Dlaczego prowadzenie bloga to taka ciężka praca?

przez | 29 września, 2024

Blogów motoryzacyjnych są tysiące. Wszyscy piszą o tym samym a znaleźć coś ciekawego jest bardzo trudno. Nikt tego nie czyta, chyba, że „gimbaza” na przerwach lub pod ławką podczas nudnej lekcji. Tematem, który podbija statystyki jest „TDI” a im więcej zdjęć, tym ciekawszy odbiór treści. To po co właściwie pisać, skoro wszyscy o tym wiedzą?

Blogi powstają z potrzeby chwili, są odpowiedzią na zapotrzebowania reklamodawców lub są „śmietnikiem myśli”. Czasem z innych, mniej ważnych powodów co wcale nie oznacza, że nie są one istotne. Przynajmniej dla autora, z czytelnikami bywa różnie. Skoro jednak mamy powód to nie pozostaje nic innego jak zacząć myśleć o pisaniu i znaleźć pomysł na własnego motoryzacyjnego bloga.

Wymyślenie czegoś nowego jest trudne, co wcale nie znaczy, że nie niemożliwe. Potrzeba pomysłu, planu jego realizacji, następnie należy śpiąć … się i działać. Jakie to proste? Oczywiście plan działania uwzględnia dochody z reklam i przyszłe gwiazdorstwo autora. Niestety, nie należy spodziewać się kariery na miarę blogerek modowych. To błędna droga.

Niezależnie od tematyki, czy zajmujemy się tropieniem drogowych absurdów, wyczynami kierowców czy może wpadkami drogówki lub straży miejskiej – ważne, że mamy jakiś pomysł. Należy pamiętać, że wraz z upływem czasu pomysł ten będzie się rozwijał. To dopiero początek, ale bez tego nie ruszymy z miejsca. A jak wiemy, kto stoi w miejscu, ten …

Na dobry początek …

Źródło: se.pl

Piszemy. Nie na blogu a w zwykłym edytorze lub na papierze. Pierwszy post, lub artykuł – tak brzmi dumniej, jest sprawdzianem tego, czy rzeczywiście mamy talent. Nie, nie będzie to jeszcze tekst na miarę nagrody Pulitzera czy innej nagrody. Nie oszukujmy się – to dopiero przymiarka, ale coś nakazuje nam podzielić się naszymi wypocinami z innymi.

Tak, mamy temat i gotowy tekst historii o wynalazcy, który w szopie stworzył nowe paliwo. Było to 130 lat temu a podczas eksperymentów nie obyło się bez widowiskowej eksplozji. Nie pozostaje nic innego, jak zadecydować gdzie będziemy publikować i za co – czy będzie to darmowe miejsce, czy może płatne. W tym drugim przypadku założenie bloga jest trudniejsze, ale bardziej korzystne.

Należy pamiętać, że wszelkie treści napisane na darmowym blogu są własnością … właściciela serwisu, który udostępnia nam miejsce. Tak jest w większości przypadków, co wiąże się z koniecznością akceptacji regulaminów, reklam nierzetelnych firm oraz umieszczaniem loga naszego dobroczyńcy. Jednak czy każdy, kto interesuje się motoryzacją ma haluksy, nadwagę i impotencję?

Za zaledwie kilkadziesiąt złotych rocznie można uzyskać własne miejsce w sieci i wsparcie techniczne – takie, jak oferuje choćby INFO-CAL. W dodatku mamy kilkudniowy okres testowy na wypróbowanie wszystkich dostępnych usług oraz naszych umiejętności. Wbrew pozorom – to tylko wydaje się trudne, choć wcale takim nie jest.

Już nie trzeba wrzucać całego CMS-a ręcznie. Służą temu systemy, którym tylko wskazujemy miejsce a one same instalują wszystko, co będzie nam potrzebne. Niezależnie od tego czy wybierzemy Joomlę, Drupala, WordPress, Mambo czy inny – instalacja będzie prosta a jej efekt przewidywalny. Tylko dlaczego po wpisaniu adresu wyświetlają się jakieś bzdury? Biała karta lub 'zapchaj dziura’ w bliżej nieokreślonym języku?

Jeżeli tak jest i zamiast czegoś innego wyświetla się powyższe … to bardzo dobrze. Teraz pora na wybór szablonu bloga – ich są tysiące a każdy można dowolnie zmieniać bez obaw o opublikowane treści. Ustalamy wygląd, opisujemy to, o czym będziemy pisać i po wyborze zdjęcia przodu lub tyłu Citroëna DS wklejamy je do nagłówka. To podobno najczęściej wybierane zdjęcie nagłówkowe. Nie chcecie? Zatem szukamy czegoś bardziej oryginalnego.

