Ostatnia „premiera” nowego Mitsubishi odbiła się (dosłownie) szerokim echem. Pisały o niej wszystkie portale i gazety motoryzacyjne. Z zachwytu? Nie, raczej z politowania nad producentem, który 30 lat temu w Europie oferował szybkie i lekkie rajdówki, w USA 6-cylindrowe samochody sportowe a w Japonii naszpikowane technologią kei-cary. Wielu z nas pamięta Lancery Evo, 3000 GT czy Pajero – konstrukcje, które były wzorami w swojej klasie. A dziś?
Kiedy Mitsubishi rozpoczęło współpracę z Nissanem zastanawiano się nad nowymi, wspólnymi modelami. Spekulowano o tym, że nowy Nissan serii Z będzie miał „brata” w postaci nowej generacji modelu 3000 GT. Zastanawiano się jak będzie wyglądać nowa generacja sedanów Mitsubishi na płycie podłogowej, na której powstaje Skyline i prawie całą oferta Infiniti. Tymczasem nic z tego nie wyszło. W ofercie pozostały SUV-y i mikrobusy. I „coś” jeszcze.
Renault Captur, które po zmianie zderzaka udaje Mitsubishi. Ta premiera, pomimo siły marketingu, została szybko zapomniana. Klienci zamiast skróconego Outlandera otrzymali „Clio na sterydach”. Zamiast diesla i dużych „4-cylindrówek” – silniki TCe o połowę mniejszej pojemności i znikomej mocy. W „branży” nazywa się to „rebranding”, ale historia nie zna bardziej radykalnego przypadku wmawiania, że mamy przed sobą „coś” nowego. Nie mamy. I już.
Mitsubishi ASX?
Źródło: Mitsubishi
W latach 60-tych Mini było dostępne pod kilkoma markami. Jako Wolseley czy Innocenti różniło się od pierwowzoru nie tylko zderzakiem – inne były błotniki, maska, cały „grill” a nawet tylna część nadwozia, którą wydłużano i formowano z niej sedana. To nadal było Mini, ale świadczyły o tym drzwi, dach, wnętrze oraz silnik. Pozostałe elementy były zupełnie inne. Trend ten był obecny również u kilku innych brytyjskich i amerykańskich producentów, ale nigdy nie był tak … radykalny.
Czy Captur z diamentem z przodu to „prawdziwe Mitsubishi”? Nie i takim nigdy nie będzie. Ostatnie Mitsubishi w Europie to mały Space Star i SUV Eclipse Cross, który nie ma nic wspólnego z coupe z lat 90-tych. Gdyby wyposażyć Captura w japoński silnik być może część środowiska dziennikarzy zmieniłaby zdanie. Może, ale przekonać ludzi, że „Francuz” może być „rodowitym Japończykiem” to wyzwanie z gatunku niemożliwych. W nim nawet Tom Cruise nie jest w stanie pomóc.
W drugą stronę jest łatwiej. To tak jakby do Daihatsu zamontować silnik 1,4 D4-D z Citroena. Podobno jest to możliwe, ale w tym przypadku ten „Francuz” (silnik) ma wiele wspólnego z Japonią. W przypadku Renault i Mitsubishi takich zależności nigdy nie było i stąd ta cała afera. Nie mniej jednak życzymy Mitsubishi aby przetrwało w Europie. Problem w tym, że obecne próby odnowienia oferty to bardziej działania nieprzemyślane niż starannie zaplanowane. A można przecież inaczej.
Mitsubishi to:
- mały i szybki sedan,
- pakowne, sportowe kombi,
- prosta i pancerna terenówka,
- duże MPV z napędem na 4 koła.
Lancer Evo
Źródło: SakuraCarsGarage
Taka kiedyś była oferta i dziś biorąc z „półek” Nissana i Renault można odtworzyć całą ofertę a przynajmniej 4 modele o w/w cechach. Fakt, potrzeba na to czasu, ale cierpliwość jest lepsza niż Renault z diamentem w zderzaku. Jeżeli nic nie zmieni się to w ciągu kilku lat dział motoryzacyjny Mitsubishi przestanie istnieć. Japoński gigant przemysłowy nie zbankrutuje – nadal będzie budował statki i produkował konserwy. Samochodów już nie wyprodukuje. Mitsubishi już raz dostało „nauczkę” od rynku.
Na przełomie 1999 i 2000 roku ofertę polskich sieci GSM uzupełniły telefony tej marki. Były przeciętnie wykonane, miały akumulatory o słabej wydajności, ale były tanie. Nie miały nic z japońskiej solidności. Pamiętna reklama ze „srebrnym Mitsubishi”, które chłopak kupił dziewczynie na Walentynki” spowodowała duży i szybki popyt. Szybki, bo równie szybko zaczął się i … skończył. Mitsubishi szybko wycofało się z rynku terminali GSM. To przestroga dla władz japońskiego koncernu.
Tak, tu nie ma co kombinować. Pamiętna seria Trium była tania i tandetna. Miała w sobie więcej „chińszczyzny” niż japońskiej solidności. To grozi Mitsubishi jeżeli zacznie być klonem o Renault. Nie, Renault być może nie jest najgorsze, ale nigdy nie dorówna „topornej jakości” japońskich marek. „Topornej” bo prostej, trwałej i bez niepotrzebnego udziwnienia. Tej nie ma Renault. Nie ma nawet Dacia. Jej pozostałości są jeszcze w Nissanie i tu należy upatrywać szansy na przyszłość Mitsubishi.
Kończąc …
Nowy Rok to nowe szanse. Nie tylko dla Mitsubishi. Dla Nas wszystkich. Nadzieja na „lepsze” – cokolwiek to ma dla Nas znaczyć. Dla jednych to lepsza praca (sic!), dla drugich tysiąc nowych obietnic i postanowień. Życzymy sobie zdrowia, szczęścia, spokoju i całej „listy wszystkiego”. Piszący te słowa życzy Wam jednego: ABY WŁAŚCICIELE POJAZDÓW NIE BYLI DLA RZĄDU PORTFELEM A POSIADANIE POJAZDU NIE STAŁO SIĘ LUKSUSEM.
Podobne wpisy:
O miłośniku chorego kontentu
Blaszana dieta cud
Ekonomia, motoryzacja i malarz w nowej roli, część druga
O zapomnianej rocznicy
O memach i pięknie wewnętrznym
"Jesteś tak drewniany jak Morgan"
O solidarności, wspólnych celach i postawie patriotycznej
Czy motoryzacja jest kobietą?
Co nowego? Czyli nie tylko "po staremu"

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









