Historia sportu Czechosłowacji jest pełna nazwisk nieznanych zawodników, którzy w okresie międzywojennym odnosili sukcesy w całej Europie. Wśród nich są również kierowcy wyścigowi startujący na markach rodzimej produkcji. Jednym z takich zawodników jest Adolf Szczyżycki (znany również jako Sczyżycki lub Szczyzycki). Jego historia może być doskonałym scenariuszem filmu. Szczyzycki w swoim krótkim życiu osiągnął wiele zwycięstw – większość za kierownicą wyścigówek produkcji Wikova.
Adolf urodził się w 1895 roku. O jego młodości niewiele wiadomo. Interesował się mechaniką, pracował w zakładach mechanicznych marki Wikov. Zakłady oficjalnie przyjęły taką nazwę w 1910 roku. Wikov, choć dziś jest znany z produkcji gaźników, w rzeczywistości był dostawcą części do wielu maszyn i urządzeń. Czechosłowacka manufaktura produkowała części maszyn a nawet całe ciągniki rolnicze, lokomotywy, silniki elektryczne i oczywiście … samochody osobowe, które odnosiły sukcesy w sporcie motorowym.
Pierwsze starty w oficjalnych zespole Wikova Adolf rozpoczął w 1927 roku. Niestety nie były zbyt udane – lekki roadster z silnikiem o poj. 1,5 dm3, na którym startowali kierowcy, często psuł się i nie dojeżdżał do mety wyścigu. Na jego obronę trzeba przyznać, że pozwalał uzyskiwać bardzo dobre czasy okrążeń i odcinków specjalnych. Tymczasem Alfy i Bugatti wygrywały każdy wyścig w Środkowej Europie. Wikov miał aspiracje konkurować z najlepszymi i nie rezygnował z walki pomimo wielu porażek.
Adolf Szczyżycki (1895-1940)
Źródło: wikimedia
Zakłady chciały promować się poprzez sport i wygrane w wyścigach zatem powołano specjalny oddział firmy zajmujący się wyłącznie rozwojem techniki na potrzeby wyścigów. W 1928 roku było lepiej, ale dopiero rok później Wikov mógł pochwalić się pierwszymi ważnymi sukcesami w sporcie motorowym. Przykładem była wygrana w wyścigu „Ecce Homo” w kategorii pojazdów o pojemności do 1,5 dm3. Większość trasy wyścigu stanowiły górskie serpentyny. Vikow stał się ważnym graczem w wyścigach górskich.
Szczyżycki stał się rozpoznawalnym specjalistą od krętych górskich serpentyn. W 1930 roku wygrał w klasie „ponad 1,5 litra” Rajd Tatr Wysokich. Była to impreza organizowana równolegle z Rajdem Tatrzańskim. Trasa maratonu dla automobili liczyła oficjalnie 8687 km. Nieoficjalnie wybrane załogi przejechały w ciągu 17 dni ponad 10 tysięcy km objeżdżając trudniejsze odcinki specjalne. Jak to możliwe, że wyścig wokół Tatr był tak długi? Trasa wyprawy prowadziła przez większość europejskich stolic a tylko część prowadziła przez górzyste tereny.
O sukcesie czechosłowackiej marki i kierowcy o „polskim” nazwisku pisały wszystkie gazety. Wikov z numerem rejestracyjnym PIV 453 dzielnie sprostał trudnym warunkom wyprawy co docenił koncern naftowy Vacuum Oil Company. Jak wyglądała nagroda za 1.miejsce? Był to statuetka Jana Żiżki (bohatera narodowego Husytów) odlana z brązu. Adolf stał się bohaterem i wzorem do naśladowania wielu młodych Czechosłowaków (tak, wiemy jak to brzmi). Po tym sukcesie kariera Adolfa nabrała rozpędu. W 1931 roku brał udział w GP Polski, czyli tak naprawdę w GP Lwowa.
