Cordoba to miasto w Hiszpanii i Seat Ibiza z dużym „zadkiem”. Tak najcześciej kojarzy się ta nazwa, choć nie tylko gdyż była używana nie tylko przez Seata, ale również przed inne marki, w tym przez Chryslera. Tak nazwano projekt, który miał zastąpić największe i najdłuższe Chryslery oferowane w latach 60-tych. Prace nad Cordobą rozpoczęto w 1970 roku a cztery lata później pokazano gotowy projekt i rozpoczęto produkcję. Dlaczego tak szybko? Dlatego, że był bliźniaczą konstrukcją do kilku innych modeli Chryslera.
Na tej samej, prawie 5,5-metrowej platformie zmontowano nowego Dodge’a Chargera i Plymoutha Fury, przy czym w odróżnieniu tego ostatniego Cordoba i Charger były oferowane tylko w dwudrzwiowym nadwoziu. Platforma „B-body”, na której zbudowano Cordobę posłużyła również do konstrukcji kilku dużych sedanów i muscle-cars. Nie była skalowalna, ale dzięki zmianie rozstawu osi można było do 20 modeli Chryslera, Dodge’a i Plymoutha. Cordoba prezentowała się nietypowo.
Cordoba należała do klasy „personal luxury” czyli dużych dwudrzwiowych sedanów, które oferowały dobre osiągi i można było nimi jeździć bez szofera z przyjemnością. Wysokie, podwójne reflektory osadzone jak w latach 60-tych, pionowa osłona chłodnicy na wzór kaloryfera i ogromny zderzanie komponowały się z długimi zaokrąglonymi płaszczyznami. To zmieniono dopiero podczas modernizacji w modelu na rok 1978. Wtedy pojawiły się prostokątne reflektory we wspólnej obudowie.
Chrysler Cordoba 1.gen


Źródła: Automobile Fandom, Classic Trader
Wcześniej, bo już w momencie debiutu, Cordoba zyskała odpowiednie wyposażenie i silniki. Skóry i pełna elektryka? Tak, ale najważniejsze ukryto pod maską. Wielkie V8 o pojemnościach 5,2 do 6,6 dm3. Moce? Bez „szału”, gdyż był to czas odprężania silników w trosce o środowisko i ekonomię. Tak oto przedział mocy rozpoczynał się od 172 a kończył na 264 lub 290 KM (w zależności od rocznika). Niewiele, ale to wystarczyło do sprawnej jazdy. O sportowym prowadzeniu należało zapomnieć.
Osiągnięcie 120-125 MPH było okupione dużym spalaniem – wyższym niż przeciętne 12 MPG (19,6 dm3/100 km). Silnik współpracował z 3-biegowym „automatem”. Pomimo licznych zabiegów ze strony Chryslera, Cordoba nie była wzorem ekonomii ani mistrzem długiego dystansu. 96-litrowy zbiornik z trudem wystarczał na 400-450 km jazdy. Czy apetyt na paliwo oznaczał, że Cordoba była ciężka? Nie, pomimo ogromnego nadwozia i ciężkiego silnika jej masa własna wynosiła „rozsądne 1700 kg”.
Jak prowadziła się Cordoba? Jak balia na wzburzonym morzu. Długie zwisy, miękkie zawieszenie i silnik o dużym momencie obrotowym? To nie mogło się udać. Hamulce były przeciętne, wykończenie wnętrza również. Krążownik epoki „malaise cars” był wygodny, ale nudny w każdym znaczeniu tego słowa. Samochód nie przyjął się na rynku, choć reklamę miał dobrą reklamę. Na plakatach i filmach zachwalał go sam Ricardo Montalban – znany aktor. W reklamach prasowych często pokazywano wersję specjalną.
Była to targa, którą wprowadzono jako limitowaną i dostępną tylko . Połączenie dachu typu T-top i krążownika? To nie przyciągnęło klientów. Cordobą produkowana w zakładach w kanadyjskim Windsor musiała przejść duże zmiany. Na rok 1978 zaplanowano zmianę wyglądu przodu, ale w tym czasie opracowano następcę. Posłużyła do tego „J – body” – nieco mniejsza i nowocześniejsza platforma zaprojektowana w duchu nowoczesnej „kanciastości”. Zmiany byłī również pod maską.
Chrysler Cordoba 2.gen


Źródło: classiccarstodayonline.com
Z oferty wycofano największy silnik i wprowadzono mniejszy. Od tego momentu ofertę silników otwierało 6 cylindrów o pojemności 3,7 dm3. Moce silników otwierało „imponujące” 91 KM a kończyło 122 KM. W tym czasie podobny zakres mocy oferowały europejskie silniki o poj. 1,8-2,0 dm3. Najmocniejsze 122 KM ukryto w pojemności 5,2 dm3. Było to zbyt mało jak na flagowy „okręt” Chryslera o długości 5,3 m i masie własnej około 1600 kg. W porównaniu do poprzednika była jedna poprawa.
Nowością była prawdziwie sportowa wersja LS z dachem typu targa, ale tym razem zadbano o sportowe akcenty i zupełnie inny przód o agresywnej stylistyce (silnik o poj. 5,9 dm3 i mocy 180 KM). Cordoba tej generacji miała bliźniacze modele – sportowego Dodge’a Mirada i luksusowego Imperiala (jedną z największych porażek wizerunkowych Chryslera). Wszystkie trzy konstrukcje nie sprzedawały się zadowalająco i Chrysler nie zaoferował ich następców. Staż rynkowy Cordoby 2. generacji również okazał się krótki.
Cordoba z Kanady przetrwała w produkcji do 1983 roku. Wtedy to pokazano następcę – nowoczesny model Laser. Historia się powtórzyła. Laser miał przedni napęd i 84-konny silnik w podstawowej wersji. Nie był popularny, ale jego bliźniak – Dodge Daytona doczekał się mocnych silników. Najmocniejszy miał moc 224 KM i pomimo przedniego napędu dobrze się prowadził. Był produkowany już nie w kanadyjskim Windsorze a w dwóch zakładach w USA. 10 lat po zakończeniu produkcji Cordoby Seat pokazał małego sedana o znajomej nazwie.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.






