Miśki, Mobilki i suszarka

przez | 24 listopada, 2024

Tuż po zakończeniu działań wojennych amerykański rząd na mocy zezwolenia udostępniał obywatelom częstotliwości radiowe na tzw. falach ultrakrótkich. Od tego momentu pasmo 27 MHz stało się najbardziej „zatłoczoną” częstotliwością radiową i zostało nazwane „Citizens Band”, czyli w skrócie „CB”. Wraz z rozwojem tej formy komunikacji udostępniono kolejne częstotliwości bliskie tej wartości. Zanim jeszcze zaczęto używać CB na masową skalę potrzebne były dwukierunkowe radia czyli takie, z których można było zarówno odbierać i wysyłać komunikaty.

Pionierem upowszechnienia CB radia był Alfred C. Gross, który jako pierwszy wyprodukował niewielkich rozmiarów radiowe urządzenie służące do dwukierunkowej komunikacji. Było to w 1938 roku. Dwa lata później Henryk Magnuski – Polak pracujący dla firmy Galvin (późniejsza Motorola) pokazał dwa prototypy „walkie-talkie”, które wprowadzono do produkcji. Były to modele SCR-536 (niewiele większe od Motoroli DynaTac) oraz SCR-300 (duże przenośne radio o wadze 16 kg). Wyprodukowano ich łącznie ok. 200 tys. sztuk i używano podczas wojny w Europie.

Henryk Magnuski (1909-1978)
i żołnierz korzystający z SCR-536 (poniżej)

Źródło: Motorola

Tuż po wojnie Galvin jako pierwsze przedsiębiorstwo złożył wniosek o udostępnienie zakresu fal i zaproponował produkcję urządzeń łączności na rynek komercyjny. Pod koniec 1946 roku firma zmieniła nazwę na Motorola (od słów „Motor” i „Vitriola” – jak powszechnie w latach 30-tych mówiono na odbiorniki radiowe). Od tego momentu miała dokonać się prawdziwa rewolucja na falach radiowych. Wreszcie każdy mógł zostać „radiowcem”, co nie umknęło uwadze kierowców. Ci nowy wynalazek zaadaptowali do pojazdów i zaczęli używać jako forma łączności pomiędzy kierowcami zawodowymi.

Pierwsze cywilne instalacje CB pojawiły się w ciężarówkach już w latach 50-tych. Na początku kierowcy do dyspozycji mieli 23 kanały. Jakie komunikaty najczęściej przekazywano? O pogodzie, stanie drogi, polecano przydrożne restauracje i plotkowano o czym tylko można było plotkować. Kierowcy słusznie podejrzewali, że mogą być podsłuchiwani przez stróżów prawa, dlatego też nie wypowiadali się o kontrolach drogowych i „drogówce”, która czyha w krzakach tuż przy wjeździe do miasta. Potrzebny był „słownik”, którym posługiwaliby się kierowcy.

Dlaczego to wszystko? W tym czasie kierowcy mieli płacone tzw. „kilometrówki”, czyli ich wynagrodzenie zależało od liczby przejechanych kilometrów. Niestety, na przełomie lat 50 i 60-tych zaostrzono limity prędkości, które były odpowiedzią na wzrosty cen paliw. Wolniejsze ciężarówki miały mniej spalać, ale przez to przejeżdżały krótsze odcinki dróg. W ten oto sposób narodziły się „Misiaczki, które suszą”. Nazwa ta była idealnym określeniem postury typowego amerykańskiego policjanta. „Suszarką” nazwano typowy radar ręczny, którym mierzono prędkości już w latach 60-tych.

Reklama CB-radia z lat 60-tych

Źródło: Heavy Duty Trucking

Popularność i użyteczność tego wynalazku sprawiła, że niemal każda ciężarówka miała je na wyposażeniu. Wymiana informacji spowodowała spadek liczby mandatów. Nawet jeżeli kierowca miał do przejechania dystans z Nowego Yorku do Kalifornii – nie musiał obawiać się o mandaty za prędkość. Oczywiście jeżeli tylko słuchał komunikatów radiowych. Wynalazek ten do samochodów osobowych przeniosło pokolenie „dzieci-kwiatów”. Ci swoimi T1 lub T2 (VW) nie przekraczali prędkości, ale mieli wiele powodów żeby unikać stróżów prawa.

Jednak to nie człowiek a film zrobił najwięcej dla popularności CB-radia. W kultowym „Mistrz Kierownicy ucieka” ten wynalazek ratuje „Bandziora” przed szeryfem o nazwisku … Justice. Sceny z tego filmu pokazują w jak dużym stopniu ten wynalazek był rozpowszechniony i nie była to filmowa fikcja. W latach 70-tych praktycznie każdy pojazd w USA był wyposażony w „CB”. Urządzenie było zainstalowane również w domach na terenach wiejskich. W czasie, gdy „Bandzior” uciekał przed sprawiedliwością zwolniono kolejne częstotliwości i użytkownicy mieli do dyspozycji już 40 kanałów.

„Bandzior” i jego CB-radio

Źródło: IMCDb

W tym czasie pierwsze urządzenia pojawiły się w Polsce. Były drogie a na ich używanie potrzebne były zezwolenia. Komunistyczne władze pozwalały na używanie jedynie w państwowych przedsiębiorstwach oraz w harcerstwie. Urządzenia zakupiono również dla potrzeb administracji samorządowej. Co prawda, w „teorii” każdy cywil mógł zdobyć uprawnienia konieczne do posiadania sprzętu, ale tylko nieliczni mogli pozwolić sobie na drogi zakup i ciągłą kontrolę ze strony państwowych służb. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w latach 90-tych, po upadku komunistycznych rządów.

W latach 90-tych nadal potrzebne były zezwolenia, ale te wydawano już „hurtowo”. Kilka lat później „CB” przestało być w Polsce kojarzone z prestiżowym dodatkiem do pojazdu a stało się narzędziem pracy. W 2014 roku zniesiono konieczność występowania o pozwolenia co oznaczało, że każdy może kupić takie radio i z niego korzystać. Na początku II. dekady XXI wieku Motorola pokazała kilka modeli telefonów GSM z wbudowanym CB-radiem. Obecnie kilka firm proponuje nam … aplikacje, które dodadzą funkcję „CB” do naszych „mądrych telefonów”.

Zasadniczo pomysł nie zmienił się od 60 lat. Nowoczesne radia CB są mniejsze niż ich poprzednicy. Przenośne modele posiadają baterie o długim czasie pracy, ale idea pozostaje ta sama. „Miski” nadal są „miśkami” (choć teraz muszą dbać o swoje hmm … sadło), na ciężarówkę mówi się „Mobil” lub „Duży Mobil” a samochody osobowe nazywa się „Mobilkami”. Sam wynalazek wydaje się archaiczny, ale sprawdza się tam, gdzie nie dotrze sygnał z żadnego satelity. Warto się nim choć przed chwilę „pobawić” żeby poczuć się jak bohater grany przez Burta Reynoldsa.