Co to jest hybryda? To paznokcie powleczone specjalnym lakierem. Biologia mówi o hybrydzie gdy nazywa tak organizm powstały w wyniku mutacji genów dwóch gatunków. W polityce jest to połączenie dwóch przeciwstawnych doktryn politycznych (tak twierdzi Wikipedia) a w motoryzacji hybryda to … Toyota Prius. Tak powszechnie uważa się, gdy ktokolwiek wspomni o napędzie synergicznym wykorzystującym silnik spalinowy na benzynę i silnik elektryczny. To takie matematyczne „2+2=5”. Dziwny twór inżynierii, który zwyczajnie „działa”.
Historia napędu hybrydowego sięga XIX wieku. Lohner nie był pierwszy (pierwsze tego typu wynalazki oparto jeszcze na sile pary), ale to on jako pierwszy uczynił mechanizm na tyle funkcjonalnym aby można było jeździć nim bez obaw o przymusowe holowanie ciężkiego pojazdu. Podobno sprzedał ich trzysta sztuk. Na przełomie wieków takie pojazdy były ciężkie i awaryjne – ciężar kilku ton ciągnięty przez konie? Nie, na szczęście nie był to częsty widok. Lohner miał młodego praktykanta – Ferdynanda, któremu zaufał i realizował jego szalone pomysły.
Historia hybryd jest ciekawa, ale ciekawsze jest umiejscowienie hybrydy na rynku. Jeszcze 20 lat temu jedynie Honda i Toyota odważyły się produkować seryjnie drogi i skomplikowany napęd – wtedy był „fanaberią inżynierów”, drogą zabawką dla nielicznych. Dziś chcą go mieć wszyscy. Wszystko dzięki temu, że „kosmiczne” normy spalania nałożone przez „świrów” z Unii zmuszają producentów do szukania rozwiązań tego problemu. Jednym z nich jest hybryda. Czy to działa? Nie wszędzie i nie o każdej porze, co można w łatwy sposób udowodnić.
Dwa silniki – napęd Toyoty Prius
Źródło: Toyota
Czym różni się Prius od innych hybryd? Doświadczeniem. Toyota od 30 lat pracowała nad tym napędem zanim odważyła się pokazać prototyp Priusa. Debiut Priusa poprzedziły badania prototypów prowadzone jeszcze w latach 60-tych. W tym czasie VW przykrył nową karoserią swojego Garbusa pokazując Typ 3 i pochodne jemu konstrukcje. Gdy pojawił się Prius to diesle zaczęły być coraz bardziej skomplikowane technicznie – pojawiły się szyny wtryskowe i wielkie sprężarki. Prius tego nie miał. Miał instalację o wielkim woltażu, dwa proste silniki i prostą przekładnię.
Co było dalej? Normy. Normy, które zaczęły dusić motoryzację. Pojawili się naśladowcy. Też chcieli być „eko”. Nie zawsze to wychodziło. Z założenia hybryda najmniej pali w mieście. Tymczasem są takie, które palą niewiele mniej od „benzyniaka” tylko na trasie albo silnik elektryczny wręcz podwaja spalanie, co można było obserwować w pierwszych „pluginach” podczas ładowania baterii podczas jazdy. Teoria mówiła o „1,8 litra na setkę”, praktyka podczas ładowania pokazywała 12 litrów. Tymczasem Prius nie osiągnie takiego zużycia paliwa nigdy, nawet pod dużym obciążeniem.
Hybryda stała się mniejsza. Pierwszy Prius miał duży silnik elektryczny – zajmował niemal połowę przestrzeni pod maską. Na ówczesne standardy ponad 30 KW to była duża moc. Z czasem moc tego silnika wzrosła a silnik nieco zmalał. Tymczasem inni miniaturyzują napęd dając w standardzie silnik o mocy poniżej 10 KW i akumulator magazynujący poniżej 3 KWh energii. To nie jest normalne, ani skuteczne chyba, że dla portfela dostawcy baterii, która po 2-3 latach będzie do niczego. W tym czasie wykona 10000 cykli ładowania i jej pojemność skurczy się do pojemności akumulatora komórki sprzed 20 lat.
Gdzie tu jest eko? Nigdzie. Paradoksem tej sytuacji jest to, że prawo, które ma nam dać czyste powietrze truje nas – im więcej akumulatorów próbuje się odzyskać, tym więcej zużywa się wody, metali i tworzyw. Tymczasem bateria w Priusie potrafi pracować 10 lat i nie zużywa się w tak szybkim tempie jak u konkurencji. Co jest tego przyczyną? Doświadczenie, ale również brak poważniejszych wpadek jakościowych. Sama bateria również nie należy do małych, ale przez to jej elementy nie cierpią z przepracowania. Czy to oznacza, że Prius może się zepsuć?
Prius może się zepsuć, ale nie musi. Muszą inne hybrydy, które często powstają w umyśle księgowego. Czy hybrydowa „500-tka” będzie służyć dekadę bez awarii układu? Chcielibyśmy, ale jesteśmy sceptyczni. Czy „litrowa Octavia” kombi z hybrydą to wytrzyma? Mamy wątpliwości. Czy Renault z hybrydą zacznie palić w mieście tyle co Prius czy Camry? Chcielibyśmy, ale zużywa 6 litrów a nie 4 jak Camry. Camry w mieście nie dorówna żaden diesel. Wszystko, co jeździ na ropie zużywa w mieście więcej paliwa. Czy to już koniec procesu doskonalenia człowieka i maszyny?
„Królowa jest tylko jedna”
Źródło: Toyota
To nie koniec, doskonalenie to „mus”. Każdy człowiek dąży do doskonalenia a wraz z nowymi umiejętnościami rozwija się również doświadczenie. Rozwija się ono powoli i nie mierzy się jedynie kolejnym wpisem w CV. Doświadczenie to czas. To jego upływ i działanie wraz z każdą następną godziną, dniem i minutą. Czy doświadczenie jest jedno? Nie, hybrydy doskonali się na wiele sposobów – mają coraz więcej silników i przekładni, są wydajniejsze i mniej zawodne, ale na ich rozwój od „zera” potrzeba czasu. Nie wystarczy składać ją jak z klocków. Nie każdy „klocek” będzie pasował.
Dobra hybryda to suma wielu lat doświadczeń – popełniania błędów i ciągłego naprawiania. Jej tworzenie to proces a nie chwilowa moda, do której chce nas zmusić Unia. To nie jest wyścig – nie można być dobrym we wszystkim. Nie ma takich ludzi i nie ma takiej uniwersalnej techniki. Samodoskonalenie to cecha każdego żywego organizmu, ale proces ten nie jest szybki ani łatwy. Dowodem tego jest właśnie Prius. Gdyby odnieść to do socjologii i biologii, wtedy należałoby zadać sobie pytanie: Czy zatem człowiek jest pochodną hybrydy i czy powinien się tego wstydzić?
Nie mamy silników, ale potrafimy działać na wielu płaszczyznach jednocześnie. Piszący te słowa pracuje w kilku szkołach i uczy wielu przedmiotów, pisze teksty i sam ogarnia informatyczną stronę blogowania. Podobno można na niego liczyć w każdej sytuacji – to dziwna cecha, którą trudno zauważyć u ludzi. W dodatku lubi uczyć się „nowości” i wyciąga wnioski z przeszłości. Jest niezawodny jak Prius. A i … jeździ Toyotą. Nie jest ona idealna, ale zawiera w sobie wszystko, co wynika z wielu lat doświadczeń inżynierów. Niech jeszcze ocynkują blachy.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








