Historia pojazdów elektrycznych jest tak długa jak pojazdów napędzanych paliwami. W latach 60 i 70-tych XIX wieku powstało wiele konstrukcji, do których napędu próbowano wykorzystać prąd. Próbowano, gdyż większość prób nie była udana. W tym czasie pojęcie akumulatora było jeszcze abstrakcją i nie było to wydajne źródło napędu – pojazdy elektryczne z trudem pokonywały kilkanaście kilometrów na jednym ładowaniu. To miało się wkrótce zmienić za sprawą dwóch Brytyjczyków – Williama Ayrtona i Johna Perrego.
Ich pomysł na pojazd napędzany elektrycznością zmontowany najprawdopodobniej w 1881 roku był ważnym krokiem w rozwoju wykorzystania silnika elektrycznego i akumulatorów jako efektywnego źródła napędu dla pojazdów kołowych. Konstrukcja składała się z trzech kół – dwóch dużych i jednego małego. Trójkołowiec miał prymitywny układ kierowniczy i tylko jedno miejsce dla kierowcy. Całość po prostu była w pełni funkcjonalna – pojazd poruszał się o własnej sile, choć trudno było oczekiwać od niego „osiągów”.
Trójkołowiec patentu Ayrtona i Perrego
Źródło: Electric Vehicle News
Do jego napędu służył silnik elektryczny o mocy około 500 W (taką moc ujęto w oficjalnej dokumentacji technicznej). Była to wartość pozwalająca wprawić w ruch ten pojazd. Według źródeł historycznych trójkołowiec miał rozpędzać się do 15 km/h a zasięg na jednym ładowaniu miał wynosić od 16 do 40 km w zależności od ukształtowania terenu. Szybciej niż pieszy, tak samo jak jadący rowerem i bez emisji szkodliwych pyłów, ale wtedy jeszcze nikt nie wprowadzał żadnych zakazów. Silnik umieszczono pomiędzy podłogami tego pojazdu.
Podłogami? Tak, układ napędowy umieszczono w „kanapce” pomiędzy dwiema platformami. Wykonano je z drewna. Do górnej po prawej stronie przymocowano mały silnik przemysłowy, na dolnej umieszczono dwa akumulatory. Przeniesienie napędu odbywało się przez koło zębate umieszczone po prawej stronie pojazdu. Całość wyglądała jak „prowizorka” prosto z garażu, ale pojazd miał jedną ważną innowację. Dzięki zastosowaniu elektryczności konstruktorzy mieli ułatwione zadanie oświetlenia pojazdu podczas jazdy.
Gdy większość bryczek posiadała oświetlenie w postaci świecy i zwierciadła lub lamp gazowych, w konstrukcji Ayrtona i Perrego to elektryczność oświetlała pojazd. Tak, to pierwszy pojazd z oświetleniem elektrycznym (według oficjalnych danych historycznych). Choć trudno w to uwierzyć, w pojeździe zamontowano dwie żarówki. Słup światła nie był duży, ale bardziej … stabilny od płomienia świecy. Jedną z najważniejszych ciekawostek technicznych był sposób regulacji prędkości. Pedał? Dźwignia? Nie, „coś” bardziej odpowiedniego do techniki lat 80-tych XIX wieku.
Współczesna replika
Źródło: UPS Battery Center
Pojazd, pomimo sterowania za pomocą dźwigni oraz regulacji prędkości jazdy przez rozłączanie ogniw (nie było żadnej dźwigni czy pedału przyspieszenia), był konstrukcją lepszą niż większość podobnych wynalazków powstałych w Europie i Ameryce. Nie przetrwał do dzisiejszych czasów, ale pamięć o nim oraz kilka wiarygodnych źródeł historycznych pozwoliły odbudować wierną replikę. Ta istnieje i jest dowodem geniuszu brytyjskich konstruktorów i zawiera niemal wszystkie charakterystyczne elementy zastosowane w oryginale.
Oczywiście w „kanapce” znajdują się nowoczesne ogniwa a silnik umieszczono w innym miejscu. Pomimo tych różnic jest to jedna z najważniejszych replik świadczących o czasach i konstruktorach, o których już powoli zapominamy. Ten trycykl wpłynął na rozwój pojazdów elektrycznych i przyczynił się do ich popularności. Podobnych konstrukcji w latach 90-tych XIX wieku powstało wiele, ale szybko przestały być popularnymi pojazdami. Napęd spalinowy wygrał i na ponad wiek był dominującym wobec elektryczności i pary.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








