Felieton o plastiku, zespole i Tychach

przez | 19 listopada, 2021

Spokojnie, już nie będzie „dziwnych terminów znanych tylko jednej społeczności”. Faktem jest, że tekst ten wywołał wiele kontrowersji, ale podobnych znajdziecie wiele i nie tylko na „tęczowych” stronach. Ten był wyjątkowy pod względem obszerności i „typów” – nie były to współczesne konstrukcje. Dobór słownictwa był dostosowany do tematyki. Nic w tym dziwnego, bloga czytają różni odbiorcy (tu: podziękowania dla statystyki) i dla tych kilku procent społeczności warto było to zrobić.

„Morze plastiku” według Toyoty

Źródło: Allegro

Dlaczego o plastiku? Używając pojazdu, który śmiało można w środku czyścić za pomocą myjki ciśnieniowej stwierdzam, że warto o tym napisać. Dlaczego? Porównajcie sobie wnętrza zabytkowych pojazdów i dzisiejsze. Kilkadziesiąt lat temu tworzywa sztuczne nie były znane. Elementy z gumy były i są nieatrakcyjne dla oka. Nie można ich lakierować a wszelkie próby kończą się na tym, że nawet najlepszy lakier szybko traci barwę i odpada od powierzchni. Tak, guma to materiał na „to”, czego codziennie nie widzimy w samochodzie.

Plastik rozpanoszył się nawet w najdroższych wnętrzach. Widzieliście kiedyś Teslę? Już samo nadwozie wykonane jest gorzej niż Lanos z FSO (widzę to „coś” codziennie i jest po prostu tandetna). W środku? Gorzej. Tandetnie spasowane tworzywa potrafią skrzypieć na nierównościach i pewnie szybko stracą nadaną im fakturę. Tu należy wspomnieć, że nie tylko Tesla jest plastikowa i nie tylko tanie samochody mają ten problem. Problem ten dotyczy konstrukcji wycenianych na miliony. Jakich? Można wymieniać bez końca.

Alfa Romeo Gulia przed modernizacją miała obudowę tunelu środkowego wykonaną z „samotrzeszczącego” tworzywa. Tandeta jakich mało. Jaguar? Wnęki w drzwiach czasem potrafią wydawać z siebie „kosmiczne dźwięki”? Mercedes? Obudowa „telewizora” jest zadziwiająco miękka i ugina się pod najmniejszym naciskiem. Plastiki w Ferrari? Spójrzcie na te na kierownicy. To tandeta za 1,5 mln złotych. Niczym z bakelitu odlanego w latach 70-tych. Volvo? Ekologia, ale skórzane fotele z plastikowej krowy również szybko się wycierają.

Gdzie najlepiej wyczuć plastikową tandetę? Pod kolumną kierownicy. Dolna część odbudowy zwykle jest wykonana z najgorszych materiałów. Tam obudowa trzeszczy nawet w Bentleyu. To element najmniej widoczny, zatem nikt nie zwraca na niego uwagi. Tymczasem to właśnie on potrafi wydawać z siebie „kosmiczne dźwięki”. Element za kilka euro czy dolarów w samochodzie za setki tysięcy? Szaleństwo, ale „tandeta” to słowo klucz do utrzymania relacji kosztów z ewentualnym zyskiem. Zwykle jest ukryta i odkrywamy ją przy okazji napraw.

Tu nic nie skrzypi

Źródło: Audi

I tu pojawia się Audi. Audi ma w sobie „coś” doskonałego. W nowym Audi nic nie trzeszczy – nawet na największych dziurach nie słychać tarcia materiałów. Niemiecka jakość montażu nie jest tylko pustym słowem. To doświadczenie, które doskonalono przez lata. Materiały? Tak, ale to ręce pracowników wypracowały jakość montażu, której wielu zazdrości. Jak ją osiągnąć? Ciężką pracą i wzajemną pomocą. Jaki jest jej efekt? Do wyjaśnienia potrzebuję trochę „prywaty” z życia typowego belfra z „zawodówki”.

Pewnego razu rozchorowała się nam „Dyrekcja”. Podczas rozmowy telefonicznej usłyszeliśmy, że można Nas samemu zostawić i nic nie wybuchnie. Co to oznacza? To wyraz zaufania do pracowników. To wiara w to, że nasza praca jest na tyle efektywna, że nie potrzeba ciągłego nadzoru nad „szkolną machiną” i raz wprawiona w ruch działa sprawnie niczym „perpetum mobile”. Takiego szefa i pracowników powinna mieć każda fabryka samochodów (i nie tylko). Nie każdy zespół zasługuje na takie zaufanie ze strony przełożonego.

Jeżeli ludzie formuują zespół to znaczy, że są w stanie rozumieć cel, dla którego są w stanie tolerować swoją obecność te kilka godzin dziennie (to najkrótsza „nieksiążkowa” definicja). Z tego wynika, że w fabrykach Audi lub Lexusa muszą być naprawdę zgrane zespoły i szefowie. Niestety, nie można tego napisać o brytyjskich czy włoskich montowniach, które znane są z wypuszczania na rynek produktów z wadami fabrycznymi. A amerykańskie fabryki? To temat na osobny wpis. Amerykanie mają inną filozofię wykończenia.

Po prostu nie zwracają na do uwagi. Wystarczy porównać wykończenie Cadillaka z wykończeniem Lexusa czy Audi. Amerykanie nie zwracają uwagi na detale. Europejczycy są innego zdania. Amerykanie jakość mierzą ceną, Europejczycy – najwyższą dokładnością. Od dokładnej analizy wnętrza można się wykończyć. A Toyota? Toyota „morze plastiku” we wnętrzu uzasadnia skupieniem się nad doskonałością napędu. Tam rządzą najlepsi inżynierowie więc „coś” w tym musi być. Po prostu mają inną filozofię – „może skrzypieć, ale ma się nie psuć”.

„Tu jest jakby luksusowo”

Źródło: Cadillac

Laurkę należy wystawić Tychom. Fiaty z Tych (te nowe) nie skrzypią. Tam musi pracować „zgrana paczka”. Oni poradzą sobie z każdym plastikiem. Być może jest twardy i nie wygląda na „premium”, ale jest spasowany tak, że nie trzeba się wstydzić, że jest to produkt „Made in Poland”. Na koniec wniosek, który Jakość każdego miejsca (i produktu) tworzą ludzie – ich mądrość, doświadczenie i pasja do tego, co się robi. Tak jest w Naszym „Mechaniku”. Tak jest w wielu miejscach, ale są też takie, które muszą się tego uczyć.