W dwudziestoleciu międzywojennym Polacy ustanawiali coraz to lepsze rekordy. Byli obecni na wodzie, lądzie i w powietrzu – kolejno bito rekordy prędkości, długości czy nawet spadania z dużych wysokości. Wśród rekordów Polaków warto zwrócić uwagę na te związane z jazdą długodystansową. Te może nie były zbyt spektakularne i niewielu je śledziło, stąd niewiele osób pamięta o niezwykłym wyczynie człowieka i maszyny z drugiej połowy lat 20-tych. Wszystko zaczęło się od drużyny skautów i niezwykłym postanowieniu.
Bohaterem tej opowieści będą: Jerzy Jeliński, Wacław Umiński i Ford T. Wszystko zaczęło się od ogłoszenia w prasie, które zamieścił Eugeniusz Smosarski (brat znanej aktorki). Poszukiwał … chętnych do rowerowej wyprawy dookoła świata. Do zespołu ekspedycyjnego dołączyli Bruno Brettschneider i Jan Ława. Wkrótce postanowiono, że zamienią rowery na motocykle. To też nie „wypaliło” więc zakupiono podwozie i silnik Forda T – na tyle było ich stać. Potrzebne było jeszcze nadwozie, które pomieści całą załogę i ich sprzęt.
Ford T, choć o zwykłym napędzie, do podróży musiał być specjalnie przygotowany. Zupełnie seryjny model trafił do Centralnych Warsztatów Samochodowych, gdzie został wyposażony w wydłużoną karoserię, w której zaaranżowano miejsce do wypoczynku. Pojazd nie był zbyt wygodny, dlatego też panowie rozkładali namiot i w nim spędzali większość czasu przeznaczonego na odpoczynek po trudach podróży. Pierwszym przystankiem na drodze do zapisania się w historii Polski był dwór Marszałka Piłsudkiego.
Marszałek Piłsudski podziwia Forda
Źródło: NAC
W Sulejówku otrzymali nie tylko „błogosławieństwo” od Marszałka, ale również drobne upominki. Z tego spotkania zachował się wpis do dziennika podróży oraz pamiątkowe zdjęcia. Dalsza droga przez kontynent wiodła przez Kraków, całą Czechosłowację, Wiedeń i Rzym, gdzie nasi bohaterowie spotkali się z Papieżem Piusem XI i Mussolinim. Mały Ford doskonale spisywał się na piaskach Sahary. Najlepiej udokumentowana jest amerykańska część wyprawy, gdzie załoga spotkała się z prezydentem Coolidgem.
Gdy Ford i jego pasażerowie podróżowali po USA stan pojazdu był tak zły, że Ford wymagał generalnego remontu. Ten planowano w … a jakże, w zakładach Forda w Detroit. Tamtejsza Polonia uznała, że lepszym rozwiązaniem będzie zakup innego pojazdu i tak oto resztę drogi nasi wędrowcy pokonywali w Buicku. Nowa maszyna była niemal czterokrotnie mocniejsza od Forda. 80 – konny Buick nie sprawiał większych problemów podczas kolejnych etapów podróży, choć był mniej funkcjonalny od specjalnie przygotowanego „Fordzika”.
Przez większość czasu spędzonego w USA Jeliński sam podróżował zwiedzając m.in. Florydę, Los Angeles i Hawaje. Z tej części wyprawy zachowały się zdjęcia z plantacji papai na Florydzie. Inni członkowie ekspedycji w tym czasie z pewnością szukali sposobu na zrealizowanie swojego „amerykańskiego snu”. Być może to być powód rezygnacji części z nich. Faktem jest, że na statek, który miał ich zawieźć do kolejnego etapu wyprawy nie wsiedli wszyscy a jedynie Jeliński i filmowiec, który nagrywał na taśmie każde osiągnięcia załogi.
Jerzy Jeliński na plantacji papai
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Buick i jego pasażerowie zostali zaokrętowani. Dalsza część podróży odbywała się w Japonii, gdzie spotkał się m.in. z Prezydentem Ruchu Skautowego – Shimpei Goto. Dalsza część podróży to Chiny, później Bliski Wschód i w końcu Europa. W Belgii do dziennika wpisał się sam Król Albert. Później Niemcy i w końcu powrót do Polski, gdzie Jeliński był witany jako bohater narodowy. Co się stało z pozostałymi członkami wyprawy? Smosarski ze względów zdrowotnych został w USA, Bruno Brettschneider (filmowiec) zrezygnował z podróży w Tunisie.
Powód rezygnacji Brettschneidera był kuriozalny – brak pieniędzy na taśmę filmową, na której zapisano filmy z całej wyprawy. Tymczasem Jeliński również nie miał „grosza przy duszy”, ale miał sponsora – Vacuum Oil Company, który wówczas odpowiadał za większość światowego wydobycia ropy naftowej. W ten sposób pojazd biorący udział w wyprawie stale był zaopatrzony w paliwo, smary i oleje. Była to doskonała reklama dla człowieka, maszyny jak i dla sponsora, który niewielkim kosztem zyskał reklamę w każdym odwiedzanym kraju.
Wyprawa trwała 2 lata i 4 miesiące a na bohaterów czekał tłum na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie. Łącznie przejechano ponad 78 tys. km, z czego większość Fordem. Do końca tej wyprawy skaut dotarł kierując Buickiem. Najważniejszą pamiątką z tej wyprawy był dziennik i wywiady z Jelińskim, na podstawie których spisano książkę pt. „Pod polską flagą. Samochodem naokoło świata przez skauta Jerzego Jelińskiego”. Jej fragmenty można przeczytać tutaj. Sam Jeliński wielokrotnie powtarzał, że nie jest literatem a „człowiekiem czynu”.
Jerzy Jeliński witany w Poznaniu
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Dziś ta historia jest zapomniana. Niewiele jest źródeł świadczących o heroizmie Jelińskiego i jego towarzyszy. Pozostały zdjęcia i kroniki filmowe. Był to niezwykły wyczyn jak na tamte czasy. Owszem, wcześniej pokonywano podobne odległości, ale były to głównie próby sportowe a nie turystyczne. Docenić trzeba fakt, że podróżnicy korzystali z popularnego Forda T, który wtedy uważany był za produkt przestarzały i nietrwały. Jego silnik był za słaby na górskie trasy a prędkości uzyskiwane na poszczególnych etapach nie przekraczały 50 km/h.
Dziś takie wyprawy organizowane są przy dużym budżecie i znacznie lepszym sprzęcie. Organizują je pasjonaci wspierani przez sponsorów. Większość z tych wypraw ma na celu pobicie kolejnych rekordów prędkości, tymczasem 90 lat temu to nie prędkość była ważna, ale udowodnienie, że w Państwie Polskim są ludzie i możliwości do podejmowania działań, które nie są możliwe w młodym, dopiero co powstałym kraju. Czy łatwo było zorganizować taką wyprawę? Nie, ale z pewnością wtedy było bardziej hmm … romantycznie.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









