O ostrzeżeniu przed Daihatsu i Saabem

przez | 6 października, 2017

Przeglądając pewną gazetę (lub czasopismo) i artykuł o tym, który używany model jest najlepszy zostałem niemile zaskoczony. Otóż autor napisał, że nie poleca niszowych marek. Według niego nie warto sugerować się niską ceną, gdyż wybór takiego 'wynalazku’ oznacza duże koszty utrzymania i problemy ze sprzedażą. Na początku przyznałbym mu rację, ale dalsza lektura tego „wiekopomnego dzieła” sprawiła, że dostrzegłem dziwną, ale zupełnie naturalną powtarzalność opinii autora jak i całego „czasopisma”. Chyba już wiecie co było dalej?

Wynik był taki sam jak w większości zestawień publikowanych w tym „tytule”. Oczywiście wszędzie polecane były modele jednego producenta i tylko z jednym silnikiem. To, co naprawdę zastanawia to fakt, że Peugeoty nagle przestały być „kłopotliwymi Francuzami” a Renault … jak zwykle (wspaniałe 2.0 Turbo i „elektryka” rodem z lampki choinkowej). Mnie osobiście zainteresował przykład Daihatsu i Saaba jako „pojazdów niszowych, niewartych swojej ceny i z poważnym ryzykiem przyszłych kosztów a także niską ceną odsprzedaży”.

Szukałem cen części, czytałem opinie i porównałem ceny zadbanych egzemplarzy. Poświęciłem cały tydzień na „archeologię internetową” oraz prasową. Od samego początku miałem jeden cel – obalić postawioną tezę, która moim zdaniem oparta była na mitach, przesądach i plotkach. Te rozpowszechnione zostały przez wszelkiego rodzaju „znawców”, którzy swoją opinię oparli na … opinii innych i raczej nic nie wskazywało na to, że są długoletnimi właścicielami jednej lub drugiej marki. Z powyższego wyciągnąłem ciekawe wnioski.

„Lepsza Vectra”

Źródło: carbodydesign.com

Po pierwsze – to nie są marki dla każdego. Saab kojarzy się ze specyficzną grupą odbiorców. Należą do niej adwokaci, dentyści, architekci – słowem „lepszy sort”. Oni chcą marki z ciekawą historią i drobnymi „dziwactwami”. Saab oferuje im bezpieczeństwo, ale również stacyjkę w typowo „lotniczym miejscu”. Daihatsu to mistrz w ekonomii jazdy i niezawodności. Jest małe, ale dobrze wyposażone i potrafi zadziwić przyspieszeniami. Klientami Daihatsu są głównie osoby samotne i młode rodziny. W tym przypadku autor miał rację – tak, to wyjątkowe marki.

Po drugie – autor miał rację, gdyż ceny niektórych części do tych marek i koszt robocizny potrafi znacząco „odchudzić” nasze konto. Wynika to głównie z trudności w dostępie do dobrych i względnie tanich części oraz ze specyfiki konstrukcji. Ot, choćby konieczność wymontowania silnika w Saabie w przypadku większości awarii układu napędowego. Wynika to z ciasnoty pod maską. Na szczęście pokrewieństwo z Vectrą oznacza tanie części zawieszenia o czym niewielu wspomina. Zadbany Saab to drogi Saab i nie można liczyć na wszelkie „okazje”.

Daihatsu szokuje cennikiem części. Wymiana napędu rozrządu w Daihatsu kosztuje tyle, co w Mercedesie. Mowa o zamienniku produkcji europejskiej, japoński kosztuje nawet … 2500 zł. Łańcuch wytrzymuje często ok. 150 tys. km a jego wymiana spowodowana jest … jazdą na niskich obrotach na wysokim przełożeniu. Taka jazda to morderstwo dla łańcuchowego rozrządu. Na szczęście silniki są takie jak w Toyocie – trwałe i ekonomiczne. Nowsze modele tej marki mają wiele wspólnego z Aygo i Yarisem. Problemem są słabej jakości blachy.

Trzecim punktem porównania są ceny zadbanych egzemplarzy. Wnioski? Większe modele Daihatsu są droższe od Yarisa o nawet 20%. Materia, choć nieco większa od Toyoty, kosztuje od 14 tys. zł a Yaris z tego samego rocznika jest tańszy średnio o 3 tys. zł. Ceny zadbanej Vectry i ostatniej generacji modelu 9-3 również różnią się o około 15 do 25%. W tym przypadku Saab jest nieco mniejszy (wewnątrz) od Vectry. Duże rozbieżności wynikają w cen wersji silnikowych, które nie występowały w Oplu m.in. 180 – konnym silniku Multijet.

„Większy Yaris”

Źródło: autoexposure.co.uk

Po czwarte – czy to są marki premium? W sumie tak, ale nie według klientów. Ci kupią Yarisa i Vectrę – są tańsze i (według nich) lepsze. Czy to będzie dobra decyzja? A właściwie należy zadać pytanie – dlaczego wszystkich Czytelników wrzucono do jednego worka? Są ludzie, którzy poświęcą wiele żeby nie jeździć tym co inni. Na ten cel są w stanie wydać każde pieniądze i nikt nie namówi ich do przyłączenia się do grupy miłośników pompowtryskiwaczy. Tacy ludzie nie kierują się bzdurami ze spolszczonej niemieckiej prasy. Mają swoje zdanie …

Tacy ludzie mogą pozwolić sobie na to, na co inni nie mają odwagi. Co więcej – ich decyzje to często również kalkulacja a nie tylko „motoryzacyjne romantyczne uniesienie”. Zatem, gdy ktoś powie, że Daihatsu to „szmelc”, „badziewie” czy „wynalazek” to wtedy zapytajcie się czy wie, gdzie wyprodukowano jego Yarisa. On z trudem przyzna, że we Francji, tymczasem dostępne w Europie Daihatsu zostało wyprodukowane w Japonii. To działa jak zimny prysznic. „On ma japońską Toyotę?” – to przecież niemożliwe. A jednak …

Możliwe tak, jak „szwedzka Vectra”. Ma mocniejsze silniki, lepszy układ napędowy, wyposażenie i jest lepiej wykonana. Czy jest dalej Vectrą? Tak, choć tylko w połowie. Co ważniejsze – jest szwedzka, co oznacza „trwałość, jakość i ogólną pancerność” (oczywiście, jak się o nią dba). Nawet jako najmniejszy Cadillac – Saab może być uznawany za „jeżdżącą skarbonkę”, ale czy tak jest – wiedzą tylko użytkownicy. Inni mogą tylko „gdybać” podczas, gdy właściciele Saaba zacierają ręce przed przyszłym skokiem wartości ich pojazdu.

Twierdzenie, że czasem świat przedstawiany jest w barwach trudnych do zidentyfikowania to chyba najlepsze podsumowanie. To, co dla innych jest „gratem”, dla innych jest „spełnieniem marzeń”. Są ludzie, którzy nie boją się wyzwań i nie chcą podlegać schematom ani opiniotwórczym „czasopismom”, które już dawno nie są obiektywne i popierają tylko jedną opcję nie zauważając zalet drugiej. Pisząc te słowa poważnie zastanawiam się nad tym, że gdy mój dotychczasowy pojazd kiedyś zwyczajnie rozsypie się to kupię sobie Daihatsu.

I wiecie co? Na pewno to zrobię.