Historia z sikawką w tle

przez | 2 stycznia, 2025

Dzieje maszyn służących do gaszenia pożarów są tak długie jak historia pojazdów. Ich historia zaczyna się od pojazdów konnych z XVIII wieku. W 1721 roku Anglik Richard Newsham zamontował na nim „kierownicę strumienia wody”, która pozwoliła skierować w dowolnym kierunku wodę z drewnianej kadzi zamontowanej na podwoziu wozu konnego. Co ciekawe wynalazek pompy gaśniczej datuje się na rok 1725. Do obsługi pierwszej pompy potrzebnych było dwóch ludzi. Była to pompa napędzana siłą mięśni.

W XIX wieku konie, które ciągnęły ciężki wóz zastąpiono maszyną parową. Lokomobile były powolne, ale potrafiły pracować bez przerw wiele godzin w trudnych warunkach. „Koń parowy” nie obawiał się walki z żywiołem. Jednak nadal „koń fizyczny” był potrzebny do ciągnięcia wozu. Lokomobila początkowo swoją maszynę wykorzystywała wyłącznie do napędu pompy co widać na przykładzie pojazdu gaśniczego konstrukcji Johna Braithwaite’a – pojazd z 1829 roku był wyposażony w maszynę parową o mocy 10 „koni parowych” i jest on uznawany za pierwszy „prawdziwy” wóz strażacki.

Pierwszy samobieżny wóz strażacki

Źródło: sicencemuseumcollectiongorup.co.uk

Następny do gaszenia pożaru pojechał … wóz o napędzie elektrycznym. Tak, na kilkanaście lat przed rozpowszechnieniem wozów o napędzie spalinowym, w 1885 roku amerykański pionier zastosowania elektryczności – niejaki Schuyler Wheeler zastrzegł unikalny patent. Dzięki zastosowaniu kilku silników elektrycznych i akumulatorów wóz konny mógł być samobieżnym pojazdem gaśniczym. Młody naukowiec stworzył ten projekt dla zakładów elektrycznych Benedicta Herzoga. W tym czasie pojawiły się pomysły na … rowery gaśnicze, którymi przewożono węże strażackie.

Równolegle z wieloma wynalazkami producenci lokomobili oferowali wozy gaśnicze napędzane maszyną parową. Były drogie, ale upowszechniły się w większości miast ówczesnej Europy. Pod koniec lat 80-tych XIX wieku przyszło „nowe” czyli silnik spalinowy, który miał szersze zastosowanie i mniej skomplikowaną obsługę. Wynalazek silnika spalinowego przyczynił się do rewolucji w transporcie nie tylko ludzi, ale również towarów. Szybko zaadaptowano go do napędu pojazdów specjalnych, w tym wozu strażackiego.

Za pierwszy pojazd gaśniczy o napędzie spalinowym uważa się pojazd konstrukcji Daimlera i Kurtza pokazany w 1888 roku na 13. Zjeździe Niemieckich Straży Pożarnych w Hanowerze. Silnik spalinowy konstrukcji Benza napędzał pompę podającą wodę. Eksperymenty z jednoczesnym napędem pompy i kół silnikiem spalinowym  nie były udane. Silnik spalinowy był jeszcze za słaby, ale to nie zniechęciło konstruktorów do dalszego rozwoju tych pojazdów. Kilka lat później węgierski Magirus pokazał własny wóz z pompą napędzaną naftą.

Wóz gaśniczy Daimlera z 1888 roku

Źródło: daimlertruck.com

Pierwszy spalinowy pojazd gaśniczy o napędzie pompy i jednocześnie powalający na jazdę bez koni pokazano w 1898 roku. Za konstrukcję pierwszego „pełnosprawnego” pojazdu gaśniczego z napędem spalinowym odpowiadała firma Gambier Company. Co ciekawe, była to francuska manufaktura znana z produkcji miniatur i zabawek. Wynalazek został zauważony, choć wymagał jeszcze wiele prac nad wydajnością napędów. Podróż takim pojazdem do pożaru nie należała do szybkich a pojazd sprawdzał się jedynie na terenie miasta.

