Na początku lat 70-tych Lamborghini produkowało kilka serii pojazdów. Miura powoli traciła klientów na rzecz mniejszej Jaramy i Urraco. Na szczycie oferty znajdowała się Espada. Część firmy odpowiedzialna za maszyny rolnicze nadal produkowała ciągniki i przynosiła zyski. Tymczasem produkcja samochodów takich nie przynosiła. Potrzebny był inwestor i wieloletni kontrakt połączony z zamówieniem. Choć firma o tym nie wspomina w źródłach historycznych – zmieniła właściciela w 1972 roku.
Pomimo tego, że właściciele nie nosili nazwiska Lamborghini to postanowiono zostawić, ale szukano sposobu na zwiększenie sprzedaży. Firma miała ambicje produkcji samochodów terenowych – te powoli przestały kojarzyć się z topornymi i powolnymi maszynami. Lamborghini przyszłość widziało w rządowych kontraktach. W tym miała pomóc firma Mobility Technology International, która chciała sprzedać projekt na potrzeby armii. Już sam pomysł na pojazd był ciekawy. Według pierwszych szkiców miało być to buggy z dużym V8 umieszczonym z tyłu i miejscem dla 4 pasażerów.
Pojazd miał być wyposażone tylko w niezbędne wyposażenie, nie mieć drzwi ani twardego dachu. Szaleństwo? Nie, po prostu Myers Manx na sterydach. Całość miała być oparta na ramie przestrzennej a panele nadwozia planowano wytwarzać z tworzyw sztucznych. Pomysł zacny, ale wykonanie sprawiało trudności a koszt opracowania prototypu przez zaawansowaną technikę był kilkukrotnie większy niż „typowego” Lamborghini. Czy zastosowana technika i nowoczesne materiały pomogły zredukować masę własną?
Lamborghini Cheetah – uzbrojone i … rozbrojone (poniżej)

Źródła:Pinterest, Lamborghini
Pomimo lekkiego nadwozia zastosowanie przeniesienia napędu (3 biegowy „automat” z reduktorem) i silnika Chryslera V8 powiększyły masę własną do 2042 kg – bez drzwi i tylko z materiałowym dachem. 183-konny silnik miał duży moment obrotowy (350 Nm), ale w trudnym terenie szybko się przegrzewał. Chłodnica i duże wloty powietrza przegrały z umieszczeniem silnika tam, gdzie powinien być bagażnik. Co ciekawe, pierwsze testy wykazały dzielność w terenie a próby drogowe – prędkość maksymalną aż 103 MPH.
Samochód był zdolny do pokonywania przeszkód, ale zużycie paliwa było zbyt duże – „setka” w 9 sekund nie potrafiła „osłodzić” zużycia paliwa sięgającego (lub chwilami przekraczającego) 40 litrów na 100 km. Pojazd intensywnie testowano a następnie poprawiano usterki. Pokazano go w Genewie w 1977 roku, ale nie zyskał przychylności wojskowych. Lamborghini nadal nie przestało myśleć o produkcji samochodów terenowych. Należało dokładnie przeanalizować budowę i kosztorysy prototypu. Zaproponowano kilka zmian.
Amerykańskie wojsko potrzebowało bardziej konwencjonalnego pojazdu – z długim przodem, silnikiem z przodu, ładowną „paką” z tyłu i mocnym, ale oszczędnym silnikiem. Tego „Cheetah” nie miała. Prace nad nowym modelem trwały już wyłącznie dzięki włoskim inżynierom. „Mobility” wycofało się z programu. Nowa konstrukcja nie posiadała „fajerwerków” w postaci lekkiego nadwozia i wyglądu „buggy na sterydach”. Projekt powstawał 4 lata. W 1981 roku w Genewie pokazano prototyp LM 001, ale nadal „czegoś” w nim brakowało.
Lamborghini LM 001

Źródło: FavCars.com
Pod konwencjonalnym nadwoziem nie było wiele zmian. Silnik nadal był z tyłu i było to V8 od Chryslera. Auto było cięższe od Cheetah i bardziej paliwożerne a do tego wolniejsze. Lamborghini jednocześnie obiecało, że pracuje nad zastosowaniem innego silnika i przeniesieniem go do przodu pojazdu. LM 001 zwróciło uwagę swoją kanciastością, potężnymi kołami oraz ślepymi wlotami powietrza, które wkrótce miała dostarczyć powietrze do nowego silnika. Jakiego? Konstruktorom aż 5 lat zajął projekt przeniesienia napędu.
Nie był to byle jaki napęd a V12 przeniesione z modelu Countach i dostosowane do większej masy i przeciążeń. Innego silnika Lamborghini nie miało. Mniejsze, 6-cylindrowe silniki były za słabe. Silnik Countach miał moc 450 KM, ale dodatkowe kilogramy (a raczej tona) mogły mieć wpływ na zużycie paliwa. I miał o czym miano przekonać się za kilka lat. Tymczasem prace nad konstrukcją trwały kolejne lata. Choć kompletny prototyp pokazano już w … Genewie w 1982 roku, ten trafił do produkcji 4 lata później.
Wojsko amerykańskie nie było zainteresowane paliwożernym „klocem”, który ważył 2700 kg i przy spokojnej jeździe zużywał 31 litrów benzyny na 100 km. Fakt, był szybki, ale setka osiągana w 7,8 sekundy nie była potrzebna podczas działań wojennych. Tymczasem Lamborghini znalazło innego klienta – naftowych szejków i ich wojsko. Im wysokie koszty utrzymania nie przeszkadzały. Cena wynosząca 134.500 dolarów też nie. Tak oto Lamborghini trafiło do wojska na Bliskim Wschodzie i zadomowiło się tam na dwie dekady.
Lamborghini LM 002

Źródło: Boss Hunting
Wojskowy samochód sportowy doskonale sprawdzał się na piaskach pustyni – miał wygodne wnętrze pełne skór, klimatyzację, ABS i wszelkie udogodnienia. Miał również opony, które Pirelli skonstruowało specjalnie dla niego. Do tego dobre audio i możliwość adaptacji „paki” na kilka sposobów – stanowisko strzelca i karabin maszynowy lub dwie ławki na kolejnych 4 pasażerów. Lamborghini miało jeszcze jeden pomysł na wykorzystanie LM 002 – Rajd Dakar, na którym mogło pochwalić się swoim „odrzutowym czołgiem”.
Niestety w 1988 roku specjalnie przygotowany model nie wyruszył na trasy wyścigu. Był to czas, kiedy firmą zarządzał Chrysler. W tym czasie projektowano już następcę Countach i to on był najważniejszy. LM 002 zmontowano łącznie w 301 sztukach, z czego większość jest w garażach wojska lub w prywatnych kolekcjach. LM 002 do dziś jest uważany za samochód niezwykły. Złośliwi twierdzą, że to najlepsze połączenie tego co potrafi Lamborghini – wyprodukować super auto i super ciągnik. Dzisiejszy Urus to przy LM 002 wydmuszka i „zwykły cienias”.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.







