Oryginalny jak kserokopia, część trzecia i ostatnia

przez | 25 stycznia, 2022

Scion xA to krewny Toyoty Urban Cruiser oraz Daihatsu Materia. Na zdjęciu jednak nie ma Toyoty. To Cool Bear produkowany przez markę Great Wall. Do napędu tego „kanciastego misiaczka” służą silniki o poj. 1.2-1.5 dm3. Co prawda zadbano o kilka indywidualnych detali, ale znajoma kanciasta sylwetka wskazuje na japoński rodowód. W ten wersji model produkowano do 2015 roku, po czym zastąpiono ją uterenowioną wizualnie wersją. W kategorii „misiomobili” dajemy mu mocne 3. Oryginał to w końcu Toyota ze wszystkimi jej zaletami.

Great Wall Cool Bear

Źródło: wikimedia

Zonda czyli … chińska marka autobusów i jej najważniejszy produkt, który jest kopią naszego Neoplana. Model Starliner według zapewnienia producenta nie jest kopią a zbieżność jest zupełnie przypadkowa. Fakt, budowa większości autobusów jest taka sama, ale inspiracje są widoczne. Oczywiście Chińczycy nie przyznają się, ale dla nas to jest powód do dumy. Oryginał korzysta z silników MAN-a, tymczasem Zonda postawiła na klony japońskich silników. My jesteśmy ciekawi, co na to Horacio Pagani. Czy wie o istnieniu tego producenta?

Zonda (od góry) i oryginalny Neoplan (poniżej)

Źródło: chinesecars.net, autoline

Czy to BMW i3 w nowej przedłużonej wersji? Nie, to Yema B11 czyli rodzinny crossover z napędem hybrydowym. Napędza go kopia silnika Toyoty 1.0 dmi 41 – konny silnik elektryczny. Yema w odróżnieniu od oryginału ma dwie pary długich drzwi oraz mniejsze koła. Z pewnością wnętrze jest większe niż w BMW, ale osiągi znacznie gorsze. Podobnie jak jakość tworzyw. Doceniamy pomysł na modny ekologiczny pojazd, ale niestety silnik napędzający Toyotę Aygo to kiepski pomysł w samochodzie tej wielkości. Do poprawki. Proponujemy skopiować silnik 1.8 z Priusa.

Yema B11

Źródło: Profi Auto

VW Up w najuboższej wersji kontra ze wszystkimi dodatkami? Nie. Po lewej stronie poniższego zdjęcia widzicie NIO Weikerui V7. Jest to klon VW napędzany słabym silnikiem elektrycznym. Może jeździć z prędkością do 50 km/h a zasięg wynosi 120 km. Nie jest to zatem pełnoprawny samochód a „lekki czterokołowiec”. Jego cena w przeliczeniu na złotówki to około 15 tys. zł. Oryginał jest kilkukrotnie droższy. Co ciekawe marka NIO została pozwana przez kilku chińskich producentów o proceder kopiowania. Chińczycy sami siebie kopiują? To ciekawe …

NIO Weikerui V7 i oryginalny UP

Źródło: samochodyelektryczne.news

W historii chińskiego procederu kopiowania czasem znajdą się i takie projekty, które są oczywistą „inspiracją”, ale wykonaną w sposób taki, że bolą oczy. Wśród nich są często modele z „fałszywymi” klamkami, których nadwozia są przystosowane do dwóch osób zamiast dla czterech a drzwi są jedynie dekoracją. Są również modele sportowe, których karoseria powinna mieścić silnik za fotelami a liczba pasażerów powinna być ograniczona do dwóch, ale Chińczycy w swojej „interpretacji” zwiększają liczbę siedzeń do czterech. Oto przykład najcięższego „kalibru”.

Chińska marka LCEV, której nazwa oznacza „wolnobieżne samochody elektryczne” postanowiła skopiować … Bugatti. Pojazd nazwany Shandong Qilu Fengde P8 to Chiron, który pojedzie z prędkością maksymalną … 64 km/h. Z racji opon o wysokim profilu nie obawia się wysokich krawężników. Cena tego „wynalazku” to około 5 tys. euro. Zasięg nie jest nam znany, podobnie jak ładowność tej konstrukcji. Co ciekawe, marka ta oferuje również „klony” Audi R8 o takim samym napędzie. Nie znamy stanowiska Bugatti, ale na pewno nie są zachwyceni taką profanacją ich konstrukcji.

Rodzinne Bugatti?

