Tylko SUV-y i wszelkiego rodzaju „motoryzacyjne kundle” opłaca się produkować – tak od dekady myślą księgowi wielkich koncernów. W ten oto sposób rynek zapełnia się dziwnymi „tworami” – wysokimi pseudoterenówkami z wielkimi kołami, podwyższoną podłogą i plastikowymi osłonami. Taki „twór marketingu” nie ma napędu na cztery koła, kąt natarcia i zejścia nie jest lepszy niż w sportowym roadsterze a ilość miejsca jest mniejsza niż w normalnym MPV i wyraźnie krótsza niż w kombi.
Takie wynalazki są zwykle o 20-30% droższe od normalnych odpowiedników, choć ich produkcja jest droższa o 10-15% względem niższego odpowiednika z tego samego segmentu. Tymczasem … często są one konstruowane w oparciu o platformę modelu mniejszego segmentu. To oznacza kolejne zyski. Części, choć często te same, są droższe co przynosi producentom … kolejne zyski. Tymczasem z rynku powoli znika segment D i E, w segmencie C „kundle” to połowa sprzedaży a „SUV-o wirus” przenosi się także do segmentu B.
Na szczęście nie wszyscy klienci chcą tych „wynalazków”. Dowodem tego jest pełzający renesans klasy średniej. Wszystko zaczęło się od sprzeciwu azjatyckich marek – Japończycy i Koreańczycy i ich linie modelowe Optima, i40, 6 i Stinger sprzedają się na tyle dobrze, że planuje się kolejne generacje. Nawet Toyota wprowadza Camry, która częściowo wypełni lukę po przestarzałym Avensisie. Europejskie marki są jak zwykle opóźnione i nieufne do powrotu do starych trendów. Według nich dotychczasowy klient musi zmienić przyzwyczajenia.
„Król” segmentu D
Źródło: materiały prasowe VW
Nowe Insignia, Talisman i Mondeo to jedynie modernizacje produktów globalnych. Istnieją tylko dzięki cięciu kosztów. PSA nie miało takich możliwości i chciało serie 508 i C5 zastąpić kolejnym „sruvem”. Tym razem nie udało się. Klienci dali jasny sygnał – macie nam zrobić „premium”, ale takie jak Audi a nie jak „dziadkowóz”. I zrobili wyceniając je drożej o 30% od „koncernowego kumpla” czyli Opla. Tak oto powstało 508 – francuski A5 Sportback, na którego trzeba czekać bo klienci rzucili się na niego jakby był w cenie Dacii.
Tymczasem, pomimo kosmicznej ceny, jedynie najtańsze egzemplarze bez świecących „kłów lwa” są dostępne od ręki. Tym razem to najdroższe wersje wymagają długiego oczekiwania na odbiór, co jest rynkowym kuriozum na skalę europejską. Cena 230 tys. zł za dwulitrowego diesla nie odstrasza tak jak pojemność najmocniejszego 225 – konnego silnik. Kosmiczne wnętrze, drzwi bez ramek i drewniane okleiny dla klientów są tyle warte. Ciekawe jak wyceniony będzie nowy Citroen C5 lub DS klasy średniej?
Oby podobnie, lub nieco taniej. Zamiast nudy, która dobrze sprzedawała się latach 90-tych – ciekawe kształty w stylu retro lub nowoczesne, godne określenia jako „premium”. To jest szansa dla nowej generacji w segmencie D. Podobnie jak kiedyś dla SUV-ów, które wywodzą się z pozbawienia Jeepa złudzeń o szybkim poruszaniu się po mieście. W takich warunkach sprawdzi się „psudoterenówka”. Ta jest po prostu atrakcyjna dla oka. Taki też powinien być każdy przedstawiciel klasy średniej. Czasem wystarczy wyróżnić się z tłumu, jak to zrobił Nissan.
„Oryginalny Nissan”
Źródło: materiały prasowe Nissana
Pamiętacie Primerę P12? Japońskie wcielenie Laguny było zbyt nowoczesne na ówczesne czasy – centralny zestaw zegarów, ostre linie nadwozia i nadmiar elektroniki wystraszyły klientów. Tymczasem wystarczyło przerobić drzwi na bezramkowe i … mamy awangardę w segmencie. O tym wtedy Nissan nie pomyślał. Szkoda, że w czasach nudnego Passata nie było niczego takiego w ofercie. Niszę VW zdobyło dopiero prezentując Passata CC. Był on próbą przeniesienia linii drogiego CLS-a do trzykrotnie tańszej klasy pojazdów.
Istnieje stereotyp, że SUV-a kupuje rodzina a limuzynę … tylko garstka przedstawicieli handlowych. Wiele w tym prawdy, ale od czasów pudełkowatych sedanów minęło już niemal 30 lat i pora zerwać z tymi kształtami. Teraz liczy się liftback ozdobiony na wzór coupe. Nie musi być wzorem funkcjonalności. Ma mieć dobre osiągi, wyróżniać się od z masy podobnych konstrukcji i oferować większość dotychczasowych opcji w standardzie. Cena? Nie musi być niska, ale musi być uzasadniona wyposażeniem lub jakością wykonania.
Takiego „średniaka” kupi wielu klientów. Ci, którzy wybiorą „pewniaka” czyli Passata na pewno nie dokonają złego wyboru. Pozostali będą szukać „czegoś” wyjątkowego. Na pewno Citroen znajdzie wielu klientów, którzy zobaczą w nim powrót do lat 50-tych. Peugeot i Opel również będą popularne. Niemieckie i japońskie „premium” nam nie „zasuwieją”. Na to właśnie liczą klienci. Oni chcą być „średniakami”, ale nie „przeciętniakami” – jedno z drugim nie ma kompletnie nic wspólnego. To jakby przyrównać posiadanie crossovera do … braku zdania.
Tak, jeżeli chcemy wszystkiego naraz to naprawdę nie wiemy czego chcemy. Tymczasem posiadając model ze zdefiniowanego segmentu uważamy się za „konkretnych”. Oznacza to, że potrafimy podjąć decyzję i choć wybieramy podobnie jak inni, to jednak nie do końca – to jakby do przygotowanego wcześniej dania wrzucić „coś od siebie”. Tak myślą klienci Peugeota i są za to w stanie zapłacić każde pieniądze. Oryginalność ma swoją cenę – to jedna z filozofii wyznawanych przez księgowych a oni na ogół … wiedzą co robią.
Kończąc ten pokręcony wywód należy wspomnieć, że „mid size” przez ostatnie lata była podkradana przez rozrastający się segment C. Pomimo wielu przeciwności jednak nie przewiduje się rychłego końca tego segmentu. Prawie każda litera pierwszej połowy alfabetu odpowiada wielkości pojazdu. Nie ma mowy o tym, żeby brakowało jednej z nich. Nie można jej zastąpić żadną inną żeby nie zmieniać układu znanego od wielu pokoleń. Peugeot jest jak nowa nadzieja, która zwiastuje nowe lepsze czasy. Jego litera „D” nie jest napisana zwykłą czcionką. Ramen.
Podobne wpisy:
Co nam pozostało z Mitsubishi?
Granica zapomnienia
O zapomnianej rocznicy
O planach na przyszłość, Daihatsu i doktorze Kaczmarku
Pan Kleks i koreańska rdza
Dlaczego mechaników nie uczy się historii?
Cicho wszędzie, głucho wszędzie ...
Dlaczego Wy trujecie ludzi?
O pijanych celebrytach i ich uprzywilejowaniu

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








