Koreańska rewolucja w trzech aktach

przez | 26 października, 2018

Prolog. Efektami koreańskiej motoryzacji młodzież nigdy się nie pasjonowała. Daewoo Lanosem czy Hyundaiem Accentem (nawet po „wieśtuningu”) wstyd było się pokazać nawet przy wiejskiej dyskotece. Z posiadania Kii Pride nikt nie był dumny a Hyundai Atos był mały i wcale nie był taki waleczny. Jedynie duża Kia Clarus była całkiem „klarowna” – po prostu się nie psuła, gdyż miała w sobie więcej Mazdy niż Kii. Największy karnawał mieli posiadacze Kii Carnival – szczególnie, gdy ta ciągle się psuła i nikt nie mógł jej z „tego” wyleczyć.

Kia Pride – duma w najlepszej postaci

picautoscomŹródło: picautos.com

Akt 1. Kia Sephia i Shuma, choć były tylko „kanapowozami”, dzięki prostej i niezawodnej konstrukcji zyskały pozytywną opinię kierowców. Skoro były wzorowane na Mazdzie 323 nie należało spodziewać się, że Koreańczycy zepsują tak udany projekt. Kilka lat później, w 2003 roku do oferty dołączyło małe Picanto. Rywal Fiata Pandy okazał się dopracowaną konstrukcją i przetarł szlak innemu modelowi – Cerato. Pod tą idiotyczną (!) nazwą krył się 5 – drzwiowy hatchback oraz 4 – drzwiowy sedan o typowej konstrukcji i atrakcyjnej cenie.

Cerato początkowo nie zostało zauważone. Jednak, gdy pojawiło się w Europie zauważono, że w Korei „coś” się dzieje. Nowy kompakt był dobrze wykonany, miał nowoczesne i trwałe silniki a do tego cena była bardzo przystępna. Oferowany zaledwie przez niecałe 3 lata samochód był ciekawszy niż Golf i mniej „dokuczliwy” w serwisowaniu niż Stilo. Niektórym przeszkadzał 3 – cylindrowy Diesel, ale w ofercie był również większy, 2 – litrowy o 4 – ech cylindrach. I tak nadszedł rok 2006, w którym stało się „coś’, co wzbudziło sensację.

Kia Cerato

autamotoplŹródło: autamoto.pl

Akt 2. Do zespołu projektowego Kii dołącza dezerter z Audi – Peter Schreyer, przez którego musieliśmy „podziwiać” tak piękne samochody jak Golf IV. Kia dała mu „wolną rękę” i wkrótce okazało się, że pan Schreyer pomimo poważnego wyglądu (zawsze ubrany „na czarno”) wcale nie jest takim nudziarzem, na jakiego wygląda. Na dowód tego wziął stare rysunki modelu Cerato w wersji „5d” i z nich wyczarował kanciastego Cee’da. Nazwa, choć znowu beznadziejna, nie była istotna. Ważne, że Europejczycy auto zauważyli i docenili.

Cee’d, który w 2006 roku spowodował pogorszenie się stanu zdrowia niejakiego pana Piecha, szybko zdobył całą Europę. Nowa fabryka, którą zbudowano na Słowacji nie robiła „fuszerki”. To potwierdzili niemieccy dziennikarze gdy Cee’d wygrał porównanie z Golfem w tygodniku „Auto Bild”. Klienci, z polską policją na czele, pokochali Cee’da do tego stopnia, że zaoferowano im drugi model – Hyundaia i30, czyli nieco bogatszą odmianę Kii, ale w nieco innej karoserii. Hyundai celował w dotychczasowych klientów … Audi A3.

Kia, choć nie była ideałem jakości, nie miała żadnego TSI więc można było do niej założyć instalację gazową. Ci, którzy uparli się na Diesle, byli zdziwieni, że „ktoś” (tzn. producent) pod maską umieszczał tabliczkę z ostrzeżeniem, że turbodiesel wymaga „specjalnej troski”. Nie był to delikatny silnik i nie wymagał czujnej opieki a ostrzeżenie było troską o portfel klienta („uważaj, bo zepsujesz”). Już nikt nie śmiał się z Kii, szczególnie tej srebrnej w wersji kombi i niebieskim paskiem na boku nadwozia ukrytej w przydrożnych krzakach.

