Kiedy Percy Hamilton w 1907 roku opatentował mechanizm pierwszych kierunkowskazów wielu automobilistów wreszcie mogło jechać z rękami na kierownicy. Wcześniej przed każdą zmianą kierunku byli zmuszeni wystawiać rękę w celu sygnalizacji zmiany kierunku jazdy. Jak w lewo to lewa ręka, jak w prawo to prawa – było to uciążliwe i wykluczało szybkie i bezpieczne manewry. Powodowało również wiele pomyłek a zamknięte nadwozie wykluczało zauważenie sygnalizacji skrętu w prawo.
Kierunkowskaz strzałkowy do samodzielnego montażu – 1921 rok
Źródło: Car Talk
Nadwozia większości automobili były otwarte co ułatwiało ten proces, ale niejedna ręka w ten sposób odniosła obrażenia. Wynalazek Hamiltona opierał się na sygnalizatorze umieszczonym z tyłu pojazdu. Konstrukcja miała narysowane kierunki jazdy oraz sygnalizowała zatrzymanie się i jazdę do tyłu. Miała wiele wad, ale już samo jej zastosowanie zwiększało bezpieczeństwo. Producenci jednak nie byli przekonani do masowego wykorzystania tego wynalazku. Pomysł Florence Lawrence był zupełnie inny.
Znana aktorka i wynalazczyni wymyśliła sterowane mechanizmem chorągiewki. Oba pomysły miały wady – chorągiewki przypominały Highway Act i jego niemądre przepisy (sygnalistę idącego przed pojazdem i wymachującego flagami), zintegrowany elektryczny sygnalizator Hamiltona był nie był widoczny z każdej strony pojazdu. Dopiero Edgar Waltz Junior pogodził wynalazców pokazując kierunkowskaz elektryczny, który można było bezpiecznie używać. To właśnie jego pomysł zyskał przychylność producentów.
Wynalazek Waltza Juniora
Źródło: thewisedrive.com
Stało się to dopiero w 1925 roku. Wcześniej były już kierunkowskazy oparte o dźwignie i wyskakujące strzałki. W powszechnym użyciu były dostępne jeszcze w latach 40-tych i montowano je na środkowym lub przednim słupku. Do lat 40-tych wynalazek Waltza był już dopracowany i korzystało z niego wiele firm. Jak działało to cudo techniki? Po prostu włącznik uruchamiał lewy lub prawy sygnalizator. Niby nic niezwykłego, ale kluczem do sukcesu wynalazku było jego umieszczenie, które w jasny sposób informowało o zamiarach kierowcy.
Małe lampy z narysowanym kształtem strzałki i napisem „STOP” umieszczono z tyłu nadwozia. Jedna z lewej strony, druga z prawej. Mocowano je do błotników lub zderzaka. Wynalazek korzystał z prądu zgromadzonego w akumulatorze. Brakowało jeszcze jednego – przerywacza. Do końca lat 30-tych kierunkowskaz świecił światłem stałym od momentu włączenia do wyłączenia. To sprawiało, że trudno było go odróżnić od innych świateł. O miganiu nie było mowy, ale i na to znaleziono sposób.
Miganie jako pierwsi rozpoczęli właściciele luksusowym marek GM. W 1938 roku w zakładach GM rozpoczęto montaż pierwszych kierunkowskazów migających. Mechanizm od momentu włączenia do wyłączenia kilka razy włączał i wyłączał światło żarówki. Na tym można było zakończyć historię kierunkowskazów gdyby nie jeden problem – nie każdy pamięta o wyłączeniu mechanizmu. Była to istotna wada, przez którą mógł zdarzyć się wypadek. To rozwiązano już dwa lata później.
Buick z 1938 roku – kierunkowskazy na błotnikach
Źródło: cartalk.com
W 1940 roku do oferty GM wprowadzono automatyczne wyłączanie kierunkowskazów. Mechanizm po wyprostowaniu kół automatycznie wyłączał miganie żarówki. Wynalazek oparto na migaczach zintegrowanych, które były rozwinięciem pomysłu Walza. Tymczasem w Europie nadal w powszechnym użyciu były kierunkowskazy ramieniowe – podświetlane (lub nie) strzałki wyskakujące z nadwozia. Jeszcze w latach 60-tych montowano je w samochodach wyprodukowanych w „Demoludach”. Przykładem tego są polskie Stary i Lubliny.
Mechanizm o sprawności dzisiejszych kierunkowskazów jako pierwsza skonstruowała Hella. Stało się to w 1951 roku. Czy dopiero w XXI wieku za sprawą LED-ów migacze zaczęły przybierać różne kształty a ich ruch nie polegał tylko na świeceniu jednego punktu? To, co znamy z dzisiejszych luksusowych sedanów i SUV-ów tak naprawdę powstało już w latach 60-tych XX wieku. Migacze sekwencyjne znane były już w latach 60-tych. Sportowe Fordy, luksusowy Imperial czy luksusowe Nissany potrafiły zamienić sygnalizowanie zmiany kierunku w spektakl świetny na kilka żarówek.
Lampy sekwencyjne – Ford Thunderbird
Źródło: stangbanrgers.com
Żarówek, gdyż wynalazek z 1962 roku czyli LED-y nie były jeszcze doskonałym źródłem światła. Stosowanie kilkunastu żarówek nieznacznie podnosiło koszty eksploatacji, ale pomysł był niezwykle efektowny. Kierunkowskazy sekwencyjne potrafiły przybrać różne kształty i zależało to jedynie od rozmieszczenia żarówek. To mogły być umieszczone w obudowie lusterek. Nad tym pomysłem pracowano już w latach 80-tych, ale to Mercedes jako pierwszy wprowadził do produkcji.
Kierunkowskazy zamontowane w lusterkach po raz pierwszy w Europie zastosowano w Mercedesie SLK pierwszej generacji. Pomysł szybko skopiowały inne marki uważając go za bardzo trafny i trafił nawet do „budżetowych” samochodów. Od tego czasu zamiast czterech kierunkowskazów normą stało się 6 – po 3 na jedną stronę pojazdu. Od tego czasu jedyną ważną innowacją było zastąpienie żarówek diodami, które pozwoliły na niemal dowolne ukształtowanie kierunkowskazu. Ewolucja kierunkowskazów dobiegła końca.
Kierunkowskazy Mercedesa
Źródło: wikimedia
Działanie dzisiejszych migaczy nie różni się od tych, które instalowano 50 lat temu. Co może się zmienić w najbliższym czasie? Obecnie producenci eksperymentują z kształtem reflektorów i ich wielkością. Dotyczy to również kierunkowskazów, których działanie regulują przepisy, ale rozmiar czy kształt nie jest istotny. Mają po prostu działać. I działają, choć coraz częściej obserwuje się spadek jakości i często widzimy wypalone LED-y, które szpecą oświetlenie pojazdów za miliony. To kolejne wyzwanie przez projektantami oświetlenia.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.