Ogłoszenie prasowe o wynikach Rajdu Tatr Wysokich
Źródło: Wikov Weteran Club
W 1931 roku Szczyżycki w GP Lwowa zajął 2. miejsce w klasie 1,5 dm3 a w klasyfikacji generalnej był 4. Klasyfikację generalną wygrał Hans Stuck na Mercedesie SSK. Czy był to dobry wynik? Była to dobra lokata na tle najmocniejszych i najszybszych „Srebrnych Strzał”, Alfy i Bugatti. W tym roku Adolf startował również w Rajdzie Tatrzańskim. Wynik? 6.miejsce wśród pojazdów sportowych i 15. w klasyfikacji generalnej. Mały Wikov serii 7 był wtedy już dopracowaną konstrukcją, choć osiągami powoli zaczynał odstawać od konkurencji.
Największe sukcesy Szczyżycki osiągał na Wikov 7/28 Sport. Był to lekki roadster o klasycznej budowie – silnik z przodu, napęd na tył. Dzięki przemyślanej konstrukcji moc silnika (zaledwie 40 KM) wystarczała do osiągania prędkości 140 km/h. Wikov z niebywałą łatwością rozpędzał się i pokonywał zakręty szybciej od Bugatti T35, które w tym czasie było uważane za doskonałą wyścigówkę. Bugatti było cięższe i nawet duźo większa moc juź nie stanowiła o jego przewadze konkurencyjnej. Konkurencją dla Wikova w tym czasie było brytyjskie MG.
Nie inaczej było na GP Masaryk. Po raz pierwszy czechosłowacka wyścigówka walczyła jak równy z równym z Alfami Romeo i Bugatti. Szczyżycki nie wygrał, ale zapisał się złotymi literami na kartach historii Czechosłowacji. W 1933 roku, równolegle ze startami na modelu 7/28, startował na Wikov 35. Był to sportowy model do dalekiej turystyki o specyficznym kształcie przodu – uformowanym na wzór … bomby lub odwłoka pszczoły. Dziwna konstrukcja była modelem eksperymentalnym, na którym testowano aerodynamikę i jej wpływ na prowadzenie pojazdu.
Wikov 35 z aerodynamicznym nadwoziem
Źródło: jenikirbyhistory.getarchive.net
W 1934 roku załoga Szczyżycki i Kudlacek zwyciężyła w wyścigu na dystansie 1000 mil. Ich Wikov 40 miał konkurencję w postaci Skody, ale ta jako druga przekroczyła metę. Był to jeden z największych sukcesów czechosłowackiej motoryzacji. Podobnie jak rok wcześniej, również w 1934 roku Adolf otrzymał złoty medal od Automobilklubu Czechosłowackiego. W 1935 roku Szczyżycki zaliczył ostatnie starty dla zespołu Wikova. Firma postanowiła zamknąć produkcję samochodów i skupić się na produkcji części do maszyn oraz osprzętu dla silników.
Redakcje sportowe odetchnęły z ulgą. Dlaczego? Szczyżycki identyfikował się jako Czech, często jego nazwisko pisano po polsku lub przekręcano eliminując znaki diakrytyczne, przez co jego statystyki zwycięstw są pełne błędów. To jest jeden z powodów, dla których nie ma odnotowanych wszystkich zwycięstw. Szczyżycki pod koniec lat 30-tych wycofał się z wyścigów. W tym czasie zaczął chorować. Zmarł w 1940 roku po trwającej kilka miesięcy niezdiagnozowanej chorobie układu pokarmowego.
Podobne wpisy:
London Taxi - jaki Londyn, takie Taxi
"Dajcie mi tonę żelastwa i 300 koni"
Albert Divo - znany francuski "samorządowiec"
Limuzyna po japońsku
Automat - historia komfortu jazdy
Karoseria Superlekka, część piewsza
Van prosto z Francji - część druga
Niemiecki Maluch prosto z Wielkiej Brytanii
Z historią na campingu

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









