Amerykańskie samochody sportowe nigdy nie grzeszyły dobrym prowadzeniem. Były szybkie, ale tylko do momentu gdy kończyła się prosta droga a zaczynał ostry zakręt. Na szczęście jednak zawsze „jakoś” się prezentowały. Chromy, winylowy dach lub liczne otwory w masce dodawały im groźnego wyglądu, który doskonale współgrał z wielkim silnikiem. Niestety, spośród rzeszy wielu entuzjastów, którzy zapragnęli budować sportowe samochody pod własną marką znaleźli się tacy, którzy nad wygląd przekładali inne wartości – z prędkością na czele.
Powstała w 1973 roku firma Vector Aeromotive Corporation miała namieszać na rynku pojazdów sportowych, na którym prym wiodły marki włoskie i brytyjskie. Victor miał być od nich szybszy i zachować ówczesny bardzo modny kształt klina. Prezentując w tym samym roku pierwszą konstrukcję – W2 spowodował nie zamieszanie a zdziwienie klientów, którzy uznali pojazd za wyjątkowo brzydki. Nawet to, że mógłby osiągnąć 230 mil/h nie wzbudziło większej sensacji. Mógłby, bo z trudem osiągnął prędkość o 30 mil/h mniejszą.
W latach 1976-1989 sprzedano 15 sztuk W2. W zasadzie było to „składak” – silnik V8 pochodził z Chevroleta, ale wyposażono go w dwie turbosprężarki. Moc 600 KM i potężny moment obrotowy 800 Nm na tylne koła przenosiła 3 – stopniowa przekładnia automatyczna. Wewnątrz nadwozia kryły się fotele Recaro, o dźwięk dbała firma Blaupunkt a o bezpieczeństwo – klatka bezpieczeństwa ukryta w konstrukcji przedziału pasażerskiego. W2 był lekki i dzięki zastosowaniu włókna węglowego ważył zaledwie 1262 kg. Auto wyceniono na 150 tys. $.
Vector W2 – prototyp z wystawy w Los Angeles w 1977 r.

Źródło: carstyling.ru
Jedenaście lat później powstał „nowy model”, który nazwano W8. W zasadzie nie był to nowy model, ale ewolucja W2 – tak samo „nafaszerowana” technologią, mocniejsza, szybsza i … przyjazna dla pasażerów dzięki elektrycznej regulacji wszystkiego, co znajdowało się wewnątrz. Przy projektowaniu inspirowano się kabiną nowoczesnego myśliwca – tak przynajmniej twierdził właściciel firmy Gerald Wiegert. Był on znany jako człowiek „lekkiej mowy” i obiecywał, że silnik Vectora potrafi osiągnąć moc 1500 KM i jest najszybszy na świecie.
Rzeczywiście, w 1990 roku był w ścisłej czołówce. Nowy model nie zyskał uznania wśród dziennikarzy motoryzacyjnych. Ci uznali go za pojazd godny superbohatera twierdząc, że „szkaradztwo prostych form niskiego nadwozia wzbudziłoby grozę u niejednego przestępcy”. Wśród potencjalnych klientów W8 można było wymieniać m.in. Batmana, Spidermana lub kilku Avengersów. Ewentualnie ktoś „obrzydliwie” bogaty ze specyficznym gustem gotowy wydać 283 tys. $ za ten wyjątkowy pojazd. To była cena 6 najdroższych modeli Cadillaka.
Sercem W8 był 6 – litrowy silnik o 8 – cylindrach i mocy 650 KM. Była to taka jednostka napędowa co w poprzedniku, ale rozwiercona. Ogromną moc udało się wydobyć pomimo zastosowania zaledwie dwóch zaworów na cylinder. Takie parametry oznaczały bardzo dobre osiągi, ale tylko gdy udało się uruchomić ten akcelerator, gdyż ten ciągle protestował. Konstruktorzy Vectora twierdzili, że ten z łatwością osiągnie niewyobrażalne 220 mil/h, czyli pokona barierę 350 km/h. I tyle osiągnął, choć nie obyło się jednak bez małego dopingu.
Rekord nie byłby możliwy, gdyby w czasie przejazdu nie użyto większego tylnego skrzydła. Było ono konieczne, żeby Vector nie odleciał podczas przekraczania 300 km/h. 16 – calowe koła o gigantycznej szerokości: z przodu 255, z tyłu 315 nie zawsze zapewniały dobrą przyczepność tej 1,5 – tonowej konstrukcji. Klienci, którzy kupili Vectora do „połykania tras” skarżyli się na 113 – litrowy zbiornik paliwa, który zapewniał zasięg 200-250 mil na jednym tankowaniu. Oczywiście, przy stonowanym tempie jazdy, o które niełatwo w tej konstrukcji.
Podobnie jak w przypadku W2, również i tym razem klienci skarżyli się na tandetne wnętrze. Na desce rozdzielczej, obok kilku rzędów przycisków, po lewej stronie kierownicy znajdował się duży wyświetlacz. Wraz z płaską przednią szybą tworzyło to klimat lotniczy. Do szpetoty deski pasowała kierownica – o kształtach przypominających tę z rodzinnego minivana. Pomimo tych wad żądni osiągów klienci byli w stanie wyłożyć nawet 455 tys. $, które w ostatnim roku produkcji – 1993, należało zapłacić za możliwość posiadania tego niezwykłego pojazdu.
Vector W8 – wnętrze i silnik pojazdu (poniżej)


Źródło: silodrome.com
Dziś W8 w zależności od stanu technicznego warte jest od około 200 tysięcy do nawet okrągłego miliona $. Za te pieniądze otrzymuje się 2 – osobową, wyczynową maszynę, którą lepiej trzymać zamkniętą w garażu. Nie tylko ze względu na unikalny charakter pojazdu, ale przede wszystkim na jego „urodę”. Łącznie powstały zaledwie 22 sztuki W8, z których do klientów trafiło 17 sztuk. Jedną z nich kupił tenisista Andre Agassi. Ostatni W8 wyjechał z fabryki w 1993 roku, po czym firmę przejęło konsorcjum Megatech z siedzibą na Bermudach.
Następcą W8 było M12. Choć od 1993 do 1995 roku próbowano wylansować inny nowy model, na szczęście w trosce o oczy nowych klientów postanowiono go zastąpić „czymś”, co uważano za bardziej „normalne”. W porównaniu do poprzednika nowy model M12 (produkowany w latach 1995-1999) był w zasadzie Lamborghini Diablo z nową karoserią. Powstało 17 sztuk tego modelu a jego wariantem rozwojowym był prototyp SRV8 z 1999 roku. Był on również oparty na Diablo, gdyż obie firmy należały wtedy do tego samego właściciela.
Vector M12

Źródło: supercars.net
Firma istnieje do dziś. W trosce o swoich odbiorców (jeżeli jeszcze takich ma) planowany jest nowy model – o równie paskudnym, co poprzednicy, nadwoziu i mocy aż 1850 KM z ogromnego 10 – litrowego silnika. Ma być głównym konkurentem dla Bugatti i Shelby i według Wiegerta osiągać ponad 420 km/h. Na szczęście projekt WX8 nie jest jeszcze ukończony. Chyba nikt za nim nie tęskni, szczególnie, że pomimo innowacji znowu przypomina przodka. Widocznie w tym ślepym podążaniu za osiągami jest jakiś cel. Pytanie tylko jaki?

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.






