Nie do zdarcia (aktualizacja)

przez | 18 listopada, 2018

Przebiegi rzędu ponad miliona kilometrów dla właścicieli starych Mercedesów nie są niczym nadzwyczajnym. Pancerne 200D i 240D bez remontu były w stanie zbliżyć się do tej granicy a nawet ją przekroczyć. Dziś nowoczesne turbodiesle z trudem osiągają wynik o połowę mniejszy a w tym czasie co najmniej dwukrotnie mają poważniejsze naprawy. Czym jest jednak przebieg rzędu miliona dla pewnego Volvo P1800, które zadomowiło się w USA i najwyraźniej tamtejszy klimat mu służy? Zaledwie ułamkiem tego, co „rekordowe Volvo” przejechało przez niemal pół wieku.

Liczba sportowych modeli Volvo w latach 50-tych sprowadzała się do kabrioletu P1900, którego w 1957 roku zbudowano tylko 68 sztuk. Jednak Volvo po nieudanej inwestycji nie zrezygnowało i rozpoczęło pracę nad drugim modelem. Tym razem miało to być coupe projektu Ghia a właściwie Pelle Petersona, który pracował dla tej włoskiej „blacharni”. Produkcja P1800 miała odbywać się u niemieckiego Karmanna jednak VW pogroziło władzom tej wytwórni i współpraca nie została podjęta. W przeciwnym razie oznaczałoby koniec Karmanna Ghii.

NSU oraz Hanomag nie były w stanie spełnić standardów jakościowych, które Volvo im narzuciło więc zwrócono się do brytyjskiego Jensena. Po pierwszym publicznym pokazie na salonie w Brukseli w 1960 roku zdecydowano, że nowe Volvo będzie produkowane w Szkocji. Pierwszy kontrakt zobowiązywał Jensena do zmontowania 10 tys. sztuk – była to znaczna ilość biorąc pod uwagę charakter P1800. Tak oto zaczęła się historia samochodu, który już kilkukrotnie wpisał się na karty Księgi Rekordów Guinnessa i jak dotąd nikt nie pobił rekordu.

„Święty” Roger Moore i jego Volvo

Saint-NUV-647EŹródło: classicvolvocars.pl

Pierwsze sztuki P1800 napędzał silnik o poj. 1.8 dm3 i mocy 100 KM. Wyposażone w ten napęd coupe osiągało 190 km/h – wyposażone w skrzynię z nadbiegiem („overdrive”) lub 177 km/h – bez tego udogodnienia. Pokazana w 1963 roku wersja „S” miała silnik mocniejszy o 8 KM a trzy lata później moc podniesiono do 115 KM. Słabsza, 100 – konna hamowała za pomocą przednich tarcz oraz tylnych bębnów podczas, gdy mocniejsza „S” miała cztery tarcze. Było to najszybsze Volvo swoich czasów, ale pojawiły się problemy z jakością. Szkoci nie byli dokładni w montażu.

Modele przewidziane na rok 1963 nie były produkowane w Szkocji, ale w szwedzkiej fabryce w Torslanda. Stamtąd też pochodzi samochód, który amerykański nauczyciel Irv Gordon kupił w 1966 roku. W ciągu 48 godzin auto miało przebieg 1500 mil a 10 lat później już 500 tys. mil – tego nie należało oczekiwać po samochodach amerykańskich. Podczas, gdy Irv „nabijał” kolejne mile (a raczej ich tysiące), Volvo stale ulepszało swoje coupe. Zmiany były głównie natury kosmetycznej – auto nadal było nowoczesne i zmieniło opinię o „nudnym”, rodzinnym i pancernym Volvo.

W 1969 roku do oferty wprowadzono wersję z większym, 2 – litrowym silnikiem i mocy 118 KM a rok później, dzięki wtryskowi D-Jetronic od Boscha moc wzrosła do 130 KM. Najmocniejszy wariant oznaczony jako „E” mógł rozpędzić się od 0 do 100 km/h w 9,5 sekundy. Prędkość maksymalna wynosiła znaczące 190 km/h („rejony” słabszych Porsche). Ten typ był wytwarzany w latach 1970-1972, po czym do oferty wszedł następca coupe w postaci … odmiany kombi znanego modelu. Na początku lat 70-tych było to bardzo modne nadwozie, choć nie tak funkcjonalne jak „normalne” 5 – drzwiowe kombi.