Typowy polski radiowóz

gazetapolicjaplŹródło: gazeta.policja.pl

Niespełna w 3 lata spółka Kii i Hyundaia pokazała europejskim markom, że potrafi stworzyć „coś” lepszego i za mniejsze pieniądze. W tym czasie pojawił się następca niezawodnego, choć wyjątkowo nudnego Getza – i20 i nieco mniejszy i10, który miał pod karoserią podzespoły Picanto. Wciąż było nudno, bardzo nudno. Było tanio i dobrze, ale klienci chcieli czegoś z „pazurem”. Dostali Hyundaia Genesis coupe, który miał być koreańskim odpowiednikiem Camaro lub Mustanga. Był równie szybki i dość tandetny w wykończeniu, ale za to tani.

I tak nadszedł czas, kiedy „Facet w czerni” dostał przyzwolenie na zrobienie „czegoś” nowego, co ostatecznie pozbawi złudzeń VW i Opla. Kia i Hyundai miały być oryginalne a nie tylko tanie. Tym „czymś” były modne SUV-y, które wówczas zostały pozbawione wszelkich ram i reduktorów. VW miał Tiguana a Kia i Hyundai sprzedawały brzydkiego Sportage i Tucsona, ale wkrótce pojawiły się obłe ix35 oraz nowy Sportage, który zagroził nawet Nissanowi Qashqai – absolutnemu liderowi tego segmentu.

Gdy Kia pokazała model Soul, ten z miejsca zdobył uznanie „mieszczuchów”, w tym znacznej części gejów (potwierdzona informacja) oraz trzech chomików. Miłość gryzoni do Soula była tak duża, że nawet dla niego zrzucili zbędne gramy (w reklamie). Soul nie miał napędu na wszystkie koła, ale miał wszystkie atrybuty samochodu dla „hipstera” – miał małe szyby, z czego przednią pochyloną pod bardzo małym kątem, blachy pełne drobnych przetłoczeń, duże koła i światła w tylnych słupkach. Dla wielu był miejską wizją … Jeepa.

Kia Soul – wysoce „chomiczne” auto

netcarshowcomŹródło: netcarshow.com

Akt 3. Hyundai zazdrościł Kii samochodów dla młodych duchem, więc pokazał Velostera – auto, które ma jedne drzwi z lewej strony i dwa z prawej. Ostatnim elementem tej układanki były nowoczesne auta klasy średniej – Kia Optima i Hyundai i40. Choć nie były tak tanie jak ich poprzednicy, szybko zauważono dobrą jakość. Na deser pozostawiono dwa nowe kompakty zastępujące poprzednie generacje Cee’da oraz i30. Niniejszym rewolucja się dokonała a jej efekty poznał cały świat przyznając Koreańczykom wiele nagród.

Hyundai i40

1_154_706_60_01Źródło: hundai.ru

Epilog. W ciągu jednej dekady Koreańczycy osiągnęli tyle, co Japończycy w 20 lat. Ich wyroby są godne polecenia, niezbyt przekombinowane (choć silnik GDI ostatnio się za bardzo panoszy w gamie) i jakością nie ustępują najlepszym. Ich ceny, pomimo nieznacznych wzrostów, nadal są konkurencyjne. Koreański oddział Chevroleta może tylko pomarzyć o tworzeniu takich „wynalazków” jak Soul czy Veloster, które odmłodziły klientelę marki. Tylko Chevrolet Orlando ma w sobie to „coś”, co przyciąga wzrok.

Od autora. Piszącemu te słowa nie zależało na tym, aby cynizmem i sarkazmem wyśmiewać się z dorobku koreańskiej motoryzacji, ani tym bardziej nie jest homofobem. Przeciwnie, jest to ukłon w kierunku tak szybkich i efektywnych działań, które przyniosły aż tak znakomite efekty. Dziś jeździć Kią czy Hyundaiem to żadem wstyd, gdyż nie są to już konkurenci Lanosa. Nawet i30, którego poprzednia generacja była nudna, obecnie jest uważana za jeden z najładniejszych kompaktów na rynku. Jak się chce, to można.