Źródło: carscoops

Dadi Shuttle ma oryginalną linię boczną, ale przód to kopia Toyoty Land Cruiser. Zarówno błotniki jak i maska, reflektory i atrapa to kopia serii 90. Do napędu użyto silnika benzynowego o poj. 2.4 dm3 i mocy 130 KM lub diesla Isuzu o mocy 88 KM. Duży i ciężki samochód terenowy tym samym nie zapewnia dobrych osiągów. Trzeba przyznać, że cała konstrukcja prezentuje się ciekawie. Pojazd ma 7 miejsc, ale daleko mu do oryginału. Ten Dadi wcale nie jest „cool”. Oferowany jest wyłącznie na rynku chińskim za równowartość 110 tys. zł. Niewiele taniej niż terenówki Ssang Younga.

Dadi Shuttle

Źródło: madeinchina.com

DongFeng Brave Soldier czyli „odważny żołnierz” to kopia Hummera H1 po wieku modernizacjach. Obecna generacja nosi już pewne własne cechy, ale proporcje oraz linia boczna nie dają zapomnieć na czym się wzorowano. Kopia H1 jest napędzana przez 185 – konny silnik o poj. 4.5 dm3. Podobnie jak w przypadku oryginału, również ten pojazd jest używany przez chińską armię a na rynek cywilny trafia wersja wyposażona w dodatkowe wyposażenie. Podobno „modele na rynek cywilny są montowane z najwyższą starannością”. Wierzymy na słowo.

Brave Soldier

Źródło: chinamobil.ru

Zotye T600 czerpie inspiracje z SUV-ów koncernu VW. Można zauważyć linie Tuarega oraz Audi Q5.  Samochód jest lżejszy niż oryginalne SUV-y VW i Audi – waży jedynie 1,54 tony dzięki czemu nawet 1.5 – litrowy silnik o mocy 163 KM jest wystarczającym źródłem napędu (prędkość maksymalna jest ograniczona do 180 km/h). Oczywiście nie obyło się bez protestu grupy VAG, ale Zotye nadal jest produkowane. Cena w przeliczeniu na złotówki to ok. 45 tys. zł za najtańszą wersję i prawie 80 tys. zł za model z dwulitrowym silnikiem i kompletnym wyposażeniem. To zaledwie 1/3 ceny oryginału.

Zotye T600

Źródło: chinamobil.ru

BYD Flyer wydaje się być całkowicie niezależną konstrukcją. Tymczasem jest to 5 – drzwiowa odmiana … Fiata Seicento z wieloma drobnymi zmianami. Kopia jest o 18 cm dłuższa od oryginału a do jej napędu służą stare i niezawodne silniki Suzuki o poj. 0.8 dm3 i mocy 39-41 KM. W przeliczeniu na złotówki Flyer kosztuje około 13-15 tys. zł. W tym przypadku nie musimy obawiać się o poziom oferowanego bezpieczeństwa. Jest taki sam jak w oryginale, czyli żaden. Fyer był oferowany nawet na rynku włoskim, jednak największe „sukcesy” odnosi w byłych radzieckich „Stanach”.

BYD Flyer

Źródło: Youtube

Koniec? Tak, gdyż szukając podobieństw pomiędzy chińskimi a europejskimi czy japońskimi konstrukcjami można ich zliczyć setki a może i tysiące. Kopiowane jest wszystko a przecieki z biur projektowych sprawiają, że Chińczycy mają dostęp do prototypów zanim jeszcze zostaną pokazane na wystawach. Co ważne, chińscy producenci wykazują się większą odwagą wprowadzając niesprawdzone technologie na rynek. Ich zachowanie ma jedną zaletę – oryginały stają się bardziej pożądane, bo przecież naśladownictwo jest najwyższą formą uznania.

W ostatnich latach obserwuje się coraz większą samodzielność chińskiej motoryzacji. Kopiowane są nie tylko linie karoserii, ale zaczyna się dbać o jakość oferty i nie korzysta ze starych technologii japońskich producentów, ale próbuje opracować własne. Z różnym skutkiem, ale dzięki temu Chińczycy się uczą. Jednym ze sposobów nauki są zakupy akcji lub nawet całych firm zagranicznych. Pompują w nie swoje jeny a zyskują dostęp do nowoczesnych silników, płyt podłogowych czy standardów wykonania, które dla europejskich rynków muszą być jak najlepsze.

Jaka będzie przyszłość? Chińczycy doganiają Zachód w tempie szybszym niż Koreańczycy. Koreańczykom zajęło to około 30 lat, Chińczycy zrobili to w kilkanaście lat. Ich obecne produkty to już poziom tzw. „budżetowych” marek, przy czym nie zamierzają przestać na stworzeniu konkurencji dla Dacii czy koreańskich Chevroletów. W krótkim czasie opanowali downsizing, na czas wyczuli aktualne trendy we wzornictwie i zaopatrują się u znanych producentów części dzięki czemu ich auta już nie rdzewieją po trzech latach ani nie rozlatują się podczas jazdy. Pozostaje tylko poprawić bezpieczeństwo.

Część pierwsza

Część druga