Henry Ford swoją przygodę z biznesem zaczynał od prowadzenia … tartaku. Kiedy w 1896 roku, po kilku miesiącach spędzonych przy stole kuchennym udało mu się uruchomić silnik własnej konstrukcji zrozumiał, że jego przyszłość to produkcja środków transportu. W tym samym roku z części kilku rowerów i silnika udało mu się stworzyć pierwszy jeżdżący automobil. Trzy lata później założył Detroit Automotive Company. Niestety firma przetrwała kilka miesięcy, ale Ford zrozumiał, że najlepszą formą promocji automobilizmu jest sport.
Już w 1901 roku zbudował swój pierwszy wyczynowy pojazd o „ogromnej” mocy 26 KM, który dzięki niewielkiej masie wygrał wyścig z 70 – konnym potworem, którym kierował znany konstruktor i kierowca B. Winton. Nie mając śmiałka, który odważyłby się zasiąść za kierownicą tej lekkiej i niedopracowanej konstrukcji sam postanowił udowodnić, że potrafi wygrać z mistrzem. Miał to być jedyny rekord ustanowiony osobiście przez Forda. Jednak Ford już jako konstruktor nie spoczął na laurach, ale pragnął stworzyć najszybszy drogowy pojazd.
Mając wsparcie Toma Coopera – znanego mechanika skonstruowali duży, 4-cylindrowy silnik o mocy 70 KM uzyskanej z pojemności aż 17,6 dm3. Wolnobieżny, osiągający zaledwie 800 obr/min silnik wytwarzał taki hałas, że niewielu śmiałków chciało poprowadzić pojazd, który byłby napędzany „czymś” takim. Następnie potężny silnik wbudowano w drewnianą ramę. Rozstaw osi nowego pojazdu wynosił niecałe 3 metry, a kół – 1,65 m. Koła na ogumieniu pneumatycznym. Dla zachowania jak najniższej masy zrezygnowano z karoserii.
Barney Oldfield (od lewej) i Tom Cooper na rekordowych Fordach

Źródło: mtfca.com
Zrezygnowano również z … koła kierownicy, które zostało zastąpione drążkiem przytwierdzonym bezpośrednio do przedniej osi pojazdu. Takie rozwiązanie było przeznaczone dla kierowcy, którym w 1902 roku ostatecznie został Barney Oldfield – zawodowy kolarz, który przechwalał się, że nie ma dla niego niczego, czym nie pojechałby na 100%. Istotnie, był to człowiek nie tyle odważny, co nawet lekkomyślny. Ford nigdy nie chciał ryzykować życia i zdrowia większej ilości ludzi niż było to potrzebne więc na podwoziu zamontowano tylko jedno siedzenie dla Oldfielda.
Ponieważ konstrukcja 999 sprowadzała się do ramy, kół i silnika, kierowca nie był chroniony przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Niczym nieosłonięty, nieszczelny wał napędowy rozpryskiwał olej na ubranie i twarz Olfielda. Jazda tym monstrum, według jednego z grupy jego konstruktorów, była porównywalna z przejściem piechotą wprost pod wodospadem Niagara. Istotnie pojazd był „z piekła rodem” a jego lekki tył wyrzucał bolid z zakrętów co groziło przywróceniem się pojazdu i przygnieceniem śmiałka, który odważył się go dosiąść.
Powstały zaledwie dwie sztuki tego dzieła – jedna zwana „Strzałą”, drugą oznaczono jako „999”. Tym ostatnim Oldfield wygrywał wyścigi dla Forda. Już pierwsze zawody w Grosse Point w 1902 roku były pomyślne. Choć 999 ciągle próbował siłować się z kierowcą ten ostatecznie wygrał wyścig. Rok później na owalnym torze Barney osiąga prędkość 60 mil na godzinę ustanawiając rekord dla tego typu obiektów. Nazwiska Ford i Oldfield stają się znane w raczkującym amerykańskim sporcie motorowym. Zastępczy kierowca pierwszego pojazdu też chce wygrywać.
Niestety Frank Day, kierowca pierwszego pojazdu – „Strzały” zginął podczas jednego z wyścigów. Łańcuch przenoszący napęd po prostu pękł i śmiertelnie ranił śmiałka. Po tym zdarzeniu Ford postanawia zmienić konstrukcję pojazdu – zamiast drążka powraca kierownica, konstruktor pozbywa się kolejnych kilogramów i obniża zawieszenie. Pomimo wąskich kół pojazd prowadzi się pewniej, choć nadal wymaga umiejętności. Oldfield postanawia zrezygnować ze współpracy. Ford postanawia podjąć jeszcze jedną próbę i znowu odnosi sukces.
Henry Ford na swoim „999” (z lewej) i Harry Harkness na Mercedesie Simplex – zdjęcie z wyścigu w Gross Point w 1903 r.

Źródło: Ford
W 1904 roku Henry bije rekord prędkości – jego 999 uzyskuje wynik aż 147 km/h (!). Nie na zwykłej, szutrowej utwardzonej drodze a na oblodzonym jeziorze. Rekord nie zostaje oficjalnie uznany, gdyż nie zaproszono sędziów z Europy, uznaje je dopiero amerykańskie AAA. Zmodernizowany pojazd ma już zupełnie inny silnik o poj. 18,8 dm3 i osiąga moc 100 KM. To pozwala na kolejne rekordy, w tym ten najcenniejszy – 166 km/h. Kilka miesięcy później Ford już nie myśli o wyścigach a o konstrukcji taniego pojazdu na kieszeń przeciętnego Amerykanina.
Oldfield po odejściu od Forda w 1905 roku wygrywa w AAA Championship Car a kilka lat później odnosi liczne zwycięstwa na torze Indianapolis. Jego następcą u Forda zostaje Frank Kulick. Powstaje nowy wyścigowy model, który jest mocniejszy i szybszy. Co ze „Strzałą” i „999”? Pozostają w rękach Forda i odtąd będą błyszczeć wśród innych eksponatów kolekcji najbardziej niezwykłych modeli tej marki. Takie były początki Forda w sporcie motorowy a co było dalej? To już inna … historia.
Podobne wpisy:
Mikrokrążownik
Dmuchawce, latawce i chłopcy Bentleya
Radiowa rewolucja, część pierwsza
Selden - cwaniak od patentu
Historia szwedzkiego przemysłu pogrzebowego
Wielka historia małego czterokołowca, część trzecia
Wyzwolenie, kłęby dymu i fałszywe informacje
Żyje się tylko dwa razy
M10 - czyli (prawie) wszystko jednym kluczem

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.






