Brytyjska manufaktura Bristol znana jest głównie jako producent samolotów. Podczas II wojny światowej bombowce tej firmy skutecznie przeganiały nazistów z europejskiego nieba. Po wojnie samoloty wojskowe przestały być potrzebne i szukano sposobu na utrzymanie miejsc pracy. Szansą okazało się zdobycie dokumentacji przedwojennych BMW. Te nawet po wojnie uważano za pojazdy nowoczesne i szybkie. Ich technika posłużyła do konstrukcji pierwszego prototypu samochodu. Adresatami nowej oferty producenta samolotów byli …
… nie, nie był to produkt masowy, ale przeznaczony dla wymagającego klienta z „grubym portfelem”. W 1946 roku na bazie przedwojennych konstrukcji BMW powstały pierwsze auta oznaczone liczbą 400. Do końca 1993 roku produkowano kilka odmian tej serii, wszystkie napędzane amerykańskimi silnikami V8 konstrukcji Chryslera (w tym 5.2 i 5.9 montowane w Grand Cherokee o mocy do 265 KM). Wiernym klientem marki był znany aktor Peter Sellers. Do 2001 roku marka wytwarzała tylko duże auta klasy GT. Ten rok okazał się dla marki przełomowy.
Co z tego, że wytwarzany od 1993 roku model Bleinheim był (i jest) bardzo popularny wśród angielskich elit? Nikt poza nimi nie słyszał nic o żadnym samochodzie tej marki. W 2001 r. o marce Bristol zrobiło się głośno za sprawą modelu Fighter. Auto nie pasowało do wizerunku producenta – jego karoseria łączyła elementy futuryzmu prototypów z lat 50-tych z techniką XXI wieku. Wkrótce oryginalny styl stał się znakiem rozpoznawczym Fightera, ale bardziej dociekliwi zauważyli coś jeszcze – doskonałe osiągi, które dorównywały wyczynowym konstrukcjom.
„Drogowy myśliwiec”
Projekt oraz proporcje auta były równie oryginalne co pochodzenie marki. Karoseria z długim przodem, lotniczym układem szyb oraz tyłem podobnym do tego, który wieńczy Corvettę Sting Ray. Do tego wiele mechanizmów z … Chryslera Vipera i mnóstwo tego, co brytyjskie. Czego? Wnętrze przypominało stylem pojazdy z lat 70-tych. Było wzorcowo wykończone, ale pozbawione „zbędnych luksusów”. Zrezygnowano nawet z poduszki powietrznej. Kierownica miała małą średnicę. Przełączniki na kolumnie również nie reprezentowały rangi tej marki.
Kierowca był zdany wyłącznie na swoje umiejętności – żadnego ABS-u, ESP, kontroli trakcji czy innych udogodnień. Ta prawdziwie męska maszyna była napędzana przez silnik znany z Vipera. Znany 10 – cylindrowy silnik o poj. 8.0 – 8.3 dm3 i mocy 532 KM. Ten sam silnik, ale z innym, bo żeliwnym blokiem napędzał amerykańskie ciężarówki. Tutaj zamiast dźwigać tony ładunku rozpędzał Fightera do prędkości 338 km/h a do 100 km/h w 4 sekundy. Oczywiście były to dane wyliczone a nie sprawdzone na torze. Klient był zmuszony „wierzyć na słowo”.
Dziennikarze błagali władze firmy o testy, ale nie. Po tym, jak ich modele skrytykowano, Bristol obraził się nawet na brytyjską prasę motoryzacyjną. Jedyną możliwością pokazania możliwości pojazdu i napisanie artykułu było wypożyczenie od klienta, ale i tu pojawił się problem. Bristol nie miał sieci sprzedawców a po pojazd należało udać się na Kensington High Street w Londynie. Nie udało się również wypożyczyć pojazdu do badań w tunelu aerodynamicznym. Według wyliczeń producenta Fighter jest bardzo opływowy a współczynnik Cx wynosi 0,28 – to wyjątkowo niska wartość.
Silnik V10 w nowym nadwoziu
W 2005 roku podniesiono moc aż o 105 KM. Moment obrotowy podniesiono z 712 do 786 Nm. Teraz auto mogło rywalizować nawet z McLarenem F1. Teoretyczne, bo w praktyce prowadzenie tak mocnego auta przy prędkości ponad 300 km/h nie jest łatwe. Szczególnie bez wspomagania kierownicy czy ABS-u, których Bristol zwyczajnie nie miał. Równie szybko jak prędkość wzrastało zużycie paliwa. Zbiornik o pojemności 105 dm3 potrafił zostać opróżniony po około 300 kilometrach jazdy. Dla klienta, którego stać na ręcznie składany pojazd z małej manufaktury nie była to znaczna wartość.
W tym czasie Bristol wokół nowego modelu skupił sobie wierny krąg odbiorców i pasjonatów. Byli to około 50-60-letni ludzie dysponujący milionowymi majątkami o tradycyjnych poglądach, patrioci służący w wojsku. Na nich Bristol nie zarabiał tyle aby pozwolić sobie na kolejne projekty. W tym okresie pieniądze młodych milionerów trafiały do Bugatti. Bristol przeprowadził modernizację nadwozia i silnik. Po raz pierwszy zastosowano wydajne doładowanie, dzięki któremu przekroczono moc 1000 KM. Od tego momentu Fighter miał „lotnicze” osiągi.
Bristol Fighter T
Szacunkowa moc maksymalna na poziomie 1026 KM i moment obrotowy 1405 Nm miały pozwalać na przekroczenie 430 km/h a do 100 km/h ze startu zatrzymanego w 3,5 sekundy. Co ciekawe, takie osiągi miały być możliwe nawet przy zastosowaniu przestarzałego 4-stopniowego „automatu”. Czy były to zmierzone wartości? Nie, to tylko deklaracja producenta, który jednocześnie twierdził, że w trosce o klienta prędkość maksymalna została elektronicznie ograniczona do 362 km/h. Dzięki zmianom w detalach karoserii współczynnik Cx zmniejszono do 0,27.
Nieoficjalna cena nowego Fightera wynosiła około 250 tys. funtów. Model T z najmocniejszym silnikiem był prawie dwukrotnie droższy. Był montowany przez 5 lat. W 2011 roku manufaktura po raz pierwszy zbankrutowała. Kilka lat później dzięki inwestorowi w oparciu o mechanizmy BMW zmontowano roadstera o nazwie „Bullet”. W porównaniu do wcześniejszych konstrukcji nowy model był oparty o nowoczesne materiały. Dzięki zastosowaniu włókna węglowego i aluminium udało się zredukować masę własną do 1130 kg. Bullet był trzykrotnie tańszy od Fightera.
Bristol Bullet
W 5 lat zmontowano kilkadziesiąt egzemplarzy po czym w 2020 roku Bristol ponownie zbankrutował. Okazało się, że produkt, którego zdobycie wymaga np. wygrania w grę telewizyjną z właścicielem fabryki (!) nie jest dochodowy. Ekscentryczna marka, która wzięła początek od zaprzestania produkcji kolejny raz zaprzestała działalności. Dziś żadna faktura nie zaoferuje klientom takiego poziomu ekskluzywności. Motoryzacyjny marketing obejmuje nawet dawnego producenta doskonałych samolotów. Podobno prowadząc Fightera można poczuć się jak w samolocie i jest w tym dużo prawdy.
Podobne wpisy:

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.











