Na pomysł „interesu życia” można wpaść w każdym miejscu i o każdej porze. Dla jednych takim miejscem była beczka po winie, dla drugich … więzienie. Za „kratkami” narodził się wynalazek, który zrewolucjonizował cały przemysł – była nim guma. Wszystko za sprawą przedsiębiorcy Charlesa Goodyeara, który w 1830 roku zamienił swój warsztat na nieco skromniejszą więzienną celę. Tam trafił za długi, gdyż wszelkie jego biznesy upadały generując znaczne straty. Goodyear wcale się tym nie przejął.
Od dziecka był niepokornym marzycielem i wynalazcą. Owładnięty myślą stworzeniu nowego materiału, który „wybawiłby ludzkość” (cokolwiek to znaczyło) nie przestał eksperymentować nawet w więzieniu. Guma co prawda była już znana, ale jej mieszanki były albo zbyt kruche, albo podatne na rozciąganie. Sok roślinny z południowoafrykańskiego drzewa gumowego, z którego próbowano zrobić gumę, nawet po odparowaniu nie był zdatny do użytku – przedmioty wykonane z tego materiału szybko się rozpadały.
Finanse Goodyeara topniały a kolejne pożyczki dodatkowo pogłębiały długi. Po kilku latach „odsiadki” w 1839 roku udało się stworzyć „coś”, co miało cechy tego materiału. Po eksperymentach z użyciem wszelkich możliwych dostępnych środków chemicznych udało się stworzyć serię 150 toreb dla listonoszy. Okazało się, że brakującym elementem układanki była siarka. Niestety torby, podobnie jak buty i kapelusze od Goodyeara zwyczajnie się rozpadły. Wynalazca wziął je do warsztatu i znowu zaczął kombinować.
Charles Goodyear
Źródło: clemson.edu
W warsztacie w Woburn w Massachusetts zdarzył się cud. Otóż jeden z kawałków tworzywa przez przypadek został wrzucony do ognia. Gdy kauczuk i siarka zaczęły się tlić powstało tworzywo podobne do skóry. Znany ze swej bujnej wyobraźni Goodyear nazwał ten proces wulkanizacją (od rzymskiego boga Wulkana). Doświadczony niczym biblijny Hiob, chory, chudy i pożółkły (jak go opisywano) wierzył, że dokonał epokowego odkrycia. Tak było, ale musiał to jeszcze udowodnić, co było bardzo trudne.
5 lat po stworzeniu wadliwych toreb udało się opatentować proces wulkanizacji, ale wynalazca sprzedał patent i pieniądze przeznaczył na kolejne gumowe twory. Do znanego już gumowego płaszcza i grzebienia dołączyły pompy, lalki, pojemniki na benzynę, końskie uprzęże czy nawet liczne imitacje skór. Jednym z ważniejszych wynalazków były gumowe koła do taczki oraz, potrzebne na Dzikim Zachodzie, kowalskie miechy. Większość z tych osobliwości Goodyear pokazał podczas Wystawy Światowej w Londynie w 1851 roku.
Niestety Goodyear nie wpadł na pomysł aby pomiędzy warstwy gumy wpuścić powietrze. W ten oto sposób 6 lat po wynalezieniu gumy powstała opona, ale patent do tego wynalazku przypisano osobie Roberta Williama Thomsona. Na szczęście dla Goodyeara wynalazek Thomsona nie był na tyle rozpowszechniony by wystawiono go na w/w wystawie. Goodyear zadbał nie tylko o dużą ilość produktów, ale stworzył stoisko, które nie miało sobie równych – było pełne kiczu i czarnego koloru.
Stoisko o wybitnie irytującej nazwie „Dwór Jego Wulkanizacyjnej Mości” jednych śmieszyło a u drugich wzbudzało podziw. Podobne pokazy urządzał wiele razy, ale widok gumowej zastawy, ścian czy biżuterii nie zachęcał inwestorów. Na Wystawie Światowej w Paryżu wzbudził podobne odczucia. Za zasługi otrzymał Medal Legii Honorowej i Krzyż Legii Honorowej. Nie mógł ich osobiście odebrać, gdyż … znowu przebywał w więzieniu – tym razem francuskim. Tym razem do Goodyeara uśmiechnęło się szczęście.
Produkcja opon na początku XX wieku
Źródło: goodyear.eu
W 1852 roku jego zasług bronił Daniel Webster. W „Great India Rubber Suit” szeroko opisał jego zasługi. Wynalazca został oczyszczony i za nowe wpływy kontynuował swoją pracę. W 1859 roku, już jako zrehabilitowany oraz zasłużony obywatel mieszkał w Waszyngtonie. Kilka miesięcy później nadeszły niepokojące wieści o stanie zdrowia jego córki. W 1860 roku Goodyear podjął się wyprawy do Nowego Yorku aby ją odwiedzić. Sam również podupadł na zdrowiu, ale z podróży nie zrezygnował.
Gdy tylko wysiadł z pociągu do Nowego Yorku i zameldował się w hotelu na Piątej Alei wiedział już, że córka zmarła. Dzień później do niej dołączył zostawiając po sobie ogromny, sięgający aż 200 tys. $ dług, wdowę, pięcioro dzieci, wnuka oraz jedno adoptowane dziecko. Jego syn Charles Junior miał więcej szczęścia. Stworzył maszynę do robienia butów, na której zbił majątek. Niemal 40 lat później, w 1898 roku Frank Seiberling i jego brat Charles założyli w Akron firmę Goodyear Rubber&Tyre Company.
Podobne wpisy:
Graf i wojna światowa
Aston Marek
Moskiewskie odkrycia i wynalazki, część trzecia
Sprytny odrzutowiec
Stoewer - duma Stettina
Drogowy rozdrabniacz Marcela Leyata
Pentarama czyli wyjątkowe prototypy koncernu Chryslera z lat 90-tych, część druga
Multicar - król składu opałowego (aktualizacja)
Przeboje Jana Wernera

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








