Rover i Delfin

przez | 25 listopada, 2022

Historia pojazdów wojskowych jest pełna różnego rodzaju „wynalazków”, które miały służyć do tzw. „transportu osobistego” żołnierzy. Były to głównie rowery i motocykle. Wykorzystywano je jeszcze do późnych lat 30-tych, ale wojsko przeniosło się w przestworza i potrzebowało „czegoś” co można było transportować samolotem a następnie bezpiecznie szybko złożyć, uruchomić i pojechać w kierunku przeciwnika. Wojsko potrzebowało jak najmniejszego pojazdu wyposażonego w silnik spalinowy o wzorowej ekonomii. Liczył się każdy zaoszczędzony litr benzyny.

Na początku II Wojny Światowej pewien Brytyjczyk – podpułkownik John Dolphin wpadł na pomysł jednośladu, który można było transportować razem z żołnierzami i bezpiecznie zrzucać na spadochronie. Pojazd ten miał być lekki i prosty konstrukcyjnie a do jego napędu miał służyć silnik z małego motocykla – najlepiej popularnej „98-mki”. Dzięki temu części miały być tanie i powszechnie dostępne a ekonomia wzorowa dzięki lekkości całej konstrukcji. Do czego Dolphin mógł użyć swojego niezwykłego pojazdu?

Żołnierz ze swoim „motocyklem”

Źródło: Army Volunteers Blog

Do transportu żołnierzy podczas operacji specjalnych. Żołnierz po wylądowaniu miał szybko odczepić spadochron a następnie odjechać na zrzuconym pojeździe w kierunku wroga. Żołnierz mógł dokonać szybkiego rozpoznania a następnie odjechać niezauważony – o ile wróg nie usłyszał dźwięku dwusuwowego silniczka. Niezależnie od celu, pojazd miał tam szybko dotrzeć a w razie awarii być porzucony. Dlatego też konieczne było cięcie kosztów. Głównym wymogiem było to aby konstrukcja zmieściła się w standardowej skrzyni na ładunek przyczepiany do spadochronu.

Wymiary takiego „zasobnika” były nietypowe. Wymiary motocykla musiały być mniejsze niż 130x38x30 cm, stąd konstrukcja musiała być składana a do jej uruchomienia należało przeszkolić żołnierzy. Prototyp zmontowano w kilka miesięcy i szukano producenta, który podjąłby się produkcji na rzecz wojska. Wybór padł na Excelsior Motor Company – brytyjskiego producenta motocykli. Był to znany producent, który już od 1874 roku produkował rowery a od pierwszych lat XX wieku również motocykle. Przed rozpoczęciem produkcji pojazd wielokrotnie testowano.

Złożony Welbike

Źródło: militaryimages.net

W jaki sposób? Pojazd zrzucano na spadochronie i badano jego użyteczność w jeździe w trudnym terenie. Dokonano pierwszych zmian – zbiornik paliwa zmniejszono i umieszczono wewnątrz ramy. Mieścił ok. 3,7 dm3 paliwa, ale to pozwalało przejechać ok. 140 km z prędkością 48 km/h (30 MPH). W celu oszczędzania paliwa silnik konstrukcji Villiersa został osłabiony. Pojazd nie potrzebował osiągów – potrzebował minimalnej przestrzeni w samolocie. Potrzebował również nazwy, gdyż Dolphin po prostu jej nie nadał. Ta pojawiła się dopiero w momencie rozpoczęcia produkcji.

Excelsior konstrukcję nazwał „Welbike”. Było to trochę sprzeczne z konstrukcją tego malucha – żadnego zawieszenia, proste siodełko i kierownica. Produkcję wdrożono szybko, ale nie była ona duża. Pojazd miał przeznaczenie wojskowe a zatem cała jego produkcja była przeznaczona dla brygad spadochronowych. W czasie wojny zmontowano 3853 motocykle w dwóch seriach różniących się detalami. Po wojnie potencjał tej konstrukcji został wykorzystany na rynku cywilnym. Oczywiście nie obyło się bez kilku zmian konstrukcyjnych i nowego malowania.

Czy klientom był potrzebny pojazd w wersji wojskowej? Nie, składana kierownica i siodełko mogło zostać w pozycji rozłożonej. Pojemnik do zrzucania z samolotu również nie był potrzebny. Wojsko wykorzystało Welbike podczas operacji „Market Garden”, tymczasem cywilom ta konstrukcja miała być przydatna do jazdy po zatłoczonym mieście. Cywile nie musieli go szukać na polu walki pod ostrzałem. Byli zmuszeni jednak czekać – przynajmniej do końca wojny i na wyprzedaże mienia wojskowego, na których czasem pojawiał się ten oryginalny jednoślad.

Oryginalny „zasobnik” z pojazdem

Źródło: madarju.com

Pierwsze egzemplarze po wojnie z wojskowego demobilu trafiły na rynek wtórny. Nietypowym pojazdem zainteresowali się klienci indywidualni i po wojnie produkcja ruszyła na większą skalę. Niestety producent miał problem w dopuszczeniem pojazdu do ruchu. Welbike posiadał hamulec jedynie na tylne koło przez co nie był legalnie dopuszczony do ruchu. Tymczasem John Dolphin kontynuował swoje dzieło i założył firmę, która pojazd zmodernizowała i wprowadziła do produkcji pod nazwą Corgi. Zaczęła się moda na „Welbike” – ten wojskowy jak i „ten” przeznaczony dla każdego.

Corgi miało zbiornik paliwa umieszczony na ramie oraz wygodne siodełko. Silnik pozostawiono – był to znany 1,5-konny Villiers sprzężony z jednostopniową przekładnią. W tej postaci pojazd można było sprzedawać na rynku cywilnym. Do 1954 roku kupiło go 27 050 klientów. Część z nich pochodziła z USA, gdyż Dolphin zaczął sprzedaż na tym roku w 1948 roku. Wśród akcesoriów oferowanych do Corgi znalazł się nawet wózek boczny, który skutecznie pozbawiał jakichkolwiek osiągów ten mały cud techniki. Jednak to nie koniec opowieści o pojeździe dla prawdziwego żołnierza.

Reklama „motocykla” Corgi

Źródło: hmvf.co.uk

Kilka lat po wojnie Welbike w nowej formie powrócił do wojska. Już jako Corgi znalazło zastosowanie w wojsku. Skoro wciąż mieściło się do pojemnika spadochronowego można było je wykorzystać podczas Wojny Koreańskiej. Wykorzystała to Armia Amerykańska. Podobne konstrukcje powstają do dziś, czego przykładem jest Di Basi Taxi – również składany motorower ważący zaledwie 28 kg. Takie pojazdy znajdują zastosowanie w każdych warunkach a ich rozmiary to wielka zaleta. Choć z drugiej strony … podróż na tak małym środku transportu to ciekawe doświadczenie.