W celu skutecznego zatrzymania każdego pojazdu potrzebne jest zjawisko tarcia. Gdy klocek hamulcowy styka się z powierzchnią tarczy energia kinetyczna zamieniana jest w energię cieplną, która następnie jest tracona. Nie jest jej wiele ale przecież to marnotrawstwo. Jeżeli udałoby się ją odzyskać, mogłaby posłużyć do zasilania urządzeń w pojeździe albo w czasie gdy jest on napędzany silnikiem elektrycznym przedłużyć jego zasięg. Szczególnie w ostatnim przypadku byłoby to bardzo wskazane, ale zbudowanie tego typu instalacji nie byłoby takie proste.
Znane w wielu innowacyjnych, a nie zawsze do końca przemyślanych projektów, amerykańskie AMC (American Motors Company) od wczesnych lat 60 – tych wytrwale pracowało nad wdrożeniem tego typu rozwiązania do przyszłościowych samochodów elektrycznych. Do spalinowych ten pomysł nie mógłby zostać przyjęty, gdyż energię w żaden sposób nie można przerobić na paliwo ciekłe. W wyniku trwających kilka lat prac powstał prototyp Amitron – zaprezentowany w 1967 roku innowacyjny samochód elektryczny dysponujący tą i wieloma innymi równie zaawansowanymi technologiami.
Amitron, podobnie jak jego późniejsza wersja rozwojowa – Electron, był bardzo małym pojazdem miejskim o wymiarach dzisiejszego Smarta. Ważyły około 500 kg (bez baterii – z bateriami nawet 1100 kg) i miały służyć jako środek transportu w centrach dużych aglomeracji. Pozostał tylko w fazie prototypu, gdyż był to projekt bardzo przyszłościowy a jego realizacja nie przyniosłaby żadnych korzyści pieniężnych dla AMC po za wizerunkowymi. W epoce „muscle cars” oraz ogromnych krążowników raczej niewielu zainteresowałaby taka „zabawka”.
AMC Amitron
Celem wynalazku AMC było zrównanie zasięgu pojazdów elektrycznych z tymi napędzanymi „zwykłą” benzyną. Nowy wynalazek pozwalał na stosunkowo niewielkie, bo zaledwie kilkuprocentowe oszczędności co dawało kilka dodatkowych mil „elektrycznej” jazdy. Niby niewiele, ale zwiększało to szansę na dojazd do najbliższej stacji ładowania baterii lub gniazdka elektrycznego. Oczywiście wszystko to było teorią, gdyż pojazdy elektryczne były jeszcze „fanaberią” najbogatszych i żaden producent nie zamierzał ich wytwarzać na masową skalę.
Proces odzyskiwania energii był przeciwny do tego, dzięki któremu zelektryfikowany pojazd mógł się poruszać. Przepływający przez zwoje cewki prąd powodował powstanie pola magnetycznego, które następnie odpychało magnesy znajdujące się na kilku ruchomych częściach silnika elektrycznego. Hamowanie odwracało ten proces, przez co energia wracała, napędzała silnik a jej nadmiar wracał z powrotem do kilku akumulatorów kwasowych. Istne „perpetum mobile”, tylko że wówczas jeszcze nie tak efektywne jak obecnie.
AMC szacowało, że ich napęd pozwoli przejechać nawet 150 mil na jednym ładowaniu (i podobno udało się uzyskać taki zasięg). W praktyce oznaczałoby to średnie zużycie energii na poziomie około 9-10 KWh na 100 km (bateria magazynowała 22,5 KWh). Niewielki, umieszczony z przodu i napędzający przednie koła, silnik elektryczny mógł rozpędzić Amitrona do 80 km/h. Prędkość ta była osiągalna po upływie … 20 sekund od naciśnięcia pedału przyspieszenia. Amitron nie był „demonem prędkości” – głównie ze względu na ładowność.
Mieścił 3 osoby a do wnętrza prowadziły nie drzwi a dach oraz boczne ściany nadwozia unoszone w kierunku tyłu pojazdu. Kosmiczne nadwozie o długości 2,15 m zaprojektował nie kto inny jak Richard Teague. Pomysł był rozwijany przez całe lata 70-te. Jego efektem był Electron. Różnice pomiędzy Amitronem a Electronem były symboliczne – nadwozie różniło się detalami. Jedynie technologia użyta do zmontowania baterii była zupełnie inna. Jak najłatwiej odróżnić obie konstrukcje? Electron był wyposażony w lusterka boczne, których Amitron zwyczajnie nie posiadał.
AMC Electron
Cóż, podobnie jak zdecydowana większość pomysłów inżynierów AMC, pomysł ten się nie przyjął. Miał rozwiązać problemy przyszłości a nie być lekarstwem na nudę inżynierów marnujących cenne fundusze na nikomu niepotrzebne wynalazki. Dopiero obecnie pomysł ten zyskuje należne mu poparcie. Samochodów elektrycznych coraz więcej a ich zasięg z reguły nie przekracza 100 mil (choć koncerny obiecują większy zasięg) więc każda dodatkowa mila ma znaczenie. Wynalazek AMC 30 lat czekał na to, aby się nim zainteresowano.
Obecnie każdy pojazd elektryczny posiada to rozwiązanie. W hamulce odzyskowe („rekuperacyjne”) wyposaża się również hybrydy, przez co spalanie benzyny jest jeszcze mniejsze. Wraz z rozwojem świadomości ekologicznej rośnie potrzeba korzystania z tego typu rozwiązań, choć nie są ani tanie w produkcji ani łatwe w serwisowaniu. Gdyby AMC do dziś istniało inżynierowie na pewno wymyśliliby sposób na to aby ciepło zamienić na paliwo ciekłe. Przecież ich wyobraźnia nie znała granic.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








