Historia motoryzacji to również niezwykli ludzie – celebryci, których „zachcianki” możemy podziwiać na wystawach pojazdów zabytkowych. Często to pojedyncze egzemplarze – wyjątkowe i drogie, wykonane z nietypowych materiałów (wykończone skórami zwierząt, kością słoniową czy prawdziwym złotem). Dlaczego na wystawach pojazdów zabytkowych? Najbardziej nieoczywiste pojazdy zgodne z zamówieniem celebrytów budowano w okresie międzywojennym oraz do po wojnie – do wczesnych lat 60-tych.
Wśród celebrytów, których zachcianki spełniały pracownie karoseryjne, warto wymienić Nubara Gulbelkiana (1896-1972). Historia zna go jako tzw. „magnata naftowego” – jednego z najważniejszych pracowników Royal Dutch Shell. Choć z pochodzenia był Ormianinem to uważał się za Brytyjczyka. Był spadkobiercą rodzinnej fortuny, ale na początku kariery wybrał samodzielność. Zdobył staranne brytyjskie wykształcenie i był znany z nienagannych manier. Zawsze nosił zadbaną brodę i monokl. W dziurce na guzik marynarki zawsze była wpięta orchidea.
Nubar Gulbelkian (1896-1972)
Źródło: BBC
Gulbelkian sam dorobił się ogromnego majątku i „przy okazji” kolekcji drogich i oryginalnych pojazdów. Były one dziełami znanych pracowni karoseryjnych. Gulbelkian mógł życzyć sobie dowolne nadwozie osadzone na ramie najdroższych konstrukcji. Jednym z najbardziej znanych samochodów, które posiadał Gulbelkian był Rolls-Royce. Nie był to model seryjny, ale „mały” Wraith z karoserią projektu Hoopera. Zamówienie Gulbielkiana brzmiało – „zróbcie takiego Rollsa jakby wojny nie było”. I zrobili …
Co powstało? Był rok 1947 – czasy odbudowy i odrabiania strat, tymczasem z zakładu Hoopera wyjechał wielki i luksusowy streamliner z zakrytymi kołami i charakterystycznym „żebrowaniem” na osłonach reflektorów. Klasyczną chłodnicę Rollsa zastąpiono obłą o podobnych rozmiarach. Pojazd proporcjami i kształtem przypominał styl najlepszych lat art-deco. Ile kosztował? Tego Hooper nie zdradził – firmę obowiązywała tajemnica transakcji. W ten sposób Hooper mógł zyskać kolejne zlecenie od ekscentrycznego klienta.
Rolls-Royce Silver Wraith z karoserią od Hoopera
Źródło: Flickr
9 lat po tym projekcie Hooper dla Gulbelkiana stworzył pojazd, w którym mógł poczuć się jak prezydent lub papież – był to nowy Wraith z górną częścią dachu wykonaną z perspexu. Co to jest? Rodzaj szkła, który znamy pod nazwą „plexi”. W praktyce oznaczało to, że pasażer tylnej kanapy był widoczny z każdej strony. Pojazd powstał na potrzeby „delektowania się słońcem południa Francji”. W praktyce oznaczało to pokazywanie się w modnych miejscach w pełnym słońcu i chwale. Gulbielkian miał jeszcze jedną zachciankę.
W tylnej części pojazdu zamontowano wielkich rozmiarów kanapę oraz deskę rozdzielczą z prędkościomierzem. Pojazd wyposażono w klimatyzację i elektryczne szyby. Rolls miał jeszcze jedną zaletę – przyciągał tabuny kobiet. Właściciel nie był stały w uczuciach – miał ich wiele. Nubar miał ich wiele a jego Rollsy były magnesem na młode i atrakcyjne „przyszłe” kochanki. Czy Gulbelkian ograniczał się tylko to najdroższej brytyjskiej marki? Nie, choć większość jego pojazdów stanowiły marki brytyjskie. Jakie?
Dziś znamy je jako London Taxi lub Geely a w latach 50-tych był to Austin. W swojej kolekcji Gulbielkian miał dwie londyńskie taksówki. Nie były to „zwyczajne” pojazdy. Pod maską umieszczono silnik Rollsa a tylną część nadwozia na wzór limuzyn z lat 20-tych zaprojektowano w FLM Panelcraft. Jedna z nich miała panele nadwozia w części obite wikliną. Obie wyposażono w zapinany kufer zamiast bagażnika. Wszystko w stylu lat 20-tych. Pozycja szofera również. Ten nie miał kawałka dachu nad swoją czapką.
Rolls – Royce z 1956 roku oraz oryginalna taksówka (poniżej)
Źródło: Shuttterstock
Dlaczego szofer był skazany na deszcz? Gulbelkian zawsze odpowiadał, że „tradycji nie należy zmieniać i szofer nie powinien być nigdy dostatecznie suchy”. Jego własne taksówki miały tą zaletę, że zawsze były przy nim. Goście imprez często zamawiali taksówki i gdy te przejechały nie wiedzieli, która jest ich. Tymczasem Nubar miał własną, której nie musiał zamawiać. Szofer spokojnie czekał na powrót właściciela z kolejnej imprezy. Niewielu mogło pozwolić sobie na taką ekstrawagancję.
Gulbelkian zmarł w 1972 roku pozostawiając po sobie fortunę oraz wiele zdjęć dokumentujących jego oryginalne zamiłowania oraz wygląd. Prowadził barwne życie i miał barwne pojazdy, które dziś można podziwiać na aukcjach i konkursach elegancji. Są warte miliony a ich nabywcy mogą liczyć na duże zyski przy sprzedaży. Niestety, nie należą one do oszczędnych – silniki Rollsa zużywały ponad 20 litrów paliwa na każde 100 km, ale czy jeden z najbardziej znanych „baronów naftowych” przejmował się tym? Zgadnijcie …

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










