sprawie rozpisywały się wszystkie polskie gazety. Pomimo zeznań policmajstra o stwierdzeniu upojenia alkoholowego u Bodo ten początkowo zaprzeczał. Dowody w postaci pustej butelki na podłodze wraku przeczyły zeznaniom Bodo, ale ten dopiero po ujawnieniu dowodów w procesie przyznał się do winy.
Wyrok? Pół roku „zawiasów” na 3 lata za spowodowanie wypadku „pod wpływem” ze skutkiem śmiertelnym. Bodo od tego czasu podobno nie wypił ani kropli alkoholu. Zastanawia wymiar kary – niski wyrok w zawieszeniu był wyjątkiem na tle innych kar wymierzanych za podobne przestępstwa. Zwykle wymierzano kary bez zawieszenia. Dla Bodo sędzia okazał się wyjątkowo łaskawy. Podobnych przypadków w tym czasie było więcej, ale przypadek Bodo jest najbardziej znany i najlepiej udokumentowany.
Artykuły o wypadku Chevroleta
Źródło: Fakt.pl
Jak mierzono poziom alkoholu przed wojną? Z tym jeszcze policja miała problem, ale gdy już samo podejrzenie stało się faktem to pijanego kierowcę zawożono do szpitala na płukanie żołądka. W latach 30-tych takie były standardy. Nie było kar bezwzględnego pozbawienia wolności, ale grzywny i ewentualnie krótki areszt. Było społeczne przyzwolenie i nawet wypadki śmiertelne z udziałem pijanych taksówkarzy (co było częste w dużych miastach) kończyły się łagodnymi wyrokami. Wracali do pracy i znowu wozili pasażerów pod wpływem do momentu kiedy znowu zostali złapani.
W 1989 roku na autostradzie obok San Diego Kazimierz Deyna najechał swoim Coltem na tył ciężarówki. Legendarny piłkarz zginął i pojawiło się wiele teorii spiskowych. Czy to było samobójstwo? U Deyny stwierdzono obecność alkoholu we krwi. Co więcej, jechał dużo szybciej niż można było w tym miejscu. Do dziś nie wyjaśniono czy to był wypadek czy działanie celowe. W tym przypadku nie można było go ukarać. Podobnie jak Patryka P., który zabrał ze sobą pasażerów. Zabrał na „drugi świat”, skąd raczej już nie wrócą.
W ostatnich latach lista pijanych celebrytów za kierownicą przedstawia się następująco: Tomasz Stockinger, Joanna Liszowska, Ilona Felicjańska, Daniel Olbrychski, Borys Szyc, Renata Dancewicz, Witold Dębicki, Beata Kozidrak i Kamil Durczok. Oczywiście nie można publikować nazwisk, ale i tak wszyscy szybko rozszyfrują „kto” to był i „co” zrobił. Żaden z powyższych nie odsiaduje wyroku. Jak nie zawieszenia to prace społeczne i udział w akcjach społecznych dla poprawy wizerunku. Jest to po prostu żałosne.
Ostatni przypadek znanego aktora Jerzego Stuhra jest przykładem nie tylko jazdy po alkoholu, ale kompletnego braku odpowiedzialności. W stanie upojenia alkoholowego potrącił motocyklistę. Dostał łagodny wyrok a wkrótce po tym zaczął bagatelizować całą sytuację. O tym rozpisywały się wszystkie portale plotkarskie. To spotkało się z tysiącami komentarzy – niemal wszyscy komentujący nie okazali litości nad aktorem i surowo ocenili jego postawę – tuż po wypadku jak i po ogłoszeniu wyroku. Czy warto okazywać litość dla tak „wybitnych” ludzi?
Okładka dziennika „Fakt”
Źródło: Fakt
Co gdyby jednak choć jedna z tych osób musiała „odsiadywać” wyrok? To byłby skuteczny bat na ludzi, którzy uważają, że są lepsi niż inni i zwyczajnie wolno im więcej. W czym są lepsi? W tym, że są znani? Gdyby sąd dla przykładu zamknął choć na rok jednego celebrytę to z pewnością „towarzystwo” poczułoby, że jednak nie są tak wyjątkowi jak o sobie myślą. Tego oczekuje społeczeństwo, gdyż bycie równym wobec prawa to nie pusty frazes. Tak po prostu powinno być. Niestety nie jest. Zamiast tego jest wyśmiewanie Ministra Sprawiedliwości.
Dużo mówi się i pisze o tym, że polska prokuratura jest „ręcznie sterowana” przez Ministra Sprawiedliwości. Patrząc na to co dzieje się w świecie „lepszych ludzi” prokuratura właśnie taka czasem powinna być. Jeżeli nie zaczną być karani tak jak „zwykli ludzie” to takich wypadków będzie coraz więcej. Jeżeli nie sąd, to przynajmniej ostracyzm społeczny i stosowanie wobec nich metod znanych z czasów międzywojennych. Płukanie żołądka Stuhra transmitowane w portalu plotkarskim powinno odnieść sukces taki jak inne jego filmy.
Dlaczego o tym piszę? Osobiście znam taką osobę, która ponad 20 lat temu spowodowała wypadek. Był pod wpływem i potrącił rowerzystę. Rowerzysta przeżył. Pijak za kierownicą został lekko ranny. Postępowanie szybko zakończono a przyczynił się do tego sam poszkodowany, który podpisał pijakowi dokument, w którym napisano o rzekomej dobrej opinii sprawcy. To był błąd i takim błędem jest pobłażanie wszystkim tym, którym wydaje się, że są wyjątkowi i niepowtarzalni. Szanujmy się, inaczej być może kiedyś w nas wjedzie jakaś pijana „gwiazda”.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