Ważnym elementem motoryzacyjnego bloga są tzw. wtyczki. Są to te wszystkie drobne elementy, które najczęściej pojawiają się w paskach bocznych – archiwum, najczęściej czytane, liczniki, odsyłacze, komentarze i wszechobecne serwisy społecznościowe. Jest tego jakiś milion, z czego większość nie działa, ale przy odrobinie szczęścia skomponujemy zestaw działających gadżetów.

Teraz otwierany edytor i szukamy kartki lub pliku z naszym pierwszym artykułem. Wpisujemy lub kopiujemy, dodajemy zdjęcia i gotowe. Publikujemy i … czekamy na czytelników. Minął dzień, tydzień, miesiąc a nasz licznik nadal pokazuje zero wyświetleń? Cóż, bez marketingu i reklamy szansa, że zdobędziemy czytelników jest niewielka. Na szczęście mamy fejsy, tłity i komentarze na portalach. Do dzieła! Byle z rozwagą.

To teraz czas na kasę. Nie, blogger z klasą omija szerokim łukiem systemy do umieszczania reklam. Jeżeli mamy dużą liczbę czytelników to lepiej znaleźć samemu kogoś, kto potrzebuje reklamy i je umieszczać tak, aby nie przeszkadzały w odbiorze treści. Mądrze napisany artykuł sponsorowany przyniesie więcej korzyści niż adsense, którego umieszczenie jest … bez sensu.

Czytelnicy blogów motoryzacyjnych cenią sobie możliwość komentowania. Z tej możliwości korzystają też roboty, które chcą nam zaoferować darmowego wirusa lub wizytę w wirtualnym kasynie. Na szczęście jest captcha, dzięki której pozbędziemy się trolli. Na złośliwości nie warto reagować, przyjmujemy do siebie tylko to, co dobre. W końcu znamy podstawową zasadę celebrytów – nie ważne, co mówią, byle mówili.

… może kiedyś ?

100dni117

Źródło: gazeta.pl

Publikujemy następny wpis. I następny. Gdy już mamy opublikowanych kilka wpisów warto podjąć temat, który wciąganie czytelników na dłużej. Może to być subiektywny ranking motoryzacyjnych dziwadeł, który przyciąganie uwagę czytelników czy żądnych sensacji komentatorów lub każdy inny pomysł o zróżnicowanym stopniu oryginalności.

Gdy już jesteśmy dumnymi blogerami, warto pokazać się. Nie zapomnijmy o zdjęciu – własnym oczywiście. Motomaniacy najczęściej publikują te, zrobione w pozie 'zimnego łokcia’. Uzupełniany dane i teraz już jesteśmy prawdziwymi blogerami. Pamiętajmy o regularności naszej pracy i dbajmy o właściwą, dobrą kondycję naszego wirtualnego dzieła.

Co pewien czas należy sprawdzać, czy źródła, z których korzystamy są wiarygodne i czy nadal są dostępne. To potrzebne w celu aktualizacji danych i sprawdzania poprawności naszej pracy. Często zdarza się, że po kilku dniach od opublikowania mamy wysyp komentarzy negujących nasze źródła. Sprawdźmy, czy aby nasi czytelnicy nie mają racji.

Co kilka miesięcy należy zmieniać wygląd naszego bloga – nowe funkcje, lepsze grafiki a może nowy szablon? Jest wiele możliwości. Należy pamiętać o okresowej archiwizacji naszych treści a przed każdą poważną zmianą zapisujemy kopię. W każdym systemie CMS jest opcja eksportu treści, z której warto korzystać. Wtedy nie jest straszna żadna awaria.

Na koniec o 'hejcie’. W przeciwieństwie do wielu portali, na blogu adresat opinii ma pełną kontrolę nad opiniami i komentarzami. Osobom uwielbiającym krytykować wszystko i wszystkich należy dać swobodę – przecież nic tak nie poprawia statystyk i podnosi wpływy z reklam jak komentarze. Niektóre trolle o tym nie wiedzą, może to i lepiej. Dla nas i dla naszego budżetu.

Tak, prowadzenie motobloga to naprawdę ciężka praca.

Od autora:

Celowo nie wyczerpałem tematu, gdyż podobnych tekstów jest mnóstwo. Celem tego tekstu było ujawnienie stereotypów, obalenie mitów i zwrócenie uwagi na to, o czym blogerzy nie mówią, lub nie chcą mówić.

* W artykule znajduje się lokowanie produktu.