Nowe, atrakcyjne nadwozie typu shooting brake („krótkie kombi”) z racji mocno przeszklonego tyłu oraz szklanej tylnej klapy nazywano „trumną Królewny Śnieżki”. Dostęp do bagażnika był ograniczony przez wysoki próg, ale efekt stylistyczny (zapożyczony od Relianta) genialnie współgrał z sylwetką pojazdu. Do napędu tej wersji wykorzystano 125 – konną odmianę silnika o poj. 2.0 dm3, dzięki której „sportwagon” mógł osiągnąć około 185 km/h. Piękne auto na rynku przetrwało zaledwie 2 lata i do dziś jest chętnie poszukiwane przez kolekcjonerów.

Volvo P1800 ES

volvo-1800-es-06Źródło: bright-cars

Od 1961 do 1974 wyprodukowano łącznie 39.407 sztuk coupe oraz 8.077 sztuk wersji „kombi”. Koniec produkcji wcale nie oznaczał końca legendy związanej ze sportowym Volvo. Dzięki serialowi „Święty” z (z Rogerem Moore’m w roli głównej) z 1962 roku auto stało się bardzo popularne. Dzięki temu Volvo przestało być kojarzone jako „auto podstarzałych tatusiów” i powoli stawało się cenionym klasykiem. Kształty modelu ES stały się inspiracją dla późniejszego kompaktowego 480 oraz jego następcy – C30. Od tego momentu kombi od Volvo już nie było „kanciaste”.

W latach 80-tych, kiedy część P1800 można było znaleźć na złomowisku, Irv Gordon nadal jeździł swoim samochodem. W 1987 roku na liczniku pojawił się pierwszy okrągły milion mil. 11 lat później w Księdze Rekordów Guinnesa pojawił się stosowny zapis – Volvo P1800 należące do amerykańskiego nauczyciela ma największy odnotowany przebieg – 1.69 mln mil. Jest to rekord jakiego nie jest w stanie pobić żaden, nie dotknięty ręką „serwisu”, samochód. Podobne przebiegi osiągają wyłącznie ciężarówki i to tylko te najbardziej trwałe. Rok później auto oddano na szrot.

Irv Gordon i jego auto

60921Irvgordon1Źródła: autoblog,vired

Oczywiście to żart. Volvo nadal sprawowało się bez zarzutu. W 2002 roku przekroczyło 2 miliony mil. W kwietniu tego roku dumny właściciel oraz jego niezniszczalne auto gościli w programie u Jaya Leno. Czerwone coupe nadal nie chciało dołączyć do coraz liczniejszej grupy P1800-ek, które dołączyły do „samochodowego raju” (może taki istnieje, to wie?). W połowie 2013 roku auto nadal jeździło i powoli zbliżało się do granicy 3 mln mil (którą przekroczyło) bijąc tym samym wszelkie rekordy, w tym swoje własne. Dalszym celem było osiągnięcie 4 mln.

Niestety, 16 listopada 2018 roku Irv musiał pożegnać się ze swoim Volvo. Zmarł w wieku 77 lat. W maju 2018 roku licznik jego Volvo zatrzymał się na liczbie 3,2 mln mil. Przez ostatnie pół roku życia Irv przejechał jeszcze kilka tysięcy mil. Jeszcze nie wiemy co się stanie z rekordowym pojazdem. Być może ktoś z jego rodziny nadal będzie kontynuował bicie rekordu a może Volvo odkupi z myślą o wystawieniu w swoim muzeum. Największą nagrodą za 52 – letni „związek” Irva i Volvo z pewnością będzie nowa seria Polestara 1 w jedynie słusznym kolorze.

Historia tego modelu i człowieka, który związał z nim większość swojego życia udowadnia, że można zrobić rzecz, która może służyć latami. Fakt, nie zabierzemy jej do grobu, ale nie każdy lubi „nowości” a każda rzecz, którą używamy dziesiątki lat kojarzy się z wieloma historiami z naszego życia. Skoro Elon Musk wysłał Teslę w kosmos, być może Volvo znajdzie sposób żeby wysłać Irvovi jego samochód. Tym samym historia zatoczy koło, zupełnie jak ten wpis. Zaczynaliśmy od „Świętego” i na Świętym kończymy.