W ostatnich dniach w „kręgach zbliżonych do Fiata” pojawiła się informacja o tym, że „elektryczny Fiat 500” zacznie wydzielać z siebie spaliny. Nie, nie zacznie palić się a stanie się hybrydą. To jedna z najlepszych decyzji ostatnich lat. To krok wstecz w rozwoju, ale pokazuje gdzie popełniliśmy błąd chcąc jak najszybciej pozbyć się spalinowej motoryzacji. Fiat w zasadzie ma tylko dwa silniki do wyboru – słabą „litrówkę” o mocy 69 KM lub „cudowny” 1.2 konstrukcji … PSA, czyli „cud techniki” z paskiem zamoczonym w oleju. W sumie trudno wybrać co jest lepsze.
Wraz z brakiem pieniędzy na dopłaty do „elektryków” klienci przypomnieli sobie o tym, że istnieje „coś” takiego jak Diesel. Najlepszy przykład? Rynek niemiecki i skandynawski, gdzie zanotowano znaczne spadki sprzedaży „elektrowozów”. Zamiast baterii klienci chcą tankować olej napędowy lub ustawiają się w kolejkach do Toyoty i Lexusa po ich hybrydy. To lekcja dla tych, którzy wycofali ze swojej oferty konwencjonalne konstrukcje na rzecz drogich pojazdów elektrycznych. Bycie modnym nie zawsze jest dobre dla portfela przedsiębiorcy.
Dopiero teraz to zrozumiano? Tak, ale pomocni w tym byli Chińczycy. Kiedy kilkanaście lat temu wchodzili do Europy – przegrali. Ich benzynowe limuzyny i SUV-y z papieru były kopią techniki Mitsubishi. Szybko zrozumieli, że nie są w stanie konkurować z Dacią czy Fiatem, choć ambicje były o wiele większe. Zainwestowali w rozwój pojazdów elektrycznych i w kilka lat dogonili marki europejskie a z u progu trzeciej dekady XXI wieku oferowali konkurencyjne, względem europejskich „elektrowozów”, konstrukcje. Nastąpił drugi atak na europejski rynek.
BYD Y6 – elektryczna chińska „taksówka”

Źródło: wikimedia
Tym razem udany. Początkowo pojazdy elektryczne, później dopracowane tanie „spalinówki” i tym razem nie były to kopie japońskiej technologii. W czasie, gdy Chińczycy rozpoczęli podbój Europy, idioci rządzący europejską motoryzacją sprzedawali mało i w „kosmicznych” cenach. Proces ten trwał prawie 3 lata. Dopiero po upływie 3 lat kierownictwa europejskich koncernów zrozumiały jak Chińczycy zrobili ich w „bambuko”. Ciekawe jaka była ich reakcja po weryfikacji statystyk sprzedaży na początku bieżącego roku? Bolało? Nawet „spinacz” z Excela śmiał się z głupoty władz Fiata.
W czasie, gdy europejskie marki lansowały kable i baterie, Koreańczycy również wykorzystali ten fakt oferując w Europie względnie tanie samochody miejskie i proste hybrydy. W Stelantisie w tym czasie były tylko baterie albo 1.2 od Peugeota, silników Fiata już nie było. Idioci. Zgubiła ich moda. Moda jest dziwna, podążanie za trendami często jest po prostu głupie. Czy facet może chodzić w „skinny jeans”? Teoretycznie tak, ale wygląda dziwnie a złośliwi powiedzą mu, że „krew do mózgu mu nie dociera” widząc jak opięte ma okolice krocza. Trend szybko pojawił się i pewnie szybko zniknie.
Trend, a w zasadzie religia, „ekologizm” to tylko przejściowa moda. Postulaty słuszne, ale „postulat” to przecież „coś, co zostanie spełnione po upływie stu lat. W pełni elektryczne samochody właśnie wtedy powinni się pojawić. Tymczasem napęd hybrydowy to „coś”, co powinno być rozwijane. Nie jest to żadna nowość – to przecież Lohner, później prototypy Porsche dla „malarza z Austrii” i w końcu autobusy Toyoty z końca lat 60-tych. Technika „współpracy” kilku silników jest rozwijana od wielu lat i wydaje się być dopracowana do perfekcji. To „Haute couture” świata motoryzacji.
