„Nie każda m… pasuje do … Corda”

przez | 13 kwietnia, 2019

Napęd na przednie koła kojarzymy raczej z samochodami o niewielkiej masie oraz silniku o małej pojemności. Zaletami tego napędu jest dość prosta konstrukcja i możliwość wygospodarowania dużej ilości miejsca w kabinie. Praktycznie każdy popularny pojazd posiada napęd na przednie koła a tylko marki luksusowe wciąż jeszcze pozostają wierne klasycznemu, tylnemu. A może tak złamać stereotyp? Przecież można skonstruować doskonałe, luksusowe auto z napędem tylko na przednią oś – w Europie jest to normą ale w Ameryce?

Kiedy w 1929 roku na rynku zadebiutowała marka Cord ze swoim luksusowym modelem L-29, w Europie dopiero kilku producentów popularnych pojazdów spróbowało nowego sposobu napędu. Pierwsze konstrukcje nie były zbyt udane, tymczasem Cord bez żadnych obaw zaproponował klientom kosztujący bajońskie 3000$ model (poziom cenowy Cadillaka, Franklina czy Lincolna) z mocnym 8 – cylindrowym silnikiem i … przednim napędem. Ważąca 2100 kg limuzyna ze 125 – konnym silnikiem i przednim napędem? To nawet dziś „nie jest normalne”.

Cord L-29 z nadwoziem Convertible Sedan

Źródło: Barrett-Jackson

Początkowo klienci byli sceptyczni, ale okazało się, że pojazd jest nie tylko szybki (ok. 130 km/h), ale również stabilny. Układ kierowniczy pozwalał na pewne prowadzenie a maksymalny skręt w „lewo – prawo” od pozycji horyzontalnej był osiągany poprzez obrót o 720 stopni. Do końca produkcji powstało prawie 4,4 tys. sztuk tego modelu karosowanego przez różnych „motoryzacyjnych krawców”. Pierwszy publiczny pokaz modelu Silver-Arrow marki Pierce – Arrow wymusił na Cordzie opracowanie nowego modelu – szybszego i o aerodynamicznej karoserii.

Errett Cord – założyciel marki, podobnie jak właściciele Pierce-Arrowa, również chciał tworzyć samochody przyszłości. Konstrukcja z niezależnym przednim zawieszeniem, zmodernizowanym silnikiem i utrzymana w nowym stylu byłaby „zwyczajna” gdyby nie kilka wynalazków wyprzedzających swoją epokę. Po pierwsze – charakterystyczny „kanciasty nos”, pod którym ukryto silnik. Po drugie – półautomatyczna przekładnia z czterema biegami do przodu podczas, gdy konkurencja miała najwyżej trzy biegi. To tylko początek tego, co czekało klientów nowoczesnego Corda.

Nowy model oznaczono jako „810”. Pojawił się w okresie mody na streamlinery, którą w USA zapoczątkował Chrysler. Cord 810 zadebiutował na rynku w 1936 roku i wystarczyło jedno „mrugnięcie” reflektorami żeby zachwycić Amerykanów. Do Corda zaadaptowano podnoszone reflektory z awionetki marki Stinson. Projekt nadwozia (również wysokich lotów) wyszedł spod kreski Alexa Tremulisa, który zadbał o to żeby projekt wywołał prawdziwą sensację. Tak też było i szybko znaleźli się klienci gotowi zapłacić fortunę za ten model.

Cord 810 z nadwoziem sedan

Źródło: Barrett-Jackson

„810-tka” była szybka, prowadziła się jak pojazd sportowy a radio (!) pozwalało cieszyć się muzyką płynącą z głośnika. Prognozowano sprzedaż na poziomie … 1000 sztuk rocznie, ale tuż po sprzedaży pierwszej partii pojazdów pojawiły się zgłoszenia usterek. Dotyczyły głównie zaawansowanej skrzyni biegów oraz mechanizmu podnoszenia reflektorów, który często się zacinał. Szukano sposobu na usprawnienie mechanizmów, ale efekt był mierny dlatego też postanowiono uczynić model bardziej atrakcyjnym a nie niezawodnym.

5 – metrowa sportowa limuzyna ze 125 – konnym silnikiem ważyła 1860 kg i mogła rozpędzić się do niemal 160 km/h. Wzmocniony sprężarką model na rok 1937 osiągał moc 170 KM co pozwalało mu rozpędzać się do 200 km/h (poziom sportowych … Bugatti). Doładowany silnik Lycoming V8 o poj. 4739 cmbył konstrukcją o dużych rezerwach mocy, ale to nie wpłynęło na zainteresowanie klientów. Część niesprzedanych egzemplarzy z roku modelowego 1936 zmodernizowano i wystawiono na sprzedaż jako „rocznik 1937”.

Fortel ten jednak nie udał się. Fakt, że modele z doładowaniem miały nowy chromowany grill i lepsze wykończenie kabiny nie zagłuszył skandalu z awaryjną mechaniką. Ostatnią próbą zainteresowania klientów była odmiana 2 – drzwiowa z otwartym nadwoziem. W stosunku do limuzyny miała nie tylko dłuższe drzwi, ale również mocniejszy o 10 KM silnik. Prędkość maksymalna tej odmiany miała wynosić zawrotne 130 MPH, czyli około 208 km/h. Auto hamowało za pomocą czterech 12-calowych bębnów. Hamulce były skuteczne, jak na ówczesne standardy.

Cord 812 Convertible

Źródło: autowp.ru

Współpraca w ramach „Małej Trójki” (Cord, Auburn, Duesenberg) wymagała od każdej marki wypracowania zysku. Tymczasem Cord, pomimo zgromadzenia wokół siebie wiernych fanów, przynosił straty a rewolucyjny model był w tym przypadku bardziej „kłopotem” niż „korzyścią” dla budżetu podupadającego producenta. To właśnie Cord miał zarabiać na młodych bogatych klientach, szybki Duesenberg miał gromadzić „dojrzałe elity” a Auburn – „majętnych wiecznych chłopców”. Tymczasem to te dwie marki dokładały do produkcji „812-tki”, co tylko pogłębiało kryzys.

W 1937 roku zaniechano produkcji. Dwa lata później projekt Tremulisa został przejęty przez markę Graham-Paige i w zmodernizowanej formie pojawił się na rynku jako Graham Hollywood. Pomimo zmiany awaryjnych reflektorów na „zwykłe”, zastosowaniu innej skrzyni biegów oraz wyrzuceniu charakterystycznych rur z boku nadwozia (dostępnych w modelu z kompresorem) – Hollywood zniknął z rynku w prawdziwie „hollyłódzkim stylu”. Produkcji zrezygnowano po kilku miesiącach a sam Graham popadł w kłopoty finansowe.

Tym samym Cord przeszedł do historii. Co ciekawe, w latach 60-tych pasjonaci modelu 810 zbudowali dokładną replikę z użyciem napędu Chevroleta Corvaira. Dziś ten pojazd znany jest również z gry „Mafia”, gdzie jest jednym z najdroższych modeli. Co z tytułową „mordą”? Niewiele jest amerykańskich konstrukcji, których wzornictwo czy konstrukcja były tak oryginalne i wyprzedzały swoje czasy. Być może dlatego ten styl nie pasował wielu klientom, le na szczęście to powiedzenie kojarzy się jedynie z „marką na F”.