Pierwszy na podwójnym gazie (aktualizacja)

przez | 3 maja, 2019

Od pamiętnego momentu, gdy człowiek zbudował i prowadził pierwszy pojazd – czy to konny czy poruszany siłą jego mięśni lub maszyny parowej, z powożeniem, tudzież ujeżdżaniem nowej machiny było wiele problemów. Jednym z nich był bardzo ważny problem – jak opanować te machiny w stanie, gdy świadomość wychodziła daleko poza widziany obszar? Nie wiązało się to jednak z umiejętnościami wizjonerskimi, czy wróżbiarstwem, ale „zwykłym” pijaństwem, które od zawsze towarzyszyło ludziom.

Pijany woźnica nie wydawał się istotnym zagrożeniem, gdyż konie w każdej chwili mogły same podjąć decyzje o zatrzymaniu. Niestety, wraz z pojawieniem się pojazdów mechanicznych okazało się, że te same takiej decyzji nie podejmą i tylko duża przeszkoda w postaci muru, tudzież drzewa jest w stanie je skutecznie zatrzymać. Niestety skutki takiego hamowania dla kierowcy automobilu były opłakane, podobnie jak dla drogocennej maszyny. Nie wspominając o innych uczestnikach ruchu.

Elektryczna taksówka z 1898 roku

Źródło: pinterest

To, co jest zmorą na polskich drogach nie powstało na ziemiach należących do Polski. Ba, nie jest to wymysł rodem z Kresów Wschodnich, ani z Prus. Rodowodu pijanego kierowcy należy szukać na Wyspach Brytyjskich. Tak, tam właśnie do historii przeszedł wyczyn jednego z pionierów motoryzacji. Nie był nim żaden szlachetnie urodzony Brytyjczyk a „zwykły” taksówkarz, który swoim elektromobilem (powozem elektrycznym) poruszał się po ulicach Londynu. Tak, pierwszy „podwójny gaz” zawdzięczamy samochodom elektrycznym.

Tym „szczęśliwcem” okazał się młody, bo zaledwie 25 – letni George Smith. Dokładnie 10 września 1897 roku klient zamówił kurs na Bond Street 165 w Londynie.  Taksówkarz nie dość, że przyjechał pod wskazany adres, to jeszcze zaprowadził klienta prosto do salonu. W drodze powrotnej zdarzył się wypadek. Było tuż po północy kiedy wracając z kursu stracił panowanie nad piekielną machiną i ta z impetem przejechała chodnik, wyrwała hydrant i zatrzymała się na ścianie budynku. Pech chciał, że pomimo późnej pory, na miejsce przybyli liczni „świadkowie”.

Jeden z nich zdobył się na odwagę i dokonał obywatelskiego aresztowania naszego bohatera. Doprowadzony do najbliższego posterunku George został wylegitymowany. Policjant wyczuł od kierowcy specyficzny zapach. George przyznał się do spożycia alkoholu w czasie pracy i został ukarany aresztem (do czasu wytrzeźwienia) oraz 25 szylingami kary. Nie zatrzymano mu uprawnień (wówczas nie było jeszcze przepisów, które temu służyły), więc dalej mógł przewozić pasażerów i zarabiać na swojej pracy.

Jak na owe czasy nałożona przez policjantów kara była na tyle duża, że długo nie zapomniał o obowiązku prowadzenia pojazdu tylko na jednym a nie z dwoma „gazami”. Oczywiście, nie przeprowadzono badania na alkomacie, gdyż takiego wówczas nie było, ale nos tamtejszego stróża prawa był nieomylny. Na uwagę zasługuje fakt, że kierowca przyznał się do wykroczenia. To, co zdarzyło się w 1897 roku miało wpływ na całą późniejszą historię motoryzacji. Od tego momentu powstawały pierwsze statystyki dotyczące pijanych kierowców.

Pierwszy „trunkowy” kierowca

Źródło: British Newspaper Archive

Nie tylko Anglicy zauważyli groźne skutki prowadzenia po alkoholu. W wielu krajach Europy na przełomie wieków pojawiły się przepisy zakazujące takich praktyk. Tak surowe prawo wprowadzono w USA już w 1910 roku, gdy po kilku latach obserwacji zanotowano rekordowe wzrosty liczby wypadków spowodowanych przez „trunkowych automobilistów”. Od tego momentu kary dla nich zostały zaostrzone, co w praktyce i tak nie wpłynęło na zmniejszenie problemu. Dopiero prohibicja przyczyniła się do poprawy statystyk.

Z czasem i w innych krajach pojawiły się stosowne regulacje a wynalazek alkomatu ostatecznie uwiarygodnił to, co policjanci nie zawsze zdołali udowodnić. W niektórych krajach za jazdę w stanie upojenia alkoholowego odbiera się prawo jazdy, w innych nawet konfiskuje samochody i obciąża kosztami leczenia poszkodowanych w wypadku. Niestety, pomimo coraz surowszego prawa liczba nietrzeźwych (złapanych) kierowców nie zmniejsza się. Niestety, nie wiadomo ilu nietrzeźwych jeździ po naszych drogach a nie daje się złapać.