Co to znaczy? To „wysokie krawiectwo” a zatem sztuka. To „coś” modnego i drogiego. Prawie jak pierwszy Prius z lat 90-tych. Nie była modna, miała wady, ale wytyczyła nowe trendy a w drugiej generacji była w USA bardziej pożądana niż drogie Porsche czy Cadillac. I … wcale nie była to rewolucja techniczna a raczej dopracowany pomysł, którego historia sięgała ponad 100 lat. To doskonały przykład tego, że moda ma swoje cykle, w których powtarzają się pewne trendy. Moda dotyczy motoryzacji w równym stopniu co ubrań. Przykładem tego jest moda SUV-y.
Toyota Prius – najbardziej rozsądna technologia
Źródło: greenmotor.co.uk
Moda jest kształtowana przez trendy, które podlegają cyklom. „Coś” powtarza się i raz jest akceptowane a raz nie. SUV-y jeszcze kilka lat temu były modne, ale od roku obserwuje się modę na nadwozia typu kombi-van” i MPV. Klienci zrozumieli, że SUV-em z przednim napędem w teren nie wjadą a MPV i osobowe „dostawczaki” oferują więcej miejsca na tej samej powierzchni i są tańsze. Kto był odpowiedzialny za powrót tego trendu? Tym razem to nie Chińczycy czy Koreańczycy a Japończycy, którzy nigdy nie zrezygnowali z produkcji MPV o różnej wielkości.
W czasie, gdy inni podnosili zawieszenia o 2 cm i dokładali plastikowe osłony, Japończycy oferowali MPV od rozmiaru „kei” aż po 5-metrowe „salony na kołach”. To, że przez pewien okres nie były modne nie miało dla nich żadnego znaczenia. Gdy wprowadzili do Europy luksusowe MPV od Lexusa to klienci przypomnieli sobie, że można mieć luksusowy mikrobus, do którego można wsiadać bez obawy o kapelusz i obolałe kolana. To, że nie ma długiej i wysokiej maski nie było ważne. Pod nią przecież może być 1.2 z turbiną albo nawet … 1.0 z dwiema.
Trzeba przyznać, że Azjaci modę motoryzacyjną opanowali do perfekcji. Chińczycy nauczyli się jak wykorzystywać niszę na rynku, Koreańczycy – jak nie eksperymentować a Japończycy – przekonali Nas, że w tradycji nie ma nic złego. Odrobili lekcję, na której Europejczycy byli na wagarach. Teraz za to płacą a „nadrobienie materiału” zajmie im kolejne kilka lat. „Trzeba było się uczyć a nie spisywać z GPT” – to mądrości nauczyciela, ale w tym przypadku znajdują zastosowanie. Egzamin z ekonomiki produkcji azjatyckie marki zdały śpiewająco. Europejczyków czeka poprawka.
Marvel – „oaza zdrowego rozsądku”
Źródło: Grupa Marvel
Na potwierdzenie tego stanu – przykład. W salonie Fiata pustki – tylko najtańsze „500-tki” i Tipo z napędem hybrydowym w cenie najtańszego BMW i Mercedesa. W Kia? Do wyboru, do koloru. Najtańsze Picanto, Cee’d z normalnymi silnikami w rozsądnej cenie, później SUV-y z napędem hybrydowym. Hyundai? U nich nauczyciel ma zawsze zniżki a wybór samochodów z silnikami spalinowymi jest ograniczony jedynie portfelem i nie sprowadza się do dwóch modeli. Można? Można. To jest prawdziwa moda. Modny jest wybór i dostosowanie pod każdego klienta.
Dla jednych modny jest garnitur, dla innych sandały sportowe w połączeniu z białymi skarpetami i białą „żonobijką” – nie można nikomu narzucić jednego sposobu ubierania się a co dopiero myślenia. W Europie próbowali tego dyktatorzy, ale zwykle kończyli marnie. W świecie marketingu ograniczenie wyboru często kończy się tym, że decyzje o zakupie odracza się czekając na możliwość wyboru kolejnych alternatyw. Tego niestety europejskie marki nie przewidziały we właściwym czasie i dopiero teraz podejmują próby naprawienia swoich błędów.
Na koniec – „coś” z własnego doświadczenia. Gdy inni faceci spinali swoje „klejnoty” w ciasnych spodniach piszący te słowa zawsze nosił spodnie z szerokimi nogawkami. Gdy nauczyciele często noszą marynarki, ten preferuje bluzę z kapturem. Gdy inni nauczyciele w czerwcu noszą długie spodnie, ten często paraduje po korytarzu w krótkich spodenkach i z widoczną dziarą na ręce. Można? Nie zawsze, ale moda to czasem łamanie zasad a ograniczenia często potęgują chęć łamania wszelkich przepisów. Niech ta durna Unia o tym zapamięta.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