Trzy lata później w Londynie firma Loyal Kalidi Company przekazała dla straży pożarnej w Liverpoolu pojazd gaśniczy własnej konstrukcji. W tym czasie w większości europejskich miast pożary gasiły jeszcze lokomobile, pojazdy konne i … konstrukcje oparte o silniki i ramy ciężarówek Benza. Na początku XX wieku strażacy rezygnowali z rowerów, które przestały być wydajne i zastępowano je trójkołowcami napędzanymi silnikami De Diona. Na Ziemiach Polskich ilość samobieżnych pojazdów gaśniczych była znikoma.

Według sprawdzonych źródeł już w 1907 roku na terenie Krakowa testowano pierwszy pojazd strażacki z własnym napędem. Był to zupełnie cywilny pojazd, którym dowożono strażaków do pożaru. Według relacji świadków jeden ze strażaków wypadł z pojazdu, gdy podmuch wiatru porwał jego czapkę. Nieszczęśnik wypadł na bruk i doznał poważnych uszkodzeń czaszki, wskutek czego kilka dni później zmarł. Dopiero w 1914 roku władze Krakowa wróciły do pomysłu wykorzystania pojazdów dla potrzeb gaszenia pożarów.

Wóz gaśniczy z drugiej dekady XX wieku z wysuwaną drabiną

Źródło: Pinterest

W 1909 roku oficjalne przedstawicielstwa Benza zaoferowały klientom w pełni wyposażony pojazd gaśniczy. W drugiej dekadzie XX wieku w większości miast Ziem Polskich straże pożarne miały już na wyposażeniu przynajmniej jeden pojazd gaśniczy napędzany silnikiem spalinowym. W 1913 roku Toruń i Chorzów zakupiły pojazdy Benza, w Warszawie były to Bussing i Hansa-Lloyd. We Wrocławiu i w Szczecinie pojazdy gaśnicze marki Benz pojawiły się w 1909 roku. Pomimo rozwoju większość pojazdów stanowiły jeszcze lokomobile i pojazdy konne.

W 1915 roku wynaleziono wydajny proszek gaśniczy. Było to 10 lat po zastosowaniu po raz pierwszy piany gaśniczej. Te dwa wynalazki przyczyniły się do rozwoju konstrukcji pojazdów gaśniczych. Modele z końca drugiej dekady XX wieku na wyposażeniu posiadały już zbiorniki z grubej blachy oraz motopompy z napędem uzyskiwanym dzięki silnikom motocyklowym. Mocna i hałaśliwa pompa nie była najlepszym rozwiązaniem. Silniki 4-suwowe okazały się niewydajne, awaryjne i paliwożerne, ale szybko znaleziono alternatywne rozwiązanie problemu.

Silniki dwusuwowe, które w powszechnym użyciu pojawiły się na początku lat 30-tych okazały się bardziej oszczędne, były mocne i mogły pracować godziny bez utraty mocy. W okresie międzywojennym pompy polskiej produkcji – „Florianka” i „Polonia” były na wyposażeniu każdego polskiego wozu strażackiego. Były to konstrukcje czterosuwowe, ale równolegle w sprzedaży była pompa „Syrena” napędzana dwusuwowym silnikiem. W tym czasie w Polsce już można było zmontować cały pojazd strażacki. Budowano je na podwoziach Chevroletów i Fiatów. 

Reklama motopompy z 1931 roku

Źródło: Przegląd Pożarniczy

Jaka była wydajność pomp strażackich w tym okresie? 600-800 litrów na minutę pracy. Pompy seryjnie montowane na pojazdach marek zachodnich miały wydajność dochodzącą do 1500-1800 litrów na minutę. Tymczasem rozwój pojazdów gaśniczych przeniósł się z rozwoju silników i systemu gaszenia na zapewnienie komfortu strażakom. Na początku lat 20-tych zrezygnowano z masywów gumowych na rzecz opon pneumatycznych. Wysuwane drabiny stały się stałym wyposażeniem pojazdu (wcześniej to był drogi dodatek).

