Nie, nie jest to opowieść o działaczach pewnej partii politycznej, którzy okupują stanowiska w samorządach. Jest to opowieść o kimś, kto sprawił, że ciężarówka może wyglądać jak efektowna rzeźba i nic nie straci z użytkowego charakteru. Historia ta zaczyna się 2 sierpnia 1928 roku a jej bohaterem jest Luigi Colani – człowiek, który wywarł ogromny wpływ na wzornictwo XX wieku. Właściwie Lutz, gdyż Colani to Niemiec a nie Włoch lub Szwajcar jak opisują go niektóre media. W to trudno uwierzyć patrząc na jego projekty – śmiałe i unikalne jednocześnie.
Colani skończył dwa kierunki studiów – rzeźbiarstwo oraz aerodynamikę. Być może stąd wziął się sposób w jaki on tworzy – sam nazywa to „biodynamiką”. Objawia się ona obłymi formami oraz nawiązaniami do przyrody. To fauna i flora są inspiracją dla jego samochodów. Przykładem tego jest BMW 700, które Colani ubrał w opływowe, niskie nadwozie. Spod jego ręki wyszedł nawet projekt ciągnika rolniczego, łodzi oraz małego odrzutowca. Niezależnie od powierzchni, po której się poruszają – wszystkie czerpią inspiracje z przyrody.
Colani w latach 70-tych znany był jako projektant mebli, w tym skrojonego na potrzeby dzieci biurka oraz słynnego szezlongu, z którego sam chętnie korzystał. Najchętniej zamawianym meblem był odlany z jednego kawałka tworzywa stołek i stół. Tworzyły one jedną całość a wyraźny żółty kolor doskonale pasował do modnego w latach 70-tych stylu pop-art. Ukłonem w stronę mody rodem z PRL-u była meblościanka, której szklane drzwiczki do złudzenia przypominały … kineskop wielkiego telewizora. Tyle o meblach.
Luigi Colani i jego słynne fotele
Źródło: pinterest.com
Gdy Colani wziął się za własną interpretację TIR-a było jasne, że jego wygląd nie będzie już taki sam jak tysięcy innych. Colani postanowił zintegrować kabinę z naczepą. Układ napędowy i kierowniczy stanowiły oddzielny, doczepiany moduł. Pomysł nie doczekał się realizacji i prace skończyły się na jednym modelu w dużej skali. Nasz bohater jednak nie zrezygnował i nadal próbował, choć pomysł, który doczekał się realizacji był mniej kontrowersyjny. Przynajmniej technologicznie, bo stylistycznie to już był XXI wiek.
Wizualnie nie, gdyż pojawienie się pojazdu na wystawie we Frankfurcie w 1977 roku na zawsze zmieniło dotychczasowe pojęcie ciężarówki. Colani wyrzucił kanciastą kabinę i zamiast niej umieścił kierowcę w czymś, co przypominało szklaną kabinę śmigłowca. Jako, że pojazd powstał na podwoziu Mercedesa jego przednia szyba przybrała kształt koła. Szyba wraz z systemem trzech wycieraczek tworzyły ogromny znak firmowy. Kierowca siedział dość wysoko a do wnętrza prowadziły wąskie, całkowicie przeszklone drzwi.
Widok z wnętrza ciężarówki MAN
Źródło: carolinen.de
Nie tylko z zewnątrz, ale kosmos był również wewnątrz tego pojazdu. Klasyczna deska rozdzielcza ustąpiła miejsca wąskiej kolumnie, w której mieściły się zegary oraz kierownica. Wbrew pozorom ciężarówka prowadziła się tak samo dobrze jak pierwowzór, choć widoczność znacznie się poprawiła. Co ważne, zmniejszyło się zużycie paliwa i poprawiły osiągi. Pojawiły się pierwsze, pojedyncze zamówienia, choć nie od firm transportowych, ale koncernów, którym pojazd miał służyć jako reklama. Wkrótce na drogi wyjechały pierwsze sztuki.
Ciężarówki od Colaniego kosztowały majątek, ale zużywały nawet 1/3 mniej paliwa niż inne kanciaste „pudła”. Autor nie powielał prototypu – każdy model miał nieco inny kształt kabiny, choć w każdym zachowała się okrągła szyba i trójramienna „wycieraczka” przypominająca wirnik. Nie tylko Mercedesy, ale również DAF-y były idealne do przerobienia. Ich cechą charakterystyczną były wloty powietrza na wzór rybiej głowy. Wraz z ewolucją kabin drzwi przeniesiono pod część sypialną więc boczne schodki przestały być niezbędne.
Ciężarówka na podwoziu DAF-a (z lewej) i Mercedesa
Źródło: gizmodo.de
Jednym z najbardziej udanych projektów była cysterna, której kabina i zabudowa naczepy stanowiły niemalże integralną całość o wyglądzie pocisku. Cysterna, podobnie jak wcześniejsze modele posiadała standardowy napęd oraz rozwiązania techniczne – pod kabinami pracowały „zwykłe” silniki tak, aby części można było kupić w każdym sklepie. Jedynie problem może być z częściami karoserii. Ten problem narasta, gdy zamówimy sobie drogową wersję Concorda – tak, istnieje również taki model. To najbardziej szalony projekt studia Colani.
Po serii DAF-ów i Mercedesów z lat 1997-2002, w 2006 roku Colani pokazał kolejną wizję transportu drogowego. Pojazd przypomina myśliwca ciągniętego na pas startowy. Zamiast drzwi do wnętrza prowadzi uchylny „dziób” a wrażenia z jazdy są … kosmiczne. Kierowca zajmuje centralne miejsce w kabinie a widoczność jest znakomita we wszystkich kierunkach. Pierwotnie była to wizja luksusowego campera, choć nie wykluczono użytkowego charakteru pojazdu. Co ważne, nie jest to tylko makieta – ta ciężarówka naprawdę jeździ.
Colani i jego ciężarowa rakieta
Źródło: ariva.de
Colani to wizjoner. On jako pierwszy podjął się próby ucywilizowania transportu drogowego. Choć jego projekty kosztują fortunę, pokazują, że można zrównać wzornictwo ogromnych ciężarówek z samochodami osobowymi a nawet wyprzedzić czas o jakieś 20-30 lat. Jego poglądy są słuszne, gdyż nawet załadowana ciężarówka spod jego ręki potrafi zużyć mniej niż 20 litrów na każde 100 km przy okazji wywołując sensację wśród gapiów. Tego nie potrafi żaden inny seryjny ciągnik – nawet słynne amerykańskie czy autonomiczne konstrukcje.
Wizjoner z Karlsruhe liczy sobie już ponad 80 lat. Choć jest Niemcem to większość jego prac powstała w Zurychu, gdzie znajduje się biuro konstrukcyjne oraz siedziba jego holdingu. Colani ze swojego fachu uczynił miliardowy biznes, ale dla większości ludzi nadal jest kojarzony z projektu plastikowego stołka złączonego z małym stolikiem, który zdobi mieszkania indywidualistów. Oby pozostał zapamiętany nie tylko z pracy nad kolejnymi plastikowymi stołkami (jak niektórzy politycy), ale również z projektu ciężarówki z wielkim wiatrakiem na szybie.
Aktualizacja. Colani zmarł 16 września 2019 roku pozostawiając po sobie wiele projektów i tworząc nowy styl wzornictwa.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










