Na przełomie lat 20 i 30-tych użytkowników dróg w USA liczono już nie w tysiącach a w milionach. Ówczesna sieć dróg nie wystarczała aby zapewnić płynność ruchu. Pojawiły się pierwsze korki a ich rozładowanie nie należało do łatwych czynności. Cóż zrobić, jeżeli setki tysięcy właścicieli modelu T o tej samej porze wracało z pracy lub wyjeżdżało na upragniony urlop? Ówczesna „drogówka” nie miała jeszcze żadnych, nie mówiąc o nowoczesnych, narzędzi do pomiaru natężenia ruchu. Szybko pojawił się jeszcze jeden istotny problem.
W amerykańskich miastach zaczęło brakować miejsc do parkowania. Oprócz długich korków tworzyły się zatory spowodowane przez zaparkowane, na każdym pustym miejscu, pojazdy. Z powodu braku miejsc kierowcy parkowali „byle jak i byle gdzie” – czy to był chodnik, czy skraj jezdni nie zważając na to, że utrudniają ruch innym. Przyzwyczajenia raczej trudno zmienić więc postanowiono rozpisać konkurs na powstrzymanie nadciągającej „plagi motoryzacji” (jak określano ówczesny ruch), która utrudniała życie mieszkańcom dużych miast.
W 1932 roku Amerykanin Carl Magee, prawnik i jednocześnie wydawca prasy opracował model urządzenia, które pobierałoby opłaty za czas postoju pojazdu. Jako, że nie miał wiedzy technicznej nawiązał współpracę z uniwersytetem w rodzimej Oklahomie. „Czarna Maria” –tak nazwano pierwsze urządzenie do poboru opłat za postój pojazdu, została zainstalowana 16 lipca 1935 roku. Pierwszą osobą, która dostała mandat za przekroczenie czasu postoju był … a jakże wielebny C.H. North, duszpasterz miasta Oklahoma.
Carl Magee w pracy nad nowym wynalazkiem

Źródło: wikimedia
Pastor North wymyślił najpowszechniejszą „wymówkę”, która wśród kierowców funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Otóż odwołał się do wysokiego sądu tłumacząc, że „zatrzymał się na tym miejscu tylko na chwilę aby wejść do sklepu”. Oczywiście sąd nie przychylił się do wniosku pastora a ten musiał zapłacić stosowny mandat. Linia obrony była całkowicie rozbieżna ze wskazaniem parkometru. I dziś raczej się nie zdarza aby sąd uznał rację „pokrzywdzonego”. Wróćmy jednak do dalszych losów tego, znienawidzonego przez kierowców, urządzenia.
Wynalazek pana Magee przez kilka lat instalowano wyłącznie na terenie stanu Oklahoma. Przeciwnicy parkometru uważali, że jest to kolejny sposób na wyciąganie pieniędzy z kieszeni obywateli gdyż drobne wrzucane w maszynę oraz zapłacone mandaty trafiały do budżetu stanowego. Widząc znaczny wzrost dochodu stanu Oklahoma również inne stany zaczęły instalować to urządzenie przy miejscach parkingowych ulokowanych wokół centrów miast. W tym samym czasie wynalazca próbował udoskonalić mechanizm swojego wynalazku.
Carlowi Magee udało się wyeliminować konieczność ponownej regulacji urządzenia poprzez wmontowanie mechanizmu odpowiedzialnego za cofnięcie rozregulowanej sprężyny. Było to konieczne, gdyż nakręcany mechanizm już po kilku dniach nie był dokładny. Rozregulowany parkometr przynosił mniejsze zyski, gdyż za te same pieniądze pojazd mógł parkować przynajmniej kilka minut dłużej. Niestety, Carl nie doczekał się należnej mu sławy – zmarł w lutym 1946 roku. Dokładnie 5 lat zanim pierwszy parkometr pojawił się w Nowym Jorku.
Pomimo usprawnień, przez pierwsze kilkanaście lat kształt i zasada działania tego urządzenia nie ulegała zasadniczym zmianom. W odróżnieniu od dzisiejszych cyfrowych urządzeń, pierwsze parkometry były wyposażone w mechanizm zegarowy oparty na sprężynie i kilku kołach zębatych. Mechanizm był ukryty wewnątrz metalowej obudowy a całość była przytwierdzona do nawierzchni na metalowej rurze. Ile płacono za postój? Pierwsze urządzenia inkasowały zaledwie 1 centa za każde rozpoczęte 12 minut a mandat wynosił nawet 1$.
„Funkcjonariusz parkingowy” odczytuje wskazanie parkometru (zdjęcie z lat 50-tych)

Źródło: okhistory.org
Jedynym, co należało jeszcze poprawić była odporność na licznych, młodych wandali oraz nieostrożnych kierowców. Parkomaty były i nadal są narażone na uszkodzenia a narzędziem ich zagłady są – kij bejsbolowy, zderzak dużego SUV-a lub pies, który koniecznie chce oznaczyć „swój teren”. Zupełnie jak skrzynki na listy, również parkometry już w latach 50-tych służyły jako „obiekty westchnień” okolicznych i przyjezdnych wandali. Choć powojenne urządzenia stawały się coraz solidniejsze to pomysłowość chuliganów również ewoluowała.
Rozwój techniki, szczególnie w latach 70 i 80 – tych przyniósł ewolucję w sposobie działania tego urządzenia. Nowoczesne urządzenia elektroniczne (już nie parkometry a parkomaty) były mniej zawodne i mniej kosztowne w produkcji a ich odporność na „fanów” bejsbola jeszcze lepsza. Nowoczesny parkomat już w latach 70-tych mógł być wyposażony w terminal płatniczy na karty magnetyczne, elektroniczny zegar i mógł wydawać wydruki, które kierowcy pozostawiali za szybą pojazdu. Co ciekawe, większość miast początkowo nie była przychylna temu pomysłowi.
Jeszcze w 2006 roku na ulicach amerykańskich miast można było znaleźć stary model na „jednocentówki”. Co ważne, ich mechanizmy nie były przerabiane od kilkudziesięciu lat i szczęśliwcy mogli parkować cały dzień płacąc najwyżej 2$, przez co wpływy z maszyny starego typu z całego miesiąca były mniejsze niż dzienne z urządzenia cyfrowego. W Europie pierwsze urządzenia na monety pojawiły się w Bazylei a ostatni „oficjalny” zniknął z Westminsteru w 2009 roku. Część egzemplarzy pozostałych po demontażu znajduje się z rękach kolekcjonerów.
Nowoczesny parkomat

Źródło: Eska Kraków
W historii urządzeń do pobierania opłat za parkowanie jedno jest niezmienne. Pomimo prawie 80 lat od zainstalowania pierwszego parkomatu kierowcy mają jedną i tą samą wymówkę, która nikogo nie jest w stanie przekonać. Nawet jedna minuta ponad opłacony przez nas czas postoju to już wydatek nie złotówki a co najmniej 50 zł potwierdzony niewielką, karteczką przyciśniętą pod lewą wycieraczką na przedniej szybie. Nadal wpływ z płatnych miejsc parkingowych stanowi całkiem sporą część budżetu miast. Nie tylko w USA ale i na całym świecie.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.