Lepszym, choć droższym, rozwiązaniem okazało się nadwozie zamknięte w formie podwójnej kabiny dla 6-8 strażaków, zbiornikiem na środek gaśniczy z tyłu oraz z zamykanymi schowkami na węże strażackie umieszczonymi na boku nadwozia pod boczną ścianą zbiornika. Sygnały świetlne informujące o zbliżającym się pojeździe specjalnym przeniesiono z błotników na dach pojazdu, co sprawiło, że były bardziej widoczne. Każdy wóz strażacki zyskał dodatkowy numer boczny. Powoli znikały istotne różnice konstrukcyjne.

W ten sposób ujednolicono konstrukcję tego wozu. Pojazd gaśniczy miał być szybki, czerwony i skuteczny w działaniu. Od tego momentu był to standard projektowania pojazdów gaśniczych. Te wykorzystywano również do zabezpieczenia lotnisk oraz likwidacji skutków wypadków lotniczych. Ich szczególną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa lotniczego można było zauważyć już pod koniec lat 40-tych. Zwiększenie ruchu lotniczego spowodowało wzrost zainteresowania tymi pojazdami. Lotniskowy wóz strażacki musiał być większy i zdecydowanie szybszy od „typowego” wozu strażackiego.

Lotniskowy wóz strażacki na podwoziu Stara

Źródło: Autoline

To właśnie na lotniskach od końca lat 40-tych służyły największe drogowe pojazdy gaśnicze. Wyposażone w cztery osie, wzmocnione silniki i armatki wodne pojazdy ratowniczo-gaśnicze stały się niezbędne w zapewnieniu bezpieczeństwa pasażerom samolotów. To właśnie dzięki szybkiej dystrybucji piany na pasie lotniska udało się wylądować wielu samolotom, w których nie udało się otworzyć podwozia (patrz. „przypadek kapitana Wrony”). Pojazdy gaśnicze na lotniskach często wykorzystywano również do promocji samolotów i lotnisk.

Od lat 50-tych niewiele zmieniło się w konstrukcji pojazdów gaśniczych. W nowoczesnej formie są to pojazdy szybkie i niezwykle skuteczne. Najszybsze wozy strażackie są w stanie rozpędzić się do 160 km/h. Zużycie paliwa? Nie, nie jest to ważne. Ważniejsze jest to, że ratują ludzkie zdrowie i życie. Pomimo upływu lat amerykańskie pojazdy pożarnicze wydają się być konstrukcjami pamiętającymi okres powojenny. To tylko złudzenia. To konstrukcje nowoczesne a jednocześnie wyjątkowo trwałe – zbudowane według najlepszy standardów.

Amerykański wóz strażacki

Źródło: Dziennik Bałtycki

Amerykański wóz pożarniczy może przypominać wóz zabytkowy – wiele chromowanych dodatków, przyciemniane szyby czy tylna otwarta część kabiny wcale nie świadczą o przestarzałej konstrukcji. Mają duże i mocne silniki a wymiarami dorównują pojazdom lotniskowym. Takie wzornictwo to próba utrzymania tradycji – wielu producentów wytwarza ten sam model od lat 50-tych oferując klientom tylko kilka zmian. W rzeczywistości amerykańskie pojazdy gaśnicze nie odbiegają w niczym od sprawności i skuteczności europejskich pojazdów. 

Podróżowanie tym pojazdem w niczym nie odbiega od podróżowania typowym pojazdem ciężarowym. Jest jednak „coś”, co sprawia, że wiele dzieci chce zostać strażakami. Wóz strażacki to pojazd uprzywilejowany. Nie musi czekać na nic i może pędzić z włączonymi sygnałami dźwiękowymi i świetlnymi. Słysząc dźwięk i widząc duży czerwony pojazd zawsze należy mu zjechać z drogi aby szybko mógł dojechać do miejsca zdarzenia. To jest najważniejsze zadanie tego pojazdu. Tak, zdejmowanie kota z drzewa jest ważne.

Tekst i dobór zdjęć: Maksymilian Wójcicki

Redakcja tekstu: Zbigniew Kluczkowski