Trudno sobie wyobrazić dzisiejszy ruch na drogach bez jakichkolwiek norm i przepisów. Już na początku XX wieku, gdy na drogach pojawiała się coraz większa liczba automobili, potrzebna była skuteczna metoda na rozładowanie korków. W walce pomiędzy automobilistami (ówczesnych kierowcami) a powozami konnymi, motocyklami i pieszymi, ci ostatni byli bez najmniejszych szans. Na zatłoczonych ulicach amerykańskich miast łatwo było o wypadek a pierwsze wynalazki służące poprawie bezpieczeństwa działały tylko w teorii.
Pomimo wzrostu liczby funkcjonariuszy policji drogowej nie było możliwe, żeby ręcznie kierować ruchem przez cały dzień. Ci nawet nie byli na tyle odważni aby stać na środku skrzyżowania. Na szczęście (?) zdarzył się wypadek, którego świadkiem był Garrett Morgan. Był rok 1914 – w Europie to był czas niepokojów społecznych, w Ameryce szczytowy okres rozwoju automobilizmu i pierwszy rok masowej produkcji Forda T. Morgan wpadł na pomysł stworzenia prostej maszyny automatycznej, która za pomocą sygnału świetlnego będzie kierowała ruchem.
Garrett Augustus Morgan i model pierwszego sygnalizatora

Źródło: jadiberita.com
Wynalazek ten nazwano „sygnalizatorem drogowym”. Pierwszy sygnalizator był słupem w kształcie litery T a o tym, czy pojazd mógł za niego wjechać decydował podświetlany napis „Stop” i „Go”. Początkowo istniały tylko dwa kolory na sygnalizatorze: czerwony i zielony. Do zmiany napisu potrzebny był ruch małą korbką co początkowo wymagało stałej obecności człowieka. Postęp jednak był widoczny – w ten sposób praca kierujących ruchem stała się bezpieczna. Nie trzeba było stać na środku skrzyżowania i narażać się na potrącenie.
Warto zauważyć, że Morgan nie miał inżynierskiego wykształcenia. Znany był z tego, że posiadał zdolności rzemieślnicze i mógł naprawić praktycznie wszystko, co tylko zepsuło się licznym mieszkańcom Cleveland, w którym mieszkał. W 1920 roku wynalazca założył gazetę ” Cleveland Call”, dzięki której zdobył fundusze na rozwój swoich wynalazków. W tym samym roku na ulicach Detroit pojawiła się sygnalizacja z trzema kolorami – pojawiło się światło żółte. Dwa lata później podjęto się koordynacji kilku sygnalizacji w obrębie najbliższych dwóch skrzyżowań.
Pomysł sygnalizatora został opatentowany w 1923 roku i niemal natychmiast zyskał zainteresowanie General Electric, które odkupiło patent za sumę 40 tys. $ po czym zaczęło go usprawniać i podjęto się zbierania zamówień wśród władz amerykańskich miast. Niemal natychmiast po uzyskaniu patentu, GE zaczęło sprzedawać tysiące sygnalizatorów. Te szybko pojawiły się na ulicach europejskich stolic. W Warszawie ów wynalazek po praz pierwszy pojawił się w 1926 roku na zbiegu Alei Jerozolimskich i ulicy Marszałkowskiej.
Tzw. „wieża sygnalizacyjna” na Placu Poczdamskim w Berlinie – 1930 r.

Źródło: archiwum berlińskie
W 1928 roku zaprezentowano sygnalizację, która zmieniała sygnały reagując na dźwięk … klaksonu a 5 lat później po raz pierwszy piesi mieli możliwość ręcznej zmiany „świateł”. Od tego momentu pieszy był w stanie dostosować ruch do własnych potrzeb a każde naciśnięcie przycisku przy sygnalizatorze powodowało natychmiastową zmianę sygnału dla kierowców. Niestety, automatyczne sterowanie ruchem w obrębie całego miasta było możliwe jedynie w filmach science-fiction. Na szczęście w latach 50-tych automatyka znacząco się rozwinęła.
Pierwszy w pełni skomputeryzowany system kontroli ruchu powstał w 1959 roku. Zainstalowano go w kanadyjskim Toronto. Dzięki temu z dużych odległości można było kierować ruchem drogowym i razie potrzeby regulować jego natężenie. Pomysł opierał się na sieci połączonych i zsynchronizowanych ze sobą sygnalizatorów, którymi sterowała automatyka a człowiek pełnił wyłącznie rolę kontrolną. Na szczęście nie zabrakło możliwości ręcznego sterowania siecią, ale to wykorzystywano jedynie na wypadek awarii systemu, wypadku lub robót drogowych.
W latach 90 – tych pojawiło się jeszcze jedno ułatwienie dla niecierpliwych kierowców – liczniki pokazujące czas, po którym nastąpi zmiana. To było ułatwienie dla „drogowych nerwusów”, którzy często przejeżdżali „na żółtym”. W tym samym okresie sygnalizację uzupełniono o sygnały dźwiękowe oraz o wydajne urządzenia pulsacyjne, co jest bardzo przydatne dla osób niesłyszących oraz niewidomych. Obok tego pojawiły się również sygnalizatory na przyległych ścieżkach rowerowych i torowiskach. Tak oto ruch drogowy został uporządkowany.
Nowoczesny sygnalizator ze zintegrowanym zegarem odliczającym czas do zmiany sygnału

Źródło: szczecin.naszemiasto.pl
Wyróżnia się cztery podstawowe sygnały świetlne: czerwony – zakaz wjazdu za sygnalizator, żółty – można wjechać, ale tylko wtedy, gdy w celu zatrzymania konieczne jest gwałtowne hamowanie, jeżeli nie – to zatrzymujemy się, pulsujący żółty – gdy sygnalizator jest wyłączony lub ruch jest niewielki, zielony – możemy wjechać za sygnalizator i dalej kontynuować swoją podróż. Obok klasycznych, 3 – kolorowych montuje się sygnalizatory ze „strzałką”, która zezwalała na warunkową zmianę kierunku jazdy pomimo czerwonego światła. Inne sygnały są uzależnione od przepisów lokalnych.
Garrett Morgan wynalazł nie tylko sygnalizator, ale także maskę przeciwgazową zintegrowaną z hełmem oraz „elektryczny grzebień do prostowania włosów”. Choć nie był fryzjerem to właśnie jemu zawdzięczamy wynalazek zestawu do koloryzacji włosów, który dziś możemy kupić w każdym sklepie. Wynalazca zmarł w Cleveland w 1963 roku – doczekał czasów, gdy jego wynalazek został zautomatyzowany i stał się stałym elementem architektury miast. Wraz ze wzrostem liczby pojazdów sygnalizatory montuje się na skrzyżowaniach w coraz mniejszych miejscowościach.